Okładka: Dziadek do orzechów

Cały świat

Dziadek do orzechów

W wigilię Bożego Narodzenia w domu radcy Stahlbauma panowało to szczególne podekscytowanie, przy którym nawet zwyczajne drzwi wydają się wejściem do tajemnicy.

Kraj
Cały świat
Wiek
7–11 lat
Czas czytania
11 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Dziadek do orzechów

W wigilię Bożego Narodzenia w domu radcy Stahlbauma panowało to szczególne podekscytowanie, przy którym nawet zwyczajne drzwi wydają się wejściem do tajemnicy.

Maria i jej brat Fritz od samego rana próbowali odgadnąć, co znajduje się za zamkniętymi drzwiami wielkiego salonu.

— Słyszałem, jak coś tam stuknęło — szeptał Fritz.

— To tata przesuwał krzesło — odpowiadała Maria.

— A może armatę.

— Po co nam armata w salonie?

— Dla moich żołnierzyków, oczywiście.

Maria się roześmiała.

Dzieci wiedziały, że wieczorem zapłoną świeczki na choince i drzwi się otworzą. Najbardziej jednak czekały na prezent od ojca chrzestnego Drosselmeiera.

Ojciec chrzestny był niezwykłym majsterkowiczem. Umiał naprawiać zegary, budował mechaniczne zamki, małe pałace, ptaszki kiwające głowami i figurki, które same tańczyły, gdy przekręciło się kluczyk.

Wreszcie zadzwonił dzwoneczek.

Drzwi się otworzyły.

Pośrodku pokoju lśniła choinka ozdobiona złotymi orzechami, jabłkami, słodyczami i małymi świeczkami. Pod nią leżały prezenty.

Fritz od razu znalazł oddział nowych żołnierzyków i drewnianego konia. Maria dostała lalkę w odświętnej sukience i komplet maleńkich naczyń.

Drosselmeier przyniósł zaś cały mechaniczny zamek. Malutkie damy i panowie spacerowali po jego salach, a muzycy grali wciąż tę samą melodię.

Fritz był zachwycony przez jakieś pięć minut.

— Mogą wyjść na zewnątrz? — zapytał.

— Nie.

— Mogą walczyć?

— Nie.

— Mogą zagrać coś innego?

— Też nie.

— To są nudni.

Drosselmeier udał śmiertelnie obrażonego, ale oczy mu się śmiały.

Nieco później Maria zauważyła pod choinką jeszcze jedną zabawkę.

Był to mały drewniany ludzik w jaskrawym mundurze. Miał trochę za dużą głowę, szeroką szczękę, a spod czapeczki wystawały białe włosy.

— Kto to? — zapytała Maria.

— Dziadek do orzechów — odpowiedział ojciec. — Rozłupuje orzechy.

Fritz natychmiast podał mu największy orzech, jaki znalazł. Rozległ się trzask i jedna drewniana szczęka opadła.

— Fritzu! — zawołała Maria. — Ostrożnie!

Wzięła Dziadka do orzechów na ręce, przewiązała mu szczękę białą wstążką i posadziła przy swoich lalkach.

— Nie bój się — szepnęła. — Naprawię cię.

Drosselmeier, który stał obok, dziwnie zmrużył oczy.

— Opiekuj się nim, Mario. Być może jest ważniejszy, niż się wydaje.

Wieczorem dzieci wysłano spać. Maria poprosiła jednak, by mogła zostać przy zabawkach jeszcze minutkę.

Posadziła Dziadka do orzechów w szklanej szafce, przykryła małą chusteczką i już miała odejść, gdy wielki zegar zaczął wybijać północ.

Bam.

Bam.

Bam.

Przy dwunastym uderzeniu coś zaszeleściło w pokoju.

Maria znieruchomiała.

Spod szafki wychylił się szary mysi pyszczek. Za nim drugi. Trzeci. Potem dziesiątki małych myszy wybiegły na podłogę i ustawiły się w dziwnych szeregach.

Pośrodku nich pojawił się Król Myszy. Na jego głowie błyszczało siedem małych koron.

I wtedy szklana szafka sama się otworzyła.

Dziadek do orzechów wyprostował się.

— Żołnierze, do mnie! — zawołał.

Zabawkowi dragoni Fritza ożyli. Za nimi ruszyli ołowiani huzarzy, lalki, a nawet kilka piernikowych figurek.

Rozpoczęło się zamieszanie. Myszy przesuwały pudełka, zabawki budowały barykady z książek. Żołnierzyki odpierały ataki drewnianymi szabelkami.

Maria z początku nie mogła się poruszyć ze zdumienia.

Potem zobaczyła, że Król Myszy zbliża się do Dziadka do orzechów.

— Uważaj! — krzyknęła.

Dziadek do orzechów cofnął się, potknął o zabawkowy bęben, a siedem koron błysnęło już tuż obok.

Maria chwyciła miękki domowy pantofel i rzuciła go między nich.

Pantofel spadł dokładnie przed Królem Myszy. Ten odskoczył, mysie wojsko się zawahało, a Dziadek do orzechów zdążył wstać.

W następnej chwili wszystko zawirowało. Maria cofnęła się, zahaczyła o szklane drzwiczki szafki i zadrapała rękę.

Kiedy otworzyła oczy, pochylała się nad nią mama.

— Zemdlałaś przy szafce z zabawkami — powiedziała. — Po co wstawałaś w nocy?

Maria opowiedziała o myszach i Dziadku do orzechów.

Fritz parsknął śmiechem.

— Moi żołnierze walczyli beze mnie?

— To nie jest śmieszne!

Drosselmeier się nie śmiał. Spojrzał tylko na obwiązanego Dziadka do orzechów i powiedział:

— Chyba pora, żebyś usłyszała pewną historię.

Opowiedział jej o księżniczce Pirlipat.

Dawno temu w odległym królestwie żyła mała księżniczka, którą wszyscy tak bardzo wychwalali, że zapominali nawet pytać, czego ona sama chce. Jej matka, królowa, pokłóciła się z władczą panią Myszarissą, królową mysiego rodu. Z powodu tej kłótni na pałac spadło dziwne zaklęcie i Pirlipat zmieniła się tak bardzo, że nikt nie mógł jej rozpoznać.

Nadworni lekarze się spierali, czarodzieje bezradnie rozkładali ręce. W końcu astronom Drosselmeier, przodek ojca chrzestnego Marii, odnalazł wskazówkę w starych księgach.

Czar mógł zdjąć tylko niezwykle twardy orzech Krakatuk. Musiał go rozłupać młodzieniec, który nigdy się nie golił i przez całe życie nosił buty. Następnie miał podać księżniczce jądro orzecha i zrobić siedem kroków do tyłu, nie potykając się.

Poszukiwania trwały wiele lat.

Wreszcie odnaleziono orzech, a odpowiednim młodzieńcem okazał się bratanek samego Drosselmeiera.

Rozłupał Krakatuka, podał jądro Pirlipat i zaklęcie zaczęło znikać.

Młodzieniec zrobił jeden krok w tył.

Drugi.

Trzeci.

Przy siódmym nagle przebiegła przed nim mysz. Potknął się.

Czar księżniczki prysł, ale część jego mocy przeszła na młodzieńca. Zamienił się w Dziadka do orzechów.

Pirlipat, która właśnie odzyskała dawną postać, przestraszyła się i nie chciała nawet wysłuchać tego, kto ją uratował.

Tak Dziadek do orzechów opuścił królestwo.

— A można zdjąć jego zaklęcie? — zapytała cicho Maria.

— Można — odpowiedział Drosselmeier. — Jeśli pokona Króla Myszy i znajdzie się ktoś, kto nie odwróci się od niego z powodu wyglądu.

Następnej nocy Król Myszy przyszedł do Marii.

— Oddaj mi swoje słodycze — syknął — a nie ruszę Dziadka do orzechów.

Maria przestraszyła się i zostawiła przy szafce kilka cukierków.

Rano zniknęły.

Kolejnej nocy Król Myszy zażądał jej marcepanowych figurek. Potem książek z obrazkami.

Maria zrozumiała, że jeśli będzie ciągle ustępować strachowi, żądania nigdy się nie skończą.

Opowiedziała wszystko Dziadkowi do orzechów.

— Nie oddawaj mu już niczego — powiedział. — Potrzebuję tylko małego miecza.

Fritz miał starego zabawkowego pułkownika z uszkodzoną szablą. Zgodził się pożyczyć broń.

Tej nocy Maria usłyszała hałas.

A rano Dziadek do orzechów stał przy jej łóżku. Na dłoni trzymał siedem maleńkich koron.

— Król Myszy już nie wróci — powiedział. — Uzgodniliśmy, że jego wojsko opuści ten dom i już nikogo nie będzie straszyć.

— Pokonałeś go?

— Nie pozwoliłem mu rządzić strachem.

Dziadek do orzechów ukłonił się.

— A teraz, panno Mario, czy zechcesz zobaczyć moje królestwo?

Zaprowadził ją do starej szafy z płaszczami. Tam, gdzie zwykle wisiał zimowy płaszcz ojca, nagle pojawiły się małe schody.

Schodzili coraz niżej, aż wyszli na łąkę, na której zamiast trawy rosły kolorowe cukrowe kwiaty.

Przed nimi szumiała Rzeka Lemoniady, a przez nią prowadził most z migdałowych ciastek. Za mostem stał Bożonarodzeniowy Las: na każdym drzewie wisiały srebrne dzwoneczki, a pod gałęziami błyszczały złote orzechy.

— To Kraina Słodkich Ogrodów — powiedział Dziadek do orzechów.

Dalej zobaczyli miasto z karmelowymi wieżami, domami w kolorze miodu i dachami podobnymi do wafli. Na placu witali ich mieszkańcy: lalki, drewniane zwierzątka, marcepanowi pasterze i maleńcy muzycy.

Wszyscy cieszyli się z powrotu Dziadka do orzechów.

— Nasz książę! — wołali.

Maria ze zdziwieniem spojrzała na przyjaciela.

— Jesteś księciem?

— Kiedyś nim byłem. Dopóki czar nie zostanie zdjęty do końca, pozostanę Dziadkiem do orzechów.

W pałacu urządzono dla Marii święto. Zobaczyła Jezioro Migdałowego Mleka, łódeczki z łupin orzechów i ogród, w którym zamiast jagód na krzakach rosły małe cukierki.

Najbardziej zapamiętała jednak coś innego.

Dziadek do orzechów był tutaj zupełnie inny. Nie wydawał się niezgrabną zabawką. Znał każdą ulicę, pamiętał imiona mieszkańców i zatrzymywał się, by wysłuchać każdego, kto potrzebował pomocy.

Maria pomyślała: „Dziwne, jak łatwo w domu wszyscy widzieli tylko jego wielką głowę i zęby”.

Nad ranem zmęczyła się i usiadła na małej sofie.

Kiedy się obudziła, leżała we własnym łóżku.

— Byłam w zaczarowanej krainie! — powiedziała przy śniadaniu.

Fritz przewrócił oczami.

Rodzice uznali, że wszystko jej się przyśniło.

Ale na stoliku przy łóżku leżało siedem małych koron.

Minęło kilka dni.

Pewnego razu Drosselmeier przyszedł z wizytą razem z młodzieńcem, którego Maria nigdy wcześniej nie widziała.

Był uprzejmy, trochę nieśmiały i dziwnie znajomy.

— To mój bratanek — powiedział Drosselmeier.

Młodzieniec ukłonił się Marii.

— Dziękuję, że nie odwróciłaś się ode mnie, kiedy byłem w drewnianym mundurze.

Maria aż westchnęła.

— Dziadek do orzechów!

Czar prysł.

Nie dlatego, że ktoś nazwał go pięknym. I nie dlatego, że zdobył siedem koron. Stało się tak dlatego, że obok znalazł się ktoś, kto dostrzegł przyjaciela w dziwnej drewnianej figurce i nie pozwolił, by strach decydował za niego.

Bratanek Drosselmeiera często odwiedzał rodzinę Stahlbaumów. Opowiadał Marii o Słodkich Ogrodach, a ona nigdy nie była do końca pewna, gdzie kończy się zwyczajny świat i zaczyna zaczarowany.

Mijały lata.

Maria dorosła. A gdy mogła już sama decydować, jaką drogą pójść, ponownie otrzymała zaproszenie do niezwykłej krainy za szafą.

Tym razem wyruszyła tam nie jako mała dziewczynka prowadzona za rękę, lecz jako dorosła osoba dokonująca własnego wyboru.

Mówią, że w pałacu nad Rzeką Lemoniady urządzono wielkie święto, a nad Bożonarodzeniowym Lasem przez całą noc dzwoniły srebrne dzwoneczki.

W domu Stahlbaumów stary drewniany Dziadek do orzechów jeszcze długo stał w szklanej szafce.

Fritz twierdził, że to tylko zabawka.

Maria nigdy się z nim nie sprzeczała.

Uśmiechała się tylko, gdy o północy wielki zegar zaczynał wybijać dwunastą.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨