Okładka: Losy leniwego żebraka

Laos

Losy leniwego żebraka

Żył kiedyś człowiek, który ponad wszystko lubił nic nie robić.

Kraj
Laos
Wiek
8–11 lat
Czas czytania
11 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Losy leniwego żebraka

Żył kiedyś człowiek, który ponad wszystko lubił nic nie robić. Kiedy inni wychodzili w pole, zanim nastał upał, on szukał drzewa dającego gęsty cień. Gdy ktoś prosił go o pomoc w przeniesieniu kosza, nagle przypominał sobie, że ma „bardzo zmęczone ręce”. A kiedy ludzie radzili mu nauczyć się jakiegoś rzemiosła, odpowiadał: — Po co się spieszyć? Świat jest wielki. Jakoś to będzie. Tak też żył: trochę prosił o jedzenie, trochę zdobywał je sam, a najbardziej liczył na przypadek. Pewnego dnia położył się pod figowcem. Na gałęziach wisiały dojrzałe owoce. — Jak dobrze — mruknął. — Teraz wystarczy czekać, aż obiad sam wpadnie mi do ust. Leżał, patrzył w niebo i nie chciało mu się nawet sięgnąć ręką do niskiej gałęzi. Niebawem drogą przechodził podróżny. — Dobry człowieku — zawołał leniuch — zerwij mi, proszę, figę i włóż prosto do ust. Podróżny przystanął i nie uwierzył własnym uszom. — Mówisz poważnie? — Jak najbardziej. Owoc jest tutaj, usta też tutaj. Bardzo wygodnie. Podróżny pokręcił głową. Postanowił dać próżniakowi nauczkę, podniósł grudkę ziemi i ostrożnie położył mu ją na języku. Leniuch zerwał się tak szybko, jakby całe życie ćwiczył bieganie. — Hej! Przecież to ziemia! Ale podróżny już się śmiał i szedł dalej. Rozgniewany mężczyzna zaczął rzucać za nim figami. Jedna przeleciała nad ścieżką, wpadła do strumienia i popłynęła z prądem. Daleko w dole, przy pałacowym ogrodzie, córka miejscowego władcy dostrzegła owoc w wodzie. Wyłowiła go, umyła i spróbowała. — Jaka słodka figa! — zdziwiła się dziewczyna. — Ciekawe, z którego drzewa przypłynęła i kto wrzucił ją do wody. Dworzanie tylko wzruszyli ramionami. Księżniczka była jednak ciekawa świata i uparta. Poprosiła służących, by poszli wzdłuż strumienia i rozpytali ludzi. Po kilku dniach wrócili z dziwną historią o człowieku, który leżał pod figowcem i nie chciało mu się nawet samemu zerwać owocu. W pałacu wszyscy się roześmiali. — To dopiero bohater! — powiedział ojciec dziewczyny. — Niech sobie leży pod swoim drzewem. Ona jednak odpowiedziała: — Chcę go zobaczyć. Człowiek, z którego wszyscy się śmieją, może okazać się kimś innym, niż sądzą. A jeśli naprawdę jest leniwy, może nikt nigdy nie dał mu powodu, żeby się zmienić. Przyprowadzono mężczyznę do pałacu. A właściwie prawie przyprowadzono: połowę drogi przeszedł sam, po czym usiadł na poboczu i oznajmił, że dalej „nogi się nie zgadzają”. Trzeba go było długo namawiać. Władca spojrzał na gościa i zmarszczył brwi. — Jak potrafisz zarabiać na życie? — Na razie najlepiej potrafię odpoczywać — odpowiedział tamten. — Czego pragniesz? Mężczyzna się zastanowił. — Żeby jutro nie było gorzej niż dzisiaj. Księżniczka powiedziała cicho: — To bardzo małe pragnienie. Nie wiedzieć czemu jej słowa poruszyły go bardziej niż wszystkie drwiny. Dziewczyna nie zamierzała od razu wychodzić za nieznajomego. Zaproponowała mu coś innego: — Nasza rodzina ma zaniedbane gospodarstwo w dole rzeki. Ziemia jest tam dobra, lecz od dawna nikt jej nie uprawia. Chcę pojechać tam na jakiś czas. Jeśli pragniesz dowieść, że stać cię na coś więcej, jedź ze mną. Mężczyzna chciał odmówić. Przecież tam trzeba będzie coś robić. Spojrzał jednak na dziewczynę i ku własnemu zdumieniu powiedział: — Dobrze. Władca dał im łódź, trochę ryżu, nasiona, narzędzia i kilka prostych rzeczy do domu. Już pierwszego dnia stało się jasne, że dawne życie dobiegło końca. Kiedy zgłodnieli, mężczyzna czekał, aż ktoś przygotuje posiłek. Księżniczka bez słowa postawiła przed nim woreczek ryżu. — A co dalej? — zapytał. — Dalej ogień, woda i garnek. — A kto to zrobi? — Ten, kto chce zjeść kolację. Musiał więc pozbierać suche gałęzie. — Ułóż trzy kamienie wokół ogniska — wyjaśniła dziewczyna. — Oprzemy na nich garnek. Mężczyzna położył jeden kamień. Garnek się przechylił. Dołożył drugi. Garnek upadł. Dopiero z trzecim wszystko stało jak należy. — Niesłychane — powiedział. — Okazuje się, że nawet kolacja nie przychodzi sama. — Za to kiedy sam ją zrobisz, smakuje lepiej — uśmiechnęła się księżniczka. Nazajutrz rano trzeba było oczyścić pole. Mężczyzna popracował przez dziesięć minut i położył się w trawie. — Już bardzo dużo zrobiłem. Dziewczyna spojrzała na wąziutki pasek oczyszczonej ziemi. — Jak na mrówkę, być może. Roześmiał się i wstał. Dzień po dniu mężczyzna się uczył. Z początku pracował tylko dlatego, że musiał. Potem dlatego, że nie chciał zawieść swojej towarzyszki. A z czasem zaczął dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie zauważał: jak równo wschodzi ryż, jak woda znajduje drogę między grządkami i jak przyjemnie wieczorem patrzeć na pole, wiedząc, że rano wyglądało zupełnie inaczej. Któregoś wieczoru powiedział: — Dziwne. Myślałem, że praca tylko odbiera siły. — A teraz? — Teraz widzę, że czasem pozwala też odnaleźć samego siebie. Minęło trochę czasu. Pole odżyło. Przy domu powstał warzywnik, w spichlerzu leżał ryż, a w sadzie przyjęły się młode drzewa. Powiadają, że ludzkim uczynkom przyglądał się dobry duch. Nie patrzył na to, kim mężczyzna był kiedyś, lecz na to, jak wytrwale zmieniał się teraz. Pewnej nocy do gospodarstwa przyszło sześć małp. Każda niosła niewielki gong. Usiadły na płocie i podniosły taką dzwoniącą wrzawę, że gospodarz wybiegł na dwór. — Kto urządza koncert w środku nocy? Małpy znieruchomiały. — Nie gniewaj się — powiedziała najstarsza. — Te gongi są niezwykłe. — Wszystkie sześć? — Każdy na swój sposób. Pierwszy gong przypominał człowiekowi, by zachowywał pogodę ducha i dbał o siebie. Drugi pomagał jasno myśleć przed podjęciem ważnej decyzji. Trzeci przypominał, że ziemia rodzi tylko tam, gdzie się o nią troszczą. Czwarty zbierał ludzi do wspólnej pracy. Piąty pomagał pokojowo rozstrzygnąć spór. Szósty zaś przypominał o tym, co najważniejsze: szacunku nie można żądać ze względu na majątek czy tytuł, zdobywa się go czynami. — Po co mi one? — zapytał mężczyzna. — Bo nareszcie nauczyłeś się korzystać z tego, co masz — odpowiedziała małpa. — Ale pamiętaj: czarodziejski gong nie wykona za ciebie żadnej pracy. O świcie małpy zniknęły, a sześć gongów zostało. Mężczyzna i księżniczka nie zamienili ich w maszynę do zdobywania bogactwa. Używali ich tylko wtedy, gdy naprawdę potrzebowali pomocy. Kiedy nadszedł czas zebrania obfitych plonów, zabrzmiał czwarty gong i sąsiedzi przyszli pracować razem. Po pracy gospodarz zaprosił wszystkich na kolację. Gdy dwaj wieśniacy pokłócili się o granicę pól, cicho odezwał się piąty gong i ludzie usiedli do rozmowy, zamiast krzyczeć. A kiedy sam gospodarz zaczynał zanadto chełpić się sukcesami, księżniczka leciutko uderzała w szósty gong. Dzyń! — Zrozumiałem — wzdychał. — Już zrozumiałem. Po kilku latach przyjechali w odwiedziny do pałacu. Władca ledwie rozpoznał człowieka, któremu kiedyś nie chciało się samemu zerwać figi. — Powiadają, że jesteś teraz zamożnym gospodarzem — odezwał się. — Tak mówią — odpowiedział mężczyzna. — I nie musisz już sam pracować? Mężczyzna się uśmiechnął. — Nie muszę pracować w każdej chwili. Ale teraz znam różnicę między odpoczynkiem po pracy a życiem, w którym ciągle czeka się, aż ktoś zrobi wszystko za człowieka. Władca skinął głową. Wtedy mężczyzna przypomniał sobie, jak ludzie śmiali się z niego, kiedy był biedny i leniwy. Teraz niektórzy gotowi byli chwalić go nawet wtedy, gdy po prostu siedział, bo stał się zamożny. — Dziwny jest świat — powiedział do żony w drodze do domu. — Kiedy leżałem pod drzewem bez grosza, wszyscy nazywali mnie leniuchem. Gdybym teraz leżał pod jedwabnym baldachimem, ci sami ludzie powiedzieliby: „Jaki dostojny pan odpoczywa”. Roześmiała się. — Dlatego lepiej nie słuchać zbyt uważnie ani drwin, ani pochlebstw. — A czego słuchać? Dotknęła małego szóstego gongu, który zabrali ze sobą. Dzyń! — Własnych czynów. Odtąd mężczyzna potrafił zarówno pracować, jak i odpoczywać. Ale fig nikt już nie wkładał mu do ust. Zresztą nie było takiej potrzeby. Dawno nauczył się wstawać i zrywać je sam.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨