Okładka: Lipi i Lapra

Indie

Lipi i Lapra

W pewnej dużej rodzinie było siedmiu braci. Mieszkali blisko siebie, uprawiali ziemię i pomagali sobie nawzajem, gdy nadchodziła pora siewów, żniw albo naprawy dachu przed deszczami.

Kraj
Indie
Wiek
7–10 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Lipi i Lapra

W pewnej dużej rodzinie było siedmiu braci. Mieszkali blisko siebie, uprawiali ziemię i pomagali sobie nawzajem, gdy nadchodziła pora siewów, żniw albo naprawy dachu przed deszczami.

Najmłodszy długo miał najmniej. Dostał niewielki kawałek pola na skraju wsi. Ziemia była kamienista, a woda po ulewach szybko spływała w dół.

Chłopak jednak nie narzekał.

Co rano wychodził na pole, zanim zrobiło się gorąco. Wybierał kamienie, nosił wodę, sadził młode drzewa i cierpliwie czekał.

Minął rok. Potem drugi.

Zdarzyło się tak, że właśnie jego mała działka zaczęła wydawać najlepsze plony. Zboże rosło gęsto, a drzewa owocowały tak obficie, że gałęzie trzeba było podpierać tyczkami.

Bracia cieszyli się jego powodzeniem. Wszyscy oprócz najstarszego.

Z początku starszy tylko milczał, kiedy pozostali chwalili najmłodszego.

Potem zaczął liczyć jego kosze ziarna.

Następnie wypatrywał każdego nowego drzewa.

Wreszcie w jego myślach zamieszkała zazdrość.

„Dlaczego jemu wszystko udaje się lepiej? — rozmyślał. — Jestem najstarszy. To ja powinienem mieć najwięcej”.

Najmłodszy niczego się nie domyślał. Kochał rodzinę, a szczególną czułością darzył dwa psy, które wychował od szczenięcia.

Jeden nazywał się Lipi, drugi Lapra.

Lipi był szybki jak podmuch wiatru. Pierwszy słyszał kroki na ścieżce i pierwszy zauważał ruch w wysokiej trawie.

Lapra był spokojniejszy. Nie spieszył się, za to znakomicie rozumiał ludzi. Gdy tylko gospodarz marszczył brwi, siadał obok i kładł mu głowę na kolanie.

We trójkę byli nierozłączni.

Pewnego dnia najstarszy brat przyszedł do najmłodszego.

— Chodź ze mną na wzgórze — powiedział. — Rośnie tam dobra trawa na mocne sznury. Trzeba nazbierać włókien.

— Chodźmy — zgodził się młodszy.

Lipi i Lapra natychmiast poderwali się na łapy.

Starszy zmarszczył brwi.

— Po co nam psy? Będą tylko kręcić się pod nogami.

— Przywykły chodzić ze mną.

— Dobrze, niech idą. Przy źródle przywiążemy je w cieniu na czas pracy.

Młodszy nie dostrzegł w tym niczego dziwnego.

Poszli ku wzgórzu. U jego podnóża szemrało małe źródło, a obok rosło drzewo o szerokiej koronie.

— Tutaj będzie im chłodno — powiedział starszy.

Młodszy przywiązał Lipiego i Laprę długimi sznurami, zostawił wodę, pogłaskał każdego po głowie i ruszył dalej.

Na zboczu długo zbierali mocne łodygi.

— Teraz pokażę ci, jak należy skręcać włókna — oznajmił najstarszy brat.

Zrobił jeden sznur, drugi i trzeci.

— Stań tutaj i przytrzymaj koniec.

Młodszy stanął przy drzewie.

Wtedy starszy nagle owinął mu ręce sznurem i przywiązał go do pnia.

Młodszy spojrzał ze zdumieniem.

— Co robisz?

Starszy długo milczał. Wreszcie powiedział:

— Mam dość patrzenia, jak wszyscy cię chwalą. Dość słuchania o twoich plonach. Myślałem, że jako najstarszemu zawsze będzie mi się wiodło najlepiej.

— Przywiązałeś mnie z powodu mojego pola?

— Chciałem cię przestraszyć — burknął starszy. — Żebyś oddał mi najlepszy kawałek ziemi i przestał pokazywać wszystkim, jaki jesteś zdolny.

Młodszy szarpnął sznur. Był mocny.

— Nigdy z tobą nie rywalizowałem — powiedział. — Po prostu pracowałem.

Starszy odwrócił wzrok.

— Posiedź tutaj i pomyśl.

Zaczął schodzić ze wzgórza.

Młodszy został sam.

Najpierw próbował rozplątać węzły palcami. Nie udało się.

Potem tarł sznur o korę. Tylko mocniej się zacisnął.

Słońce toczyło się już ku zachodowi.

Wtedy przypomniał sobie o Lipim i Laprze.

Byli daleko, przy źródle. Zwykłego wołania mogli nie usłyszeć.

Często jednak przywoływał ich szczególną piosenką, kiedy rozbiegali się po polu.

Nabrał powietrza i zaśpiewał:

— Lipi, Lapra, przyjaciele,

przez pagórek biegnijcie,

na wysoki stok się spieszcie,

mego głosu nie zgubcie!

Wiatr poniósł słowa w dół.

Przy źródle Lipi nastawił uszy.

Lapra również znieruchomiał.

Głos był słaby, lecz znajomy.

Lipi szarpnął sznur raz. Drugi. Trzeci.

Węzeł nie ustępował.

Wtedy Lapra zaczął przegryzać własną linę. Lipi zrozumiał i zrobił to samo.

Włókno po włóknie sznury słabły.

Wreszcie Lapra się uwolnił. Natychmiast przegryzł uwięź Lipiego i oba psy pomknęły pod górę.

Pędziły przez trawę, przeskoczyły wąski strumyk, okrążyły kamienny głaz i ponownie usłyszały pieśń.

— Lipi, Lapra, przyjaciele…

Po kilku chwilach były już przy gospodarzu.

— Dzielne psy — odetchnął. — Teraz pomóżcie mi z tym węzłem.

Lipi ciągnął sznur zębami z jednej strony, Lapra z drugiej. Gospodarz obracał ręce, aż wreszcie pętla się rozluźniła.

Był wolny.

W tej samej chwili starszy brat, który dotarł już niemal do źródła, obejrzał się. Zobaczył dwa psy przy młodszym i się przestraszył.

Lipi głośno zaszczekał.

Lapra stanął przed swoim panem, lecz nie rzucił się na napastnika.

Starszy cofnął się o krok.

— Zabierz psy!

— Nie zaatakują — odpowiedział młodszy — jeśli ty nie zaatakujesz mnie.

Powiedział to tak spokojnie, że starszemu zrobiło się jeszcze bardziej wstyd.

Wieczorem gospodarz wrócił do wsi z oboma psami. Niczego nie ukrywał i opowiedział braciom, co się stało.

W rodzinie zapadła ciężka cisza.

— Mogłeś poprosić o pomoc — powiedział jeden do najstarszego.

— Mogłeś powiedzieć, że jest ci trudno — dodał drugi.

— Mogłeś się od niego nauczyć — zauważył trzeci. — Postanowiłeś jednak zabrać mu to, na co zapracował.

Starszy siedział ze spuszczoną głową.

W końcu się odezwał:

— Pozwoliłem zazdrości mówić za mnie. Zrobiłem coś, czego się wstydzę.

Oddał młodszemu wszystkie rzeczy, które zdążył zabrać z pola, i sam zaproponował naprawienie szkody.

Przez następne tygodnie przychodził do niego o świcie. Razem nosili wodę, podpierali ciężkie gałęzie, naprawiali ogrodzenie i przesadzali młode drzewa.

Z początku prawie nie rozmawiali.

Pewnego ranka starszy zapytał jednak:

— Jak sprawiłeś, że ziemia stała się tutaj tak żyzna?

Młodszy się uśmiechnął.

— Chcesz wiedzieć?

— Chcę.

— W takim razie dzisiaj będziemy pracować razem, zamiast rywalizować.

Odtąd całej rodzinie zaczęło się lepiej powodzić. Najmłodszy dzielił się tym, czego nauczył się na kamienistym polu, a najstarszy nie wstydził się już prosić o radę.

Lipi i Lapra zostali oczywiście najsłynniejszymi psami w wiosce.

Kiedy biegły drogą, dzieci śmiały się i śpiewały:

— Lipi, Lapra, dzielne psy,

przez pagórek biegnijcie,

na wysoki stok się spieszcie,

przyjaciela nie zostawcie!

Najmłodszy brat za każdym razem głaskał psy i dodawał:

— Wierny przyjaciel przybiegnie na wołanie. Jeszcze lepiej jednak, kiedy rodzina potrafi porozmawiać, zanim ktoś będzie musiał wołać o ratunek.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨