

Rumunia
Mała Dzika Róża
Dawno temu u podnóża zielonych gór mieszkali mąż i żona. Ich dom był ciepły, sad rodził jabłka i śliwki, a pod oknami każdej wiosny kwitły róże. Małżonkowie byli jednak smutni, bo bardzo pragnęli mieć dziecko.
- Kraj
- Rumunia
- Wiek
- 7–10 lat
- Czas czytania
- 9 min

Posłuchaj baśni
Mała Dzika Róża
Dawno temu u podnóża zielonych gór mieszkali mąż i żona. Ich dom był ciepły, sad rodził jabłka i śliwki, a pod oknami każdej wiosny kwitły róże. Małżonkowie byli jednak smutni, bo bardzo pragnęli mieć dziecko. Pewnego dnia mężczyzna wyruszył w daleką drogę. Wędrował ścieżkami przez pola, nocował pod drzewami, przekraczał zimne strumienie, aż wreszcie dotarł do samotnej chatki w lesie. Mieszkał w niej mądry starzec. Wysłuchawszy podróżnego, starzec dał mu wielkie czerwone jabłko. — Podziel je na pół — powiedział. — Jedną połowę zjesz ty, drugą zaniesiesz żonie. A potem niech stanie się to, co ma się stać. Mężczyzna podziękował i ruszył do domu. Droga była długa, słońce przygrzewało, a jabłko pachniało tak słodko, że nie wytrzymał i zjadł najpierw jedną połowę, a potem, zamyśliwszy się, także drugą. Dopiero wtedy przypomniał sobie słowa starca. — O nieszczęście — westchnął. — Co ja narobiłem? Zmęczony położył się na miękkiej trawie i zasnął. Kiedy się obudził, usłyszał cichutki płacz. Obok, pośród polnych kwiatów, leżała maleńka dziewczynka. Włoski lśniły jej złotem w promieniach słońca, a oczy miała jasne jak poranne niebo. Nad dzieckiem pochylał się świetlisty niebiański posłaniec. Dotknął jego czoła kroplą czystej wody i powiedział: — Niech ma na imię Dzika Róża. Przyszła na świat wśród traw i kwiatów, a jej serce będzie wolne jak leśny wiatr. Mężczyzna ostrożnie wziął dziecko na ręce i pospieszył do domu. Lecz po drodze nad lasem wzbił się wielki gryf. Jego skrzydła przesłoniły słońce, a wywołany nimi wiatr zahuczał w koronach drzew. Gryf dostrzegł niemowlę i porwał je. Mężczyzna zdążył tylko krzyknąć, a olbrzymi skrzydlaty stwór już pomknął ku górom. Wysoko, wysoko, na potężnym drzewie, znajdowało się gniazdo gryfa. Mieszkały w nim trzy młode gryfiątka. Kiedy zobaczyły dziewczynkę, nie przestraszyły się i nie zrobiły jej krzywdy. Przeciwnie: jedno podsunęło jej miękkie pióra zamiast poduszki, drugie przyniosło dojrzałą jagodę, a trzecie rozpostarło skrzydło, chroniąc ją przed wiatrem. Tak Dzika Róża pozostała w niezwykłym gnieździe. Niedaleko, wśród skał, biło ciemne źródło, przy którym mieszkał stary wielogłowy smok. Lubił straszyć każdego, kto się zbliżał, i od czasu do czasu podpełzał pod drzewo gryfów. Pewnej nocy smok znów pojawił się przy gnieździe. Ziemia zadudniła, liście zadrżały. Ale nad górami rozbłysło łagodne białe światło. Niebiański opiekun, który niegdyś nadał dziewczynce imię, stanął między smokiem a drzewem. — Tutaj nie będzie strachu — powiedział. Światło rozlało się nad skałami, a smok wycofał się daleko w bezludne wąwozy, skąd już nigdy nie wrócił. Gdy dorosły gryf przyleciał do domu i zobaczył, że niebezpieczeństwo minęło, pomyślał, że to maleńka dziewczynka przyniosła szczęście jego gniazdu. Opuścił wokół niej skrzydła i przez chwilę Dzika Róża znalazła się w ciepłym złotym blasku. Odtąd gryf kochał ją jak własne dziecko. Zbudował jej wśród gałęzi mały pokoik z giętkich pnączy, mchu i kwiatów. Kiedy wiał wiatr, pokoik kołysał się leciutko niczym kołyska. Mijały lata. Dzika Róża dorastała w lesie. Rano budziły ją ptaki, w dzień zbierała jagody i słuchała szemrania strumieni, a wieczorem śpiewała razem z wiatrem. Wiedziała, gdzie najwcześniej pojawiają się przebiśniegi, w której dziupli mieszka senna wiewiórka i kiedy nad doliną przelatują dzikie gęsi. Ludzi niemal nie widywała. Pewnego dnia w lesie zabłądził młody książę. Został w tyle za towarzyszami i długo szukał drogi. Nagle między drzewami zobaczył niezwykłe gniazdo i młode gryfy. Przestraszony już sięgał po łuk, gdy usłyszał głos: — Nie trzeba. Nie zrobią ci krzywdy. Na gałęzi stała Dzika Róża. Książę powoli opuścił łuk. — Wybacz — powiedział. — Po prostu nie wiedziałem, kim są. — Kiedy czegoś nie wiesz, lepiej najpierw się przyjrzeć, zamiast atakować — odpowiedziała. Książę się uśmiechnął. — To dobra rada. Rozmawiali krótko, ale książę zapamiętał jej głos i jasne oczy. Wróciwszy do pałacu, opowiedział rodzicom o dziewczynie, która mieszka wśród gryfów i rozmawia z lasem tak, jakby był jej rodziną. Pragnął znów ją zobaczyć, lecz nie znał drogi. Pałacowi posłańcy zaczęli więc pytać po wsiach, czy jest ktoś, kto dobrze zna tamten daleki las. Zgłosiła się starsza kobieta, która od wielu lat zbierała w górach zioła. — Znam stare ścieżki — powiedziała. — Ale dziewczyny nie wolno ciągnąć do pałacu siłą. Tylko z nią porozmawiam. Kobieta wzięła mały kociołek i wyruszyła w drogę. Dotarłszy do drzewa gryfów, rozpaliła ogień i umyślnie ustawiła trójnóg tak krzywo, że kociołek raz po raz się przewracał. Dzika Róża patrzyła z góry, aż w końcu nie wytrzymała: — Babciu, źle go stawiasz! — A to kłopot — zaśmiała się kobieta. — Ręce nie są już takie sprawne. Pokażesz mi? Dzika Róża zeszła na dół. Wspólnie ustawiły kociołek, zaparzyły pachnące zioła i usiadły przy ogniu. Kobieta opowiadała o miastach, mostach, jarmarkach, książkach, muzyce i ludziach mieszkających daleko za lasem. — A pewien młody książę bardzo chciałby ci podziękować za dzień, w którym powstrzymałaś jego rękę — dodała. — Ale czy pójdziesz do niego, czy nie, zdecydujesz sama. Dzika Róża się zamyśliła. Kochała swój las, ale od dawna marzyła, żeby zobaczyć, co leży za górami. — Pójdę — powiedziała. — Najpierw jednak pożegnam się z rodziną. Gryf długo krążył wokół niej, ciężko stawiając łapy. Potem dotknął dziobem jej ramienia i położył przed nią jedno złociste pióro. — Wrócę — obiecała Dzika Róża. Do pałacu przybyła jako gość, nie branka ani dziwowisko. Książę powitał ją przy bramie. — Cieszę się, że przyszłaś — powiedział. — A jeszcze bardziej, że przyszłaś z własnej woli. Pokazał jej ogród, bibliotekę, stajnie i wysoką wieżę, z której było widać błękitne góry. Dzika Róża opowiedziała mu o lesie, gryfach i cichych głosach przyrody. Często się spierali. Książę uważał, że najlepszym miejscem na świecie jest pałacowa biblioteka. Dzika Róża dowodziła, że żadna książka nie zastąpi porannego lasu po deszczu. Potem oboje się śmiali i zgadzali, że świat jest wystarczająco wielki i dla książek, i dla lasów. Z czasem książę zapytał: — Czy zechcesz zostać tutaj ze mną? Dzika Róża nie odpowiedziała od razu. — Tylko jeśli nadal będę mogła chodzić w góry, spotykać się z gryfami i pozostać sobą. — Inaczej nie prosiłbym cię, żebyś została — powiedział książę. Wtedy się zgodziła. W pałacu urządzono uroczystość. Ale najlepszym prezentem dla Dzikiej Róży nie była złota suknia ani klejnoty. Książę kazał posadzić przy pałacu cały ogród dzikich róż, a za nim pozostawić ścieżkę prowadzącą prosto do lasu. Każdej wiosny Dzika Róża szła tą ścieżką w góry. Wysoko nad drzewami pojawiała się znajoma sylwetka, rozlegał się potężny łopot skrzydeł i wielki gryf sfruwał jej na spotkanie. A gdy ktoś w pałacu zbyt pospiesznie osądzał coś nieznanego albo bał się tego, czego nie rozumiał, Dzika Róża uśmiechała się i mówiła: — Najpierw dobrze się przyjrzyj. Może za wielkimi skrzydłami kryje się dobre serce. I tę radę pamiętano tam jeszcze bardzo długo.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
