

Ukraina
Lisiczka Siostrzyczka i Wilk Braciszek
Żyła sobie Lisiczka Siostrzyczka. Mieszkała w małej chatce na skraju lasu i bardzo się szczyciła tym, że potrafi znaleźć wyjście z każdej przygody.
- Kraj
- Ukraina
- Wiek
- 4–8 lat
- Czas czytania
- 9 min

Posłuchaj baśni
Lisiczka Siostrzyczka i Wilk Braciszek
Żyła sobie Lisiczka Siostrzyczka. Mieszkała w małej chatce na skraju lasu i bardzo się szczyciła tym, że potrafi znaleźć wyjście z każdej przygody.
Miała tylko jedną wadę: lubiła uciekać się do podstępu nawet wtedy, gdy wystarczyło zwyczajnie poprosić.
Nadeszła zima. Pewnego ranka w chatce zrobiło się zimno, a ogień w piecu zgasł.
— Muszę pobiec do wsi po rozżarzony węgielek — powiedziała Lisiczka i ruszyła do najbliższego domu.
Zapukała.
— Dzień dobry, babciu! Pożycz trochę ognia, proszę.
— Wejdź, Lisiczko, ogrzej się — odpowiedziała babcia. — Właśnie wyjmuję z pieca bułeczki z makiem.
Na stole stanęła cała miska rumianych bułeczek. Lisiczka wciągnęła zapach raz, potem drugi… A gdy babcia się odwróciła, chwyciła jedną i wymknęła się za drzwi.
W lesie wyjadła słodkie makowe nadzienie, a na jego miejsce napchała suchej trawy.
— Teraz mam świetny towar! — powiedziała zadowolona.
Wkrótce spotkała chłopców pędzących bydło do wodopoju.
— Chłopcy, kto wymieni mi byczka na czarodziejską bułeczkę?
— Byczka na bułeczkę? — roześmiali się.
Tak jednak zachwalała makowe nadzienie, że jeden chłopiec się zgodził.
— Tylko nie przełamujcie bułeczki, zanim zniknę za zakrętem! — zawołała i szybko poprowadziła byczka do lasu.
Kiedy chłopcy zobaczyli suchą trawę zamiast maku, zrozumieli, że zostali oszukani.
Lisiczka była już jednak daleko. Zmajstrowała małe sanki, zaprzęgła byczka i pomknęła leśną drogą.
Z naprzeciwka nadchodził Wilk Braciszek.
— Dzień dobry, Lisiczko Siostrzyczko! Jakie ładne sanki. Podwieź mnie.
— Ciebie? Jesteś ciężki. Połamiesz płozy.
— Nie połamię. Postawię tylko jedną łapę.
— Dobrze, jedną możesz.
Przejechali kawałek.
— Lisiczko, mogę postawić drugą?
— Tylko uważaj!
Wilk postawił drugą łapę. Sanki cicho skrzypnęły.
— Słyszałeś? — zaniepokoiła się Lisiczka.
— To śnieg zachrzęścił pod płozami.
Przejechali jeszcze kawałek.
— A trzecią łapę mogę?
— Wilku, nie podoba mi się to.
— Przecież leciutko.
Ledwie postawił trzecią łapę, sanki znów skrzypnęły.
Wilk był już zmęczony biegiem obok.
— Lisiczko, pozwól mi usiąść całkiem. Zwinę się w kłębek.
— Ech, dobrze. Tylko ostrożnie.
Usiadł. Sanki przejechały trzy kroki i rozsypały się w puszystym śniegu.
Lisiczka podskoczyła.
— A nie mówiłam!
— Wybacz — zawstydził się Wilk. — Naprawdę źle oceniłem swój ciężar.
— Pomóż więc zrobić nowe. Idź narąbać prostego drewna. Pamiętaj: prostego, nie krzywego!
Wilk poszedł do lasu. Na stolarstwie nie znał się jednak ani trochę. Przyniósł tak powykręcane gałęzie, że nadawałyby się najwyżej na wianek dla bałwana.
— To dopiero majster! — westchnęła Lisiczka. — Siedź tutaj. Sama poszukam drewna.
Pod jej nieobecność Wilk zgłodniał. Zobaczył byczka i długo krążył wokół niego.
— Nie wolno ruszać cudzego — powtarzał sobie.
Głód zwyciężył jednak rozsądek. Wilk zjadł wszystkie zapasy wiezione przez Lisiczkę na sankach, a potem porządnie wystraszył byczka. Zwierzę wyrwało się z uprzęży i uciekło do wsi.
Lisiczka wróciła, a tu ani jedzenia, ani byczka.
— No, Wilku, teraz jesteśmy kwita! — powiedziała gniewnie. — Zepsułeś mi podróż. Jeszcze ci przypomnę tę kolację.
Każde poszło w swoją stronę.
Wkrótce Lisiczka zobaczyła na drodze wozy pełne ryb. Jej przebiegła główka znów zaczęła pracować.
Położyła się na poboczu i udawała, że głęboko śpi.
Ludzie się zatrzymali.
— Patrzcie, lisica. Pewnie zmarzła. Połóżmy ją na ostatnim wozie. We wsi zobaczymy, czy potrzebuje pomocy.
Ułożyli ją na workach z rybami i ruszyli dalej.
Kiedy tylko odwrócili wzrok, Lisiczka otworzyła jedno oko, potem drugie.
— Ale szczęście!
Zaczęła zrzucać ryby po jednej na śnieg. Wyrzuciła dziesięć, sama zeskoczyła z wozu, pozbierała zdobycz i usiadła za stogiem, żeby się najeść.
Wtedy znów przybiegł Wilk.
— Lisiczko Siostrzyczko, skąd masz ryby?
— Nałowiłam.
— Daj choć jedną.
Pamiętała jednak o połamanych sankach i ucieczce byczka.
— Nie. Chcesz ryb, nałów sobie.
— Jak?
Lisiczka zmrużyła oczy.
— Idź do przerębla, zanurz ogon w wodzie i powtarzaj: „Łap się, rybko, duża, mała!”.
Wilk uwierzył. Poszedł nad rzekę, znalazł przerębel, usiadł i opuścił ogon do wody.
— Łap się, rybko, duża, mała!
Tymczasem mróz przybierał na sile. Woda wokół ogona zaczęła zamarzać.
Lisiczka schowała się w trzcinach i szeptała:
— Marznij, marznij, wilczy ogonie…
— Co mówisz? — zaniepokoił się Wilk.
— Mówię: łap się, rybko, duża, mała! Posiedź jeszcze trochę.
Minął jakiś czas. Wilk pociągnął ogon.
— Oj! Chyba naprawdę uczepiła się wielka ryba!
Szarpnął mocniej i zrozumiał, że żadnej ryby nie ma. Po prostu wokół ogona zamarzła woda.
— Lisiczko! To znowu twój podstęp!
Słysząc jego głos, ludzie z najbliższych domów przybiegli nad rzekę. Jeden z mężczyzn przyniósł wiadro ciepłej wody i zamiast złościć się na Wilka, ostrożnie roztopił lód.
Wilk uwolnił ogon — mokry i potargany, ale cały.
— Dziękuję — mruknął i pobiegł jak najdalej od rzeki.
Lisiczka tymczasem wpadła do pustej kuchni, zobaczyła dzieżę z ciastem i wymyśliła kolejny figiel. Zanurzyła łapę w cieście, celowo wysmarowała nim głowę i wyszła na drogę.
Po kilku minutach z naprzeciwka nadszedł zły Wilk.
— Tu jesteś! Przez ciebie omal nie przesiedziałem w lodzie do wieczora!
Lisiczka chwyciła się za głowę.
— Wilczku Braciszku, nie gniewaj się. Zobacz, co mnie spotkało! Cała głowa biała. Ledwie idę.
Wilk przyjrzał się uważnie. Ciasto rzeczywiście wyglądało dziwnie.
— Czego chcesz?
— Zanieś mnie do chatki. Jesteś silny, a ja taka słaba.
Westchnął.
— Siadaj. Ale ostatni raz wierzę ci bez sprawdzania.
Lisiczka usadowiła się na jego grzbiecie i mruczała pod nosem:
— Bity niebitą wiezie, bity niebitą wiezie…
— Co tam mówisz? — spytał Wilk.
— Mówię: dobry Wilk Lisiczkę wiezie!
Kiedy jednak dotarli do chatki, zeskoczyła, roześmiała się i znów zaśpiewała:
— Bity niebitą przywiózł!
Wilk spojrzał na nią, potem na białe ciasto na głowie i nagle wszystko zrozumiał.
— Znowu mnie oszukałaś.
Lisiczka chciała już schować się w domu, ale Wilk za nią nie pobiegł. Po prostu usiadł na śniegu.
— Wiesz co, Lisiczko? Sam narobiłem głupstw z sankami i zapasami. Mogłaś jednak powiedzieć, że się gniewasz. Mogłaś poprosić, żebym naprawił szkodę. Zamiast tego zastawiałaś jedną pułapkę po drugiej.
Przestała się śmiać.
— No… przynajmniej było wesoło.
— Tobie. Mnie niezbyt.
Wilk wstał.
— Jeśli zechcesz być mi prawdziwą siostrzyczką, przyjdź bez podstępów.
I odszedł do lasu.
Lisiczka została przy drzwiach. Najpierw prychnęła, potem spojrzała na swoje odbicie w wiadrze: głowa w cieście, nos w mące, uszy sterczą jak białe trójkąty.
Sama nie powstrzymała śmiechu.
— Ech, Lisiczko — powiedziała do siebie. — Chyba czasem najtrudniej przechytrzyć własne zamiłowanie do podstępów.
Następnego ranka zaniosła babci nową bułeczkę z makiem w zamian za skradzioną, a chłopcom pomogła odnaleźć byczka, który spokojnie pasł się przy wsi.
Do Wilka przyszła z dwiema rybami.
— Pogodzimy się?
Wilk powąchał rybę i zmrużył oczy.
— Najpierw pokaż, co jest w środku.
Lisiczka się roześmiała.
— Słusznie, braciszku. Teraz niełatwo cię nabrać.
Tym razem zjedli kolację bez żadnego podstępu.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
