Okładka: Marzyciel

Armenia

Marzyciel

Dawno temu w ormiańskiej osadzie, wśród sadów, kamiennych ścieżek i dalekich błękitnych gór, mieszkał chłopiec, którego wszyscy nazywali Marzycielem.

Kraj
Armenia
Wiek
6–10 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Marzyciel

Dawno temu w ormiańskiej osadzie, wśród sadów, kamiennych ścieżek i dalekich błękitnych gór, mieszkał chłopiec, którego wszyscy nazywali Marzycielem.

Nie dlatego, że całymi dniami próżnował. Przeciwnie, pomagał ojcu w sadzie, nosił wodę, naprawiał ogrodzenie i umiał szybko liczyć. Po prostu jego sny były tak wyraziste, że rano jeszcze długo pamiętał ich barwy, głosy, a nawet zapachy.

Pewnego ranka obudził się wcześniej niż inni. Słońce zaledwie dotknęło wierzchołków drzew, a on już siedział przy drzwiach i patrzył przed siebie.

Matka zauważyła jego zamyślenie.

— Co ci się śniło? — zapytała.

Chłopiec się uśmiechnął.

— Sen. Bardzo dziwny sen. Ale na razie go nie opowiem.

— Dlaczego?

— Bo czuję, że najpierw muszę sam go zrozumieć.

Matka poczuła się urażona. Ojciec również zaczął wypytywać, lecz chłopiec obstawał przy swoim.

— Opowiem, kiedy nadejdzie pora.

Rozmowa przerodziła się w kłótnię. Wszyscy powiedzieli o kilka słów za dużo, a zasmucony Marzyciel postanowił przejść się drogą, żeby ochłonąć.

Szedł długo. Za wsią spotkał wędrowca.

— Dokąd idziesz, chłopcze?

— Sam jeszcze nie wiem.

— A czemu jesteś taki zamyślony?

— Miałem sen, ale na razie nikomu go nie opowiadam.

Wędrowiec się roześmiał.

— A więc strzeżesz tajemnicy? Bywa i tak. Pamiętaj jednak, że tajemnica powinna czynić człowieka mądrzejszym, a nie bardziej samotnym.

Marzyciel podziękował i ruszył dalej.

Pod wieczór dotarł do miasta, w którym stał wielki pałac. Przy bramie siedział właśnie książę i wysłuchiwał próśb mieszkańców. Chłopiec uprzejmie się skłonił.

— Kim jesteś i skąd przybywasz? — zapytał książę.

Marzyciel opowiedział o swojej wędrówce, a na koniec dodał:

— Miałem też sen, którego na razie nie opowiadam.

Książę był człowiekiem władczym i nie lubił, gdy coś pozostawało poza jego wiedzą.

— Nawet mnie nie powiesz?

— Nawet tobie, panie. Nie z braku szacunku. Po prostu jeszcze nie czas.

Książę się nachmurzył, lecz stojąca niedaleko jego córka cicho powiedziała:

— Ojcze, nie można siłą żądać od człowieka jego myśli.

Wtedy książę kazał nakarmić wędrowca i umieścić go w pałacowym pokoju gościnnym, dopóki nie zdecyduje, co z nim zrobić.

Księżniczka miała na imię Arewik. Była ciekawa świata i lubiła zagadki. Wieczorem sama przyniosła Marzycielowi kolację.

— Nie będę pytać o sen — powiedziała. — Lepiej powiedz: lubisz zagadki?

— Bardzo.

Odtąd często rozmawiali. Właśnie wtedy do pałacu przybyli posłańcy króla ze Wschodu z osobliwym wyzwaniem.

Przynieśli gładki kij, jednakowo gruby na obu końcach.

— Nasz król pyta, gdzie jest górny, a gdzie dolny koniec tego kija. Jeśli wasi mędrcy nie potrafią tego ustalić, przyznajcie, że jego doradcy są mądrzejsi.

Pałacowi znawcy spierali się przez pół dnia. Jeden wąchał drewno. Drugi mierzył je nitką. Trzeci nawet nasłuchiwał, czy oba końce brzmią inaczej.

Arewik opowiedziała o zagadce Marzycielowi.

— Połóżcie kij na wodzie — powiedział. — Cięższy, dolny koniec zanurzy się nieco głębiej.

Tak właśnie się stało.

Następnego dnia król ze Wschodu przysłał trzy niemal jednakowe konie i poprosił, by wskazać, który z nich jest matką, który starszym źrebięciem, a który młodszym.

Marzyciel poradził, żeby po nocnym odpoczynku postawić przed nimi paszę. Klacz najpierw obejrzała się na młodsze konie, starsze źrebię ruszyło za nią, a najmłodsze trzymało się najbliżej matki.

I ta zagadka została rozwiązana.

Trzeciego dnia posłańcy przywieźli stalową tarczę i włócznię.

— Pokażcie rozum, a nie siłę — oznajmili. — Jak sprawić, żeby włócznia przeszła przez tarczę?

Marzyciel uważnie obejrzał przedmioty i zauważył w tarczy mały otwór na pasek.

— Nie trzeba niszczyć tego, co można zrozumieć — powiedział. — Przełóżcie cienki koniec włóczni przez otwór.

Posłańcy się roześmiali.

— Właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał nasz król!

Książę wreszcie dostrzegł, że stoi przed nim nie zuchwały chłopak, lecz rozumny młodzieniec.

— Zostań w pałacu — zaproponował. — Ucz się razem z moimi doradcami.

Mijał czas. Marzyciel i Arewik stali się najbliższymi przyjaciółmi, a później zrozumieli, że chcą spędzić razem życie. Przed ślubem jednak znów nadeszła wieść ze Wschodu.

Król zapraszał Marzyciela do siebie, bo chciał osobiście poznać tego, kto rozwiązał trzy zagadki.

Marzyciel wyruszył w drogę.

Za miastem spotkał człowieka leżącego z uchem przy ziemi.

— Co robisz?

— Słucham dalekich dźwięków. Ziemia niesie je lepiej niż powietrze.

— Chodź ze mną — zaproponował Marzyciel. — W podróży uważne uszy zawsze się przydadzą.

Dalej spotkali Długokroka, który jednym krokiem przekraczał szeroki jar; Nienasyconego, któremu zawsze chciało się jeszcze jednej miski kaszy; Wodnika, zdolnego wypić całą beczkę wody; Siłacza, który bez trudu podnosił ciężkie bale, i Muzykanta, przy którego melodiach nawet posępni ludzie zaczynali przytupywać.

Tak zebrało się ich siedmiu.

Król ze Wschodu przyjął gości uroczyście, lecz postanowił sprawdzić, czy rzeczywiście są tak niezwykli.

Najpierw kazał zastawić stół chlebem, owocami, zupą i plackami.

— Jeżeli poradzicie sobie z poczęstunkiem, uznam waszą wytrwałość.

Nienasycony radośnie zatarł ręce.

— Nareszcie zadanie w sam raz dla mnie!

Do wieczora na stole nic nie zostało, a kucharze jeszcze długo nie mogli wyjść z podziwu.

Wtedy król umieścił gości w wielkim domu i kazał tak napalić w piecach, by wewnątrz zrobiło się nieznośnie gorąco. Chciał sprawdzić, jak znajdą wyjście z kłopotu.

— Przydałaby się woda — westchnął Marzyciel.

— To już moje zadanie — powiedział Wodnik.

Przyniósł ze studni tyle wody, że wszystkie piece szybko ostygły, a w pokojach zrobiło się przyjemnie chłodno.

Trzeciego dnia król wymyślił ostatnią próbę. Na dziedzińcu leżał ogromny kamień, którego dziesięciu ludzi nie potrafiło ruszyć.

— Przenieście go pod bramę.

Siłacz podniósł kamień. Długokrok wskazał najkrótszą drogę. Słuchacz usłyszał, gdzie pod ziemią znajduje się pustka, i odprowadził wszystkich od niebezpiecznego miejsca. Muzykant zaś zagrał tak wesoło, że nawet król wyszedł na ganek z uśmiechem.

— Wystarczy! — powiedział. — Widzę to, co najważniejsze: każdy z was potrafi coś innego, lecz prawdziwa siła rodzi się wtedy, gdy pomagacie sobie nawzajem.

Król odesłał Marzyciela do domu z darami i listem przyjaźni dla księcia.

Kiedy młodzieniec wrócił, w mieście urządzono święto. Wkrótce poślubił Arewik. Jego niezwykli towarzysze rozeszli się po świecie, ale od czasu do czasu odwiedzali przyjaciół.

Minęło kilka lat. Pewnego wieczoru Marzyciel siedział w ogrodzie obok żony. Przy nich bawiła się mała córeczka, a w gościnę przyjechali właśnie posłowie ze Wschodu.

Do ogrodu weszli jego postarzali już rodzice. Dawna kłótnia od dawna należała do przeszłości.

Matka się uśmiechnęła.

— Synu, pamiętasz ten sen, od którego wszystko się zaczęło?

— Pamiętam.

— Teraz go opowiesz?

Marzyciel spojrzał na zachód, gdzie słońce chowało się za górami, a potem na wschód, gdzie niebo jeszcze długo zachowywało złoty poblask.

— Śniło mi się, że po mojej prawej stronie świeci jedno słońce, po lewej drugie, a tuż przy sercu lśni mała gwiazda.

Ojciec się zdziwił.

— I co to znaczyło?

— Wtedy nie wiedziałem. A teraz myślę, że dwa słońca były dwoma domami, które się zaprzyjaźniły: naszym księstwem i dalekim królestwem. A gwiazda przy sercu to rodzina, którą dopiero miałem odnaleźć.

Arewik się uśmiechnęła.

— Więc dlatego milczałeś przez tyle lat?

— Nie — roześmiał się Marzyciel. — Milczałem, bo czasem sen przypomina nasionko. Jeśli codziennie rozkopuje się ziemię, żeby sprawdzić, czy już wykiełkowało, nic nie wyrośnie. Trzeba dać mu czas.

Mała córeczka podniosła głowę.

— Mnie dzisiaj też coś się śniło.

Wszyscy zwrócili się ku niej.

— Opowiesz?

Dziewczynka figlarnie zmrużyła oczy.

— Na razie nie.

I ogród wypełnił się śmiechem.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨