Okładka: Mędrcy z Gotham

Wielka Brytania

Mędrcy z Gotham

Podobno dawno temu w Nottinghamshire leżała wieś Gotham. Mieszkali tam ludzie, o których sąsiedzi opowiadali niezwykłe historie.

Kraj
Wielka Brytania
Wiek
5–9 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Mędrcy z Gotham

Podobno dawno temu w Nottinghamshire leżała wieś Gotham. Mieszkali tam ludzie, o których sąsiedzi opowiadali niezwykłe historie.

Jedni mówili:

— Ależ dziwacy z tych mieszkańców Gotham!

Inni zaś mrugali porozumiewawczo:

— Nie śpieszcie się z oceną. Może patrzą na świat pod kątem, którego my nie dostrzegamy.

Tak czy inaczej, opowieści o Gotham zebrało się tyle, że można snuć je przez cały wieczór.

Oto choćby historia o owcach, których jeszcze nawet nie kupiono.

Pewnego ranka dwóch mieszkańców Gotham spotkało się na wąskim moście.

— Dokąd idziesz? — zapytał pierwszy.

— Do Nottingham. Kupię owce na jarmarku.

— A jak przyprowadzisz je do domu?

— Oczywiście przez ten most.

Pierwszy mężczyzna podparł się pod boki.

— Nie, tym mostem ich nie przeprowadzisz.

— A to dlaczego?

— Bo właśnie tutaj będę stał.

— A ja i tak przeprowadzę!

— A ja nie przepuszczę!

Dwaj dorośli mężczyźni zaczęli tupać po moście, wymachiwać kijami i pokazywać, którędy rzekomo idą owce.

— Hej! Pilnuj tej białej!

— Jakiej białej?

— Tej przy twojej nodze!

— Nie ma tu żadnej owcy!

— Właśnie! Już ją zgubiłeś!

Przechodził tamtędy trzeci mieszkaniec Gotham z workiem mąki. Posłuchał sporu i zapytał:

— Przyjaciele, gdzie są wasze owce?

— Na jarmarku.

— Już je kupiliście?

— Nie.

— Więc kłócicie się o stado, którego jeszcze nie ma?

Obaj zamilkli.

Trzeci postawił worek na moście i go otworzył.

— Wyobraźcie sobie, że leży tu wasza kłótnia. Ile z niej pożytku?

— Żadnego — burknął jeden.

— W takim razie nie wysypujmy prawdziwej mąki do rzeki z powodu wyobrażonych owiec — powiedział trzeci. — Lepiej zjedzmy śniadanie, a potem spierajmy się o coś, co istnieje.

Wszyscy trzej roześmiali się tak głośno, że przechodnie długo nie mogli pojąć, co się stało.

Innym razem mieszkańcy Gotham postanowili zatrzymać we wsi kukułkę.

— Skoro śpiewa wiosną — rozumowali — dlaczego nie miałaby śpiewać przez cały rok?

Na polanie zbudowali okrągły płotek, umieścili w nim kukułkę i uprzejmie poprosili:

— Zamieszkaj tutaj. Jest u nas pięknie, a my będziemy słuchać twojego „ku-ku” nawet zimą.

Kukułka popatrzyła na ogrodzenie, machnęła skrzydłami i przeleciała nad nim.

Mieszkańcy Gotham podnieśli głowy.

— Ale pech!

— Co się stało?

— Płot był za niski.

— A może — powiedziała mała dziewczynka, która wszystko widziała — ptakom po prostu potrzebne jest niebo?

Dorośli podrapali się po głowach.

— Chyba tak — przyznali. — Niebo naprawdę trudno ogrodzić.

Trzecia historia przydarzyła się serowarowi.

Niósł na targ okrągłe kręgi sera. Droga schodziła ze wzgórza i jeden krąg przypadkiem wysunął się z kosza.

Potoczył się w dół: tur, tur, tur!

Serowar się zdziwił.

— Patrzcie! Sam zna drogę.

Postawił na ziemi drugi krąg.

— Biegnij za pierwszym!

Tur, tur, tur!

Trzeci również się potoczył. Za nim czwarty.

Wkrótce wszystkie sery rozbiegły się po zboczu: jeden za krzak, drugi w trawę, trzeci do rowu.

— Spotkamy się na rynku! — zawołał gospodarz i poszedł do miasta z pustym koszem.

Na rynku czekał godzinę. Potem następną.

— Widzieliście moje sery? — pytał sprzedawców.

— A kto miał je przynieść?

— Same miały przyjść.

Jeden z handlarzy ledwie powstrzymał uśmiech.

— Może zmyliły drogę?

Serowar pomyślał i klepnął się w czoło.

— Oczywiście! Okrągły ser dobrze się toczy, ale słabo czyta drogowskazy.

Następnego dnia wrócił z dziećmi na zbocze. Znaleźli prawie wszystkie kręgi. Odtąd ser jeździł na targ wyłącznie w koszu z mocną pokrywą.

Innego roku po święcie zostało we wsi dużo solonej ryby.

— Włóżmy ją do stawu — zaproponował ktoś. — Niech pływa i rośnie. Za rok będziemy mieli rybne bogactwo.

Tak też zrobili.

Minął rok. Mieszkańcy przyszli nad staw z koszami, ale nie znaleźli solonych ryb. Tylko wielki węgorz przemknął między liliami wodnymi.

— Oto kto wszystko zjadł! — krzyknął ktoś.

— Trzeba go ukarać!

— Jak?

Najpoważniejszy z mężczyzn powiedział po namyśle:

— Przenieśmy go do innego stawu. Niech przemyśli swoje zachowanie.

Ostrożnie przełożyli węgorza do wiadra i wypuścili do sąsiedniego zbiornika.

Natychmiast zniknął w wodzie i wcale nie wyglądał na zmartwionego.

Stara rybaczka, która obserwowała wszystko z brzegu, powiedziała:

— Następnym razem sprawdźcie najpierw, czy solona ryba może ożyć.

— Dobry pomysł — odpowiedzieli mieszkańcy Gotham. — Od tego należało zacząć.

Najchętniej opowiadano jednak we wsi historię o dwunastu rybakach.

Pewnego dnia dwunastu przyjaciół wybrało się nad rzekę. Przechodzili przez płyciznę, łowili ryby, śmiali się i wrócili mokrzy po kolana.

Nagle jeden powiedział:

— Wchodziliśmy do wody. A jeśli ktoś nie wrócił? Policzmy się.

Wskazywał towarzyszy palcem:

— Jeden, dwa, trzy… jedenaście!

— Było nas dwunastu! — zawołali wszyscy.

Drugi policzył:

— Jeden, dwa, trzy… też jedenaście!

Trzeci otrzymał taki sam wynik.

Nikt nie pomyślał, żeby policzyć również siebie.

Przyjaciele chodzili już po brzegu i wołali „zaginionego”, gdy przejeżdżała tamtędy podróżna.

— Kogo szukacie?

— Naszego dwunastego towarzysza!

— Stańcie w rzędzie — powiedziała.

Ustawili się.

Podróżna dała pierwszemu kamyk.

— Przekaż sąsiadowi i powiedz liczbę.

— Jeden.

Drugi podał kamyk dalej.

— Dwa.

Tak kamyk dotarł do ostatniego.

— Dwanaście!

Rybacy aż podskoczyli.

— Znalazł się!

— A gdzie był?

Podróżna się roześmiała.

— Każdy z was nosił go ze sobą. Zapominaliście tylko doliczyć samych siebie.

Odtąd w Gotham, gdy ktoś zbyt długo szukał czegoś oczywistego, mówiono mu:

— Najpierw policz siebie.

Była też historia o zającu listonoszu.

Mieszkańcy przypomnieli sobie, że trzeba zanieść właścicielowi ziemi czynsz. Nikt jednak nie chciał iść tak daleko.

— Mam zająca — powiedział jeden. — Jest szybki. Niech dostarczy woreczek.

Żeby sprawdzić pomysł, przywiązali zającowi do szyi lekką kartkę z pozdrowieniami, zamiast pieniędzy.

— Najpierw biegnij prosto, potem skręć w lewo przy dębie, a dalej do wielkiego domu — tłumaczyli starannie.

Zając wysłuchał, poruszył uszami i, gdy tylko go puszczono, popędził prosto w pole.

— Zna skrót! — zachwycił się jeden.

— Owszem — odpowiedział drugi. — Zwłaszcza do marchewki.

Nazajutrz opłatę zaniósł jednak zwyczajny posłaniec.

Mijały lata, a sąsiednie wsie wciąż opowiadały o „mędrcach z Gotham”.

Sami mieszkańcy wcale się nie gniewali.

— Jeśli ludzie śmieją się z naszych historii — mówili — przynajmniej przez kilka chwil świat staje się weselszy.

Ktoś dodawał:

— I pamiętajcie: najzabawniejsza głupota często zaczyna się od bardzo poważnej miny.

Kiedy więc ktoś w Gotham proponował kłótnię o niekupione owce, wysłanie sera samodzielnie na targ albo szukanie dwunastego pośród jedenastu, sąsiedzi nie śpieszyli się z drwinami.

Najpierw pytali:

— A może kryje się tu jakaś nauka?

Prawie zawsze ją znajdowali: sprawdzaj, zanim wyciągniesz wnioski; nie kłóć się o coś, czego jeszcze nie ma; nie żądaj od przyrody, by żyła według twoich zasad; a kiedy liczysz wszystkich, nie zapomnij o sobie.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨