Okładka: Małpa i żółwica

Filipiny

Małpa i żółwica

Dawno temu na Filipinach, gdzie ścieżki wiły się wśród zielonych wzgórz, a poranne słońce złociło czubki palm, mieszkały Żółwica i Małpa.

Kraj
Filipiny
Wiek
4–8 lat
Czas czytania
7 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Małpa i żółwica

Dawno temu na Filipinach, gdzie ścieżki wiły się wśród zielonych wzgórz, a poranne słońce złociło czubki palm, mieszkały Żółwica i Małpa. Żółwica była spokojna, cierpliwa i zawsze myślała zawczasu. Na drogę zabierała wodę, ryżowe placuszki i dojrzałe owoce. Małpa była zupełnie inna: szybka, wesoła, niespokojna i święcie przekonana, że każdym kłopotem można zająć się później. Mimo to uważały się za przyjaciółki. Pewnego ranka Małpa przybiegła do Żółwicy i zawołała: — Chodźmy do sąsiedniej wioski! Podobno dziś jest tam jarmark. Będzie muzyka, owoce i tyle ciekawych rzeczy, że nie wiadomo, na co patrzeć! Żółwica zastanowiła się i skinęła głową. — Chodźmy. Ale droga jest daleka. Trzeba zabrać jedzenie. Włożyła do torby placuszki, banany, kilka słodkich owoców i buteleczkę wody. Małpa spojrzała na swoją małą torbę i machnęła łapą. — Po co tyle dźwigać? Wezmę jednego banana. Po drodze coś się znajdzie. — Lepiej zabierz więcej — poradziła Żółwica. — Nie wiemy, jak długo będziemy szły. — Nie martw się — roześmiała się Małpa. — Jestem szybka! I ruszyły. Początkowo szło im się lekko. Małpa skakała z kamienia na kamień, wybiegała naprzód, wracała i bez przerwy coś opowiadała. Żółwica powoli przebierała łapami, oszczędzając siły. Minął jednak dzień, potem drugi, a jedyny banan Małpy już dawno zniknął. — Przyjaciółko — poprosiła wieczorem — dasz mi trochę swojego jedzenia? Żółwica się podzieliła. Następnego ranka Małpa znowu poprosiła o jedzenie. Żółwica znów się podzieliła. A po godzinie Małpa oznajmiła: — Znowu jestem głodna. — Przecież dopiero jadłyśmy śniadanie — zdziwiła się Żółwica. — Zaczekaj trochę. Musimy oszczędzać zapasy. Małpa się nachmurzyła, ale nic nie powiedziała. Droga zaczęła piąć się pod górę. Żółwica dźwigała ciężką torbę i szła jeszcze wolniej. — Daj mi ją — zaproponowała Małpa. — Poniosę. Wtedy szybciej dotrzemy. Żółwica się ucieszyła. — Dziękuję. To naprawdę mi pomoże. Przekazała Małpie torbę. Lecz gdy tylko Małpa poczuła ją w łapach, pomknęła przed siebie. — Hej! Zaczekaj! — zawołała Żółwica. — Doganiaj mnie! — krzyknęła wesoło Małpa i zniknęła za zakrętem. Żółwica szła najszybciej, jak umiała. Gdy wreszcie dotarła do wielkiego drzewa, Małpa siedziała na gałęzi i zajadała jej banany. — Jestem bardzo głodna — powiedziała cicho Żółwica. — Daj mi też coś zjeść. — Kawałek dalej — odparła Małpa. — Pewnie będzie tam woda. Wtedy zjemy. Znów ruszyły. Małpa po raz kolejny wybiegła naprzód. Kiedy Żółwica dogoniła ją drugi raz, torba leżała pusta. — Gdzie jedzenie? — zapytała. Małpa wzruszyła ramionami. — Skończyło się. — Wszystko? — Wszystko. Było go bardzo mało. Żółwica nic nie odpowiedziała. Doskonale pamiętała, ile spakowała na drogę. Nie miała jednak siły na kłótnię. Poszły dalej. Wkrótce spotkały myśliwego. Małpa na widok człowieka natychmiast wskoczyła na drzewo i schowała się w liściach. Żółwica nie mogła uciec tak szybko. Myśliwy podniósł ją ze ścieżki. — Co za wędrowniczka — powiedział. — Dokąd idziesz tak sama? Zaniósł ją do swojej chaty, która stała niedaleko. Przy bananowcu postawił dla niej miskę wody, dał owoce i pozwolił odpocząć w cieniu. Żeby nie wyszła na drogę, zanim odzyska siły, przywiązał do jej skorupy lekki sznurek. Po raz pierwszy od kilku dni Żółwica najadła się do syta i odpoczęła. Małpa, która obserwowała wszystko z daleka, początkowo się śmiała. — Widzisz? Trzeba było być szybszą! Minęła jednak godzina. Myśliwy przyniósł Żółwicy kolejnego banana. Po pewnym czasie dołożył dojrzały owoc. Potem nalał świeżej wody. Małpa przestała się śmiać. — Proszę, proszę — mruknęła. — Żółwicy żyje się lepiej niż mnie! Wieczorem, gdy gospodarz zasnął, zeszła z drzewa. — Żółwico — szepnęła — zamieńmy się miejscami. — Po co? — zapytała Żółwica. — Pewnie ci tu nudno. A ja posiedzę pod bananowcem. Jutro też będą mnie karmić co godzinę. Żółwica uważnie spojrzała na przyjaciółkę. — Jesteś pewna? — Oczywiście! Rozwiąż sznurek. — Małpo, czasem warto najpierw pomyśleć, a dopiero potem zazdrościć komuś jego losu. — Co tu jest do myślenia? — odparła niecierpliwie Małpa. — Zamieniajmy się! Żółwica nie spierała się dłużej. Uwolniła się, ostrożnie przywiązała sznurek tak, jak poprosiła Małpa, i cicho odeszła. Małpa usadowiła się pod drzewem i przez całą noc marzyła o śniadaniu. „Najpierw banan” — myślała. „Potem pewnie mango. A może dwa!”. O świcie myśliwy otworzył okno. Spojrzał na bananowiec i aż uniósł brwi. — Skąd tu się wzięła Małpa? Małpa uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła łapę, jakby już czekała na poczęstunek. Gospodarz zobaczył jednak nadgryzione banany na gałęziach i uznał, że to ona buszowała w ogrodzie. — A sio, łakomczuchu! Rozwiązał sznurek, głośno klasnął i zamachał kapeluszem. Małpa tak się przestraszyła, że jednym skokiem znalazła się na płocie, drugim na palmie, a trzecim daleko za chatą. Nikt nie zrobił jej krzywdy, ale o śniadaniu mogła zapomnieć. Tymczasem Żółwica spokojnie wracała do domu. Po kilku godzinach Małpa dogoniła ją na ścieżce. Była głodna, rozczochrana i bardzo niezadowolona. — Wiedziałaś, że tak będzie! — zawołała. Żółwica się zatrzymała. — Wiedziałam tylko jedno: chciałaś się zamienić, nie zastanawiając się, dlaczego znalazłam się przy tamtej chacie. Tak samo zabrałaś moją torbę i zjadłaś wszystko, nie myśląc, że obie potrzebujemy jedzenia. Małpa już otworzyła usta, żeby się kłócić, lecz nagle zamilkła. Po raz pierwszy podczas całej podróży przypomniała sobie, jak Żółwica dzieliła się z nią jedzeniem. Jak dźwigała zapasy dla dwóch. Jak nie wszczęła awantury nawet wtedy, gdy torba była pusta. — Czyli przez cały czas myślałam tylko o sobie — powiedziała ciszej. — Właśnie tak — odpowiedziała Żółwica. — Szybkie nogi są dobre. Bystra głowa też. Ale jeśli zapomnisz o innych, jedne i druga mogą zaprowadzić cię tam, gdzie wcale nie chciałaś trafić. Małpa podrapała się po głowie. — Przepraszam. Kiedy wrócimy, przyniosę ci największego banana, jakiego znajdę. Żółwica się uśmiechnęła. — Lepiej przynieś dwa. Jeden dla ciebie, drugi dla mnie. Ruszyły dalej, tym razem obok siebie. Od tamtej pory Małpa nie stała się idealna. Nadal lubiła wybiegać naprzód i czasem podejmowała decyzje zbyt szybko. Ale przed daleką drogą zawsze sprawdzała swoją torbę. A jeśli szedł z nią przyjaciel, liczyła jedzenie dla dwojga. Przyjaźń nie zaczyna się bowiem od tego, kto jest szybszy albo sprytniejszy. Zaczyna się od prostej umiejętności pamiętania, że obok ciebie też ktoś jest.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨