

Filipiny
Małpy i ważki
Pewnego bardzo gorącego dnia powietrze nad zielonym lasem stało nieruchomo. Liście ledwie drgały, strumienie były ciepłe, a nawet najhałaśliwsze ptaki szukały cienia.
- Kraj
- Filipiny
- Wiek
- 4–8 lat
- Czas czytania
- 7 min

Posłuchaj baśni
Małpy i ważki
Pewnego bardzo gorącego dnia powietrze nad zielonym lasem stało nieruchomo. Liście ledwie drgały, strumienie były ciepłe, a nawet najhałaśliwsze ptaki szukały cienia.
Nad polaną leciała mała ważka. Wędrowała od stawu do stawu i była tak zmęczona, że skrzydła niemal odmawiały jej posłuszeństwa.
— Odpocznę choć chwilkę — powiedziała i usiadła na gałęzi wielkiego drzewa.
Nie było to jednak zwykłe drzewo. Mieszkała na nim cała gromada małp.
Właśnie drzemały, drapały się nawzajem po plecach i przerzucały niedojedzonymi owocami. Najbardziej zadziorna zauważyła ważkę.
— Hej, ty! — zawołała. — Po co siadasz na naszym drzewie?
Ważka odparła uprzejmie:
— Bardzo się zmęczyłam. Chwilę odpocznę i polecę dalej.
— Nasze drzewo to nie zajazd! — oznajmiła małpa.
— Niczego nie dotykam — powiedziała spokojnie ważka. — Potrzebuję tylko cienia.
Lecz małpa chciała popisać się przed resztą. Chwyciła cienki patyk i machnęła nim obok ważki.
— Wynoś się!
Ważka była szybka. Błysnęła skrzydełkami i odleciała tak lekko, że patyk tylko świsnął w powietrzu.
— Gotowe! — powiedziała dumnie małpa. — Widzieliście, jak ją przepędziłam?
Pozostałe małpy się roześmiały.
Ważka poleciała nad jezioro, gdzie mieszkała jej wielka rodzina. Wśród trzcin, na szerokim liściu, siedział dostojny Król Ważek.
— Co się stało? — zapytał, widząc smutną podróżniczkę.
Opowiedziała wszystko.
Król zmarszczył brwi.
— Z powodu jednej niegrzecznej małpy nie warto kłócić się z całym lasem. Ale nie można pozwalać na krzywdzenie małych tylko dlatego, że są mali.
— Co zrobimy? — zaszumiały ważki.
Król pomyślał i uśmiechnął się.
— Najpierw porozmawiamy.
Trzy ważki poleciały do małpiego drzewa.
— Nasz król prosi waszego, aby przypomniał poddanym, że gałęzie w lesie są duże i dla wszystkich starczy miejsca.
Król Małp siedział w najwyższym rozwidleniu i zajadał mango.
— Ha! — roześmiał się. — Niech wasz król przyleci osobiście. Zobaczymy, kto komu będzie rozkazywał.
— Proponujemy zgodne życie — odpowiedziały ważki.
— Lećcie sobie! — machnął ręką król.
Kiedy posłańcy wrócili, Król Ważek westchnął.
— Słowa na razie nie pomogły. Pokażemy zatem, że zręczność także ma siłę.
Następnego ranka ważki zebrały się nad polaną. Było ich wiele, a każda lekka jak listek.
Przybyły również małpy. Każda przyniosła długi kij.
— Patrzcie! — krzyczały. — Rozgonimy wszystkie jednym zamachem!
Król Ważek cicho polecił swoim:
— Nie sprzeczajcie się. Nie siadajcie na ziemi. Kiedy zaczną wymachiwać kijami, przysiadajcie im na czubkach głów i natychmiast odlatujcie.
— Na głowach? — upewniła się najmłodsza ważka.
— Właśnie tam. Bądźcie bardzo szybkie.
Król Małp uniósł rękę.
— Zaczynamy!
Małpy zamachały kijami.
Fiuuu!
Ale ważki nie latały już przed nimi. Jedna po drugiej usiadły im na głowach.
— Mam ważkę! — krzyknęła pierwsza małpa i machnęła kijem nad sobą.
Ważka odfrunęła, a patyk lekko stuknął sąsiada w ramię.
— Hej! Uważaj!
— U mnie siedzi na uchu!
Klap!
— Aj! To była moja ręka!
— U mnie na ogonie!
— Nie kręć się!
Po chwili polana zamieniła się w istne kłębowisko. Ważki siadały i zrywały się do lotu, siadały i odlatywały. Małpy zaś, próbując je odpędzić, przeszkadzały sobie nawzajem.
Jeden kij zaplątał się w lianę.
Drugi utkwił między gałęziami.
Trzeci wpadł w krzaki.
A Król Małp tak długo kręcił się w miejscu, że w końcu usiadł prosto w stercie suchych liści.
Szur!
Wszyscy zamarli.
Wtedy najmniejsza małpka zaczęła się śmiać.
Z początku cicho:
— Hi, hi.
Potem głośniej:
— Ha, ha, ha!
Za nią roześmiała się druga, potem trzecia. Wkrótce śmiała się cała gromada.
Król podniósł się, wytrzepał liście z futra i ponuro spojrzał na ważki.
— Dobrze — powiedział. — Jesteście małe, ale bardzo zwinne.
Król Ważek zawisł tuż przed nim.
— A wy jesteście duże i silne. Po co zatem udowadniać, kto lepszy? Las jest dość wielki dla wszystkich.
Król Małp podrapał się po głowie.
— Chyba rzeczywiście przesadziliśmy.
Zadziorna małpa, od której wszystko się zaczęło, podeszła zawstydzona do podróżniczki.
— Posłuchaj… Tego dnia było bardzo gorąco. Chciałam się popisać. Przepraszam.
Ważka przysiadła spokojnie.
— Przyjmuję przeprosiny. A ja obiecuję bez potrzeby nie siadać wam na nosach.
— Zwłaszcza królowi! — zawołała najmniejsza małpka.
Wszyscy znów się roześmiali.
Od tej pory na drzewie obowiązywała prosta zasada: zmęczona ważka mogła odpocząć na wolnej gałęzi, a małpy nie wymachiwały przy niej kijami.
Kiedy któraś młoda małpa zaczynała się przechwalać, że siła rozwiązuje wszystko, starsze tylko się uśmiechały:
— Ostrożnie. Pamiętasz dzień naszej wojny z ważkami?
Chwalipięta natychmiast cichł.
Cały las wiedział bowiem, że czasem małe skrzydła i szybka myśl pokonują wielki kij. Najlepiej zaś, gdy potem wszyscy znajdują sposób na wspólne życie bez żadnej wojny.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
