

Niemcy
Lisica i kot
Pewnego ranka kot szedł leśną ścieżką. Słońce dopiero wyjrzało zza drzew, na pajęczynach lśniła rosa, a kot był w doskonałym humorze.
- Kraj
- Niemcy
- Wiek
- 3–7 lat

Posłuchaj baśni
Lisica i kot
Pewnego ranka kot szedł leśną ścieżką. Słońce dopiero wyjrzało zza drzew, na pajęczynach lśniła rosa, a kot był w doskonałym humorze.
Z naprzeciwka nadeszła lisica.
Kot grzecznie się zatrzymał.
— Dzień dobry, pani Lisico.
Lisica zmierzyła go wzrokiem z góry na dół.
— Dobry? Być może. A kim ty jesteś, żeby pierwszy do mnie zagadywać?
Kot trochę się zdziwił, ale się nie obraził.
— Po prostu sąsiadem z lasu.
Lisica poprawiła ogon i oznajmiła:
— Tak się składa, że znam sto sposobów na uniknięcie niebezpieczeństwa. A do tego mam cały worek forteli.
— Sto? — zachwycił się kot. — To bardzo dużo.
— A ty ile znasz?
Kot się zastanowił.
— Jeden.
Lisica wybuchnęła śmiechem.
— Jeden jedyny? Biedaku! I cóż to za wielka sztuka?
— Kiedy ktoś mnie goni, szybko wspinam się na drzewo.
— I tyle?
— I tyle. Za to robię to naprawdę dobrze.
Lisica już miała wyjaśnić kotu, dlaczego naprawdę mądre zwierzę powinno znać dziesiątki sprytnych planów, gdy gdzieś w oddali rozległo się szczekanie.
Kot nastawił uszy.
Szczekanie się zbliżało.
Na ścieżce pojawiło się kilka psów myśliwskich. Biegły za zapachem i głośno się nawoływały.
— Pora skorzystać z mojego jedynego sposobu — powiedział kot.
Hop!
Znalazł się na dolnej gałęzi dębu.
Jeszcze jeden skok!
I już siedział wysoko wśród liści, gdzie nikt nie mógł go dosięgnąć.
— Pani Lisico! — zawołał. — Proszę otworzyć swój worek forteli!
Lisica rzuciła się w prawo.
Potem uznała, że lepiej będzie w lewo, i zawróciła.
Następnie przypomniała sobie o krzakach.
Potem o strumyku.
Potem o starej norze pod kamieniem.
— Który sposób wybrać? — miotała się. — Mam ich przecież sto!
A psy były już tuż obok.
Wreszcie lisica przestała przebierać w fortelach i po prostu popędziła co sił w stronę gęstych jeżyn. Prześlizgnęła się pod gałęziami, przebiegła po kamieniach przez strumyk i ukryła się w starej norze na drugim brzegu.
Psy zgubiły trop i pobiegły dalej.
Po pewnym czasie kot zszedł z dębu.
Lisica także ostrożnie wysunęła się z kryjówki. Miała zmierzwione futro, a do ogona przyczepił się jej suchy listek.
Kot nic nie powiedział.
Lisica sama westchnęła:
— Wiesz, sto sposobów brzmi bardzo imponująco. Ale kiedy zaczęłam wśród nich wybierać, omal nie straciłam całego czasu.
— Chyba lepiej umieć jedną rzecz porządnie niż znać sto sposobów, których nie zdąży się użyć — odpowiedział kot.
Lisica przytaknęła.
— I chyba nie należy wyśmiewać cudzych umiejętności.
Odtąd, spotykając kota na leśnej ścieżce, nie zadzierała już nosa.
A gdy ktoś pytał, ile zna forteli, odpowiadała:
— Wystarczająco dużo. Ale najlepszy z nich ćwiczę teraz codziennie: najpierw pomyśleć, a dopiero potem się przechwalać.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
