Okładka: Mała syrenka

Dania

Mała syrenka

Daleko w morzu, tam, gdzie woda jest tak błękitna, że przypomina kawałek nieba, stał pałac morskiego króla. Ściany miał z różowego koralu, wysokie okna z przezroczystego bursztynu, a dach zdobiły muszle otwierające się i zamykające wraz z p

Kraj
Dania
Wiek
7–11 lat
Czas czytania
10 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Mała syrenka

Daleko w morzu, tam, gdzie woda jest tak błękitna, że przypomina kawałek nieba, stał pałac morskiego króla. Ściany miał z różowego koralu, wysokie okna z przezroczystego bursztynu, a dach zdobiły muszle otwierające się i zamykające wraz z prądem.

Morski król od dawna był wdowcem. Pałacem zajmowała się jego stara matka, mądra babcia sześciu księżniczek.

Wszystkie były piękne, lecz najmłodsza różniła się od sióstr. Cicha i zamyślona, ponad wszystko kochała opowieści o świecie nad wodą.

Za pałacem każda księżniczka miała mały ogródek. Starsze sadziły niezwykłe morskie rośliny, zbierały błyszczące kamyki i fragmenty okrętowych ozdób. Najmłodsza urządziła ogród okrągły jak słońce. Pośrodku ustawiła biały marmurowy posąg chłopca, który kiedyś spadł z tonącego statku.

— Babciu, co jest tam, na górze? — pytała.

— Niebo, gwiazdy, lasy, miasta i ludzie — odpowiadała babcia.

— Mieszkają pod wodą?

— Nie. Chodzą po ziemi i oddychają powietrzem.

— Mogą codziennie oglądać zachód słońca?

— Mogą.

Syreny miały prawo po raz pierwszy wypłynąć na powierzchnię dopiero po ukończeniu piętnastu lat.

Starsze siostry kolejno osiągały ten wiek i wracały z niezwykłymi opowieściami.

Jedna widziała księżycową noc nad spokojnym morzem.

Druga wielkie miasto, którego tysiące świateł odbijały się w wodzie.

Trzecia wpłynęła do szerokiej rzeki i słyszała leśne ptaki.

Czwarta podziwiała góry lodowe lśniące w słońcu.

Piąta trafiła na burzę i mówiła, że nigdy nie widziała nic piękniejszego ani straszniejszego.

Wreszcie nadeszła kolej najmłodszej.

Babcia przyozdobiła jej włosy białymi liliami.

— Pamiętaj — powiedziała — świat ludzi jest piękny, lecz inny niż nasz. Patrz, słuchaj i wracaj do domu.

Syrenka lekko pomknęła przez wodę.

Kiedy jej głowa wynurzyła się ponad fale, słońce właśnie zachodziło. Niebo płonęło złotem i różowym blaskiem.

Niedaleko płynął wielki statek. Na masztach wisiały flagi, grała muzyka, a na pokładzie śmiali się ludzie.

Syrenka podpłynęła bliżej.

W samym środku uroczystości stał młody książę. Tego dnia kończył szesnaście lat. Uśmiechał się do marynarzy, patrzył na światła i przypominał syrence marmurowego chłopca z jej ogrodu, tylko żywego i wesołego.

Długo nie odrywała od niego oczu.

Noc ciemniała. Nagle wiatr się wzmógł. Fale urosły, statek zaczął się kołysać.

Marynarze szybko zwinęli część żagli. Burza jednak przybierała na sile.

Syrenka znała morze. Widziała, że okrętowi grozi niebezpieczeństwo.

Błyskawica rozdarła niebo. Rozległ się trzask, maszt runął i statek zaczął się rozpadać.

Ludzie znaleźli się w wodzie.

Syrenka natychmiast pomyślała o księciu.

Zanurkowała między szczątkami okrętu, odnalazła go i podtrzymała pod ramionami. Człowiek nie mógł długo pozostać pod wodą, więc przez całą noc utrzymywała jego głowę nad falami i płynęła ku brzegowi.

O świcie burza ucichła.

Nad wybrzeżem stał duży jasny budynek z ogrodem. Syrenka ostrożnie ułożyła księcia na piasku w osłoniętym miejscu, odgarnęła mokre włosy z jego czoła i czekała.

Wkrótce z ogrodu wyszły dziewczęta. Jedna zobaczyła księcia i przywołała pozostałe.

Syrenka schowała się za kamieniami.

Widziała, jak książę otwiera oczy i uśmiecha się do dziewczyny stojącej obok.

Nie wiedział, kto naprawdę go uratował.

Syrenka wróciła do morza cicha i smutna.

Odtąd często podpływała do brzegu przy pałacu księcia. Widziała go z daleka, słyszała muzykę z ogrodu i obserwowała światła w oknach.

Coraz więcej myślała też o ludziach.

— Babciu — zapytała kiedyś — czy to prawda, że ludzie żyją krócej od nas?

— Prawda. Nasze morskie życie może trwać kilkaset lat. Później zmieniamy się w pianę i wracamy do przyrody.

— A ludzie?

— Żyją krócej, lecz według dawnych podań mają nieśmiertelną duszę.

Syrenka się zamyśliła.

Chciała nie tylko być przy księciu. Pragnęła zrozumieć ludzki świat, poczuć ziemię pod stopami i dowiedzieć się, czy także jej życie może prowadzić dalej niż morze.

Siostry radziły, by nie myślała o niemożliwym. Babcia się smuciła.

Pewnego wieczoru syrenka popłynęła jednak do miejsca, którego wszyscy unikali.

Wśród ciemnych wodorostów i dziwnych podwodnych drzew mieszkała morska wiedźma.

— Wiem, po co przyszłaś — powiedziała. — Chcesz stracić ogon i chodzić po ziemi.

Syrenka przytaknęła.

— To możliwe. Ale każde wielkie pragnienie ma swoją cenę. Dam ci napój. Kiedy wypijesz go na brzegu, twój ogon zniknie, a pojawią się nogi. Będziesz chodzić i tańczyć lepiej niż wielu ludzi, choć z początku każdy krok przyjdzie ci z trudem.

— A cena?

Wiedźma uważnie na nią spojrzała.

— Twój głos. Masz najpiękniejszy głos w morskim królestwie. Zatrzymam go dla siebie.

Syrenka dotknęła gardła.

— Nigdy więcej nie będę mogła mówić?

— Nie. Będziesz miała uśmiech, oczy, dłonie, myśli i serce, ale nie głos. Wiedz też, że jeśli książę wybierze inną narzeczoną, nie zostaniesz przy nim tak jak wcześniej. O świcie po jego weselu twoja ludzka droga dobiegnie końca, a morze wezwie cię ku innemu losowi.

Syrenka długo milczała.

Potem wyciągnęła rękę.

— Zgadzam się.

Wiedźma podała jej małą buteleczkę.

Syrenka pożegnała spojrzeniem pałac ojca, ogród i marmurowy posąg, po czym wypłynęła ku brzegowi.

Na schodach książęcego pałacu wypiła czarodziejski napój.

Świat zawirował i zasnęła.

Rankiem znalazł ją książę.

— Kim jesteś? Skąd przyszłaś?

Chciała odpowiedzieć, ale głosu nie było.

Tylko się uśmiechnęła.

Książę dał jej ubranie i zaprosił do pałacu. Szybko polubił jej towarzystwo. Syrenka uczyła się chodzić, jeździć konno i wspinać po górach. Początkowo każdy krok był trudny, lecz nigdy się nie skarżyła.

Na balach tańczyła tak lekko, że ludzie zapominali o muzyce i patrzyli tylko na nią.

Książę nazywał ją swoją małą znajdą i ufał jej najbardziej.

Była jednak jedna rzecz, której nie mogła wyjaśnić.

— Kiedyś omal nie zginąłem na morzu — opowiadał książę. — Uratowała mnie dziewczyna przy świątyni. Widziałem ją, gdy się obudziłem. Nigdy nie zapomnę jej twarzy.

Syrenka patrzyła na niego i myślała: „To byłam ja. Gdybym tylko mogła powiedzieć”.

Mogła jedynie ścisnąć jego dłoń.

Mijał czas. Król uznał, że pora, by książę się ożenił, i zaproponował mu spotkanie z księżniczką sąsiedniego królestwa.

— Nie chcę małżeństwa bez miłości — odparł książę. — Jest tylko jedna dziewczyna, którą marzyłem odnaleźć.

Kiedy jednak przybyli do sąsiedniego kraju, wyszła im naprzeciw młoda księżniczka.

Książę zamarł.

— To ona! — szepnął. — Dziewczyna, którą zobaczyłem po burzy!

Syrenka zrozumiała, że się pomylił. Dziewczyna rzeczywiście była wśród tych, którzy znaleźli go na brzegu, ale nie ona wyniosła go z morza.

Książę był szczęśliwy i wkrótce ogłoszono ślub.

Wesele urządzono na wielkim statku. Nad pokładem świeciły latarnie, muzyka niosła się daleko po wodzie.

Syrenka tańczyła po raz ostatni. Patrzyła na księcia i widziała jego radość.

„Chciałam, żeby był szczęśliwy — pomyślała. — Czy teraz mogę życzyć mu czegoś innego?”

Nocą, gdy goście rozeszli się na spoczynek, z morza wynurzyło się pięć znajomych głów.

To były jej siostry.

Ich długie włosy stały się krótkie.

— Oddałyśmy włosy morskiej wiedźmie — powiedziały. — Dała nam czarodziejski nóż. Jeśli przed świtem skrzywdzisz nim księcia, czary prysną i znowu będziesz syreną. Wrócisz do domu.

Położyły nóż na pokładzie.

Syrenka go wzięła.

W kajucie książę spał obok swojej młodej żony. Na jego twarzy był spokojny uśmiech.

Syrenka długo stała przy drzwiach.

Musiała wybrać: odzyskać dawne życie kosztem cudzego albo do końca przyjąć skutki własnej decyzji.

Opuściła rękę.

— Nie — powiedziała bezgłośnie.

Wróciła na pokład i wrzuciła nóż do morza.

Na wschodzie zapalała się różowa smuga.

Syrenka przeszła przez burtę i skoczyła do wody.

Zamiast ciemności otoczyło ją jednak ciepłe światło.

Poczuła, że nie tonie.

Jej ciało stało się lekkie i przejrzyste jak poranna mgła. Wokół rozbrzmiewały ciche głosy.

— Kim jesteście? — pomyślała i po raz pierwszy od długiego czasu usłyszała własny głos.

— Jesteśmy córkami powietrza — odpowiedziały niewidzialne towarzyszki. — Nie rodzimy się z nieśmiertelną duszą, ale możemy zdobyć ją dobrymi uczynkami, współczuciem i cierpliwością.

— Więc moja droga się nie skończyła?

— Nie. Tylko się zmieniła.

Syrenka uniosła się nad statkiem. W dole książę i młoda księżniczka wyszli na pokład powitać świt. Nie widzieli jej, ale ona nie czuła już żalu do nich.

Pochyliła się i lekko dotknęła czoła księcia, niczym chłodny poranny wiatr.

Potem spojrzała na morze, gdzie daleko, daleko stał pałac jej ojca.

Tęskniła za rodziną, lecz wiedziała, że pewnego dnia dobre uczynki wyznaczą jej drogę do nowego domu.

Razem z córkami powietrza poleciała ku słońcu.

Straciła głos, ale nauczyła się słuchać serca.

Nie otrzymała życia, które wyobrażała sobie na początku, lecz najważniejszego wyboru dokonała sama: nie zamieniła swojej miłości w cudze nieszczęście.

Morze w dole lśniło równie błękitnie i głęboko jak tamtego dnia, gdy po raz pierwszy wypłynęła zobaczyć świat ludzi.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨