

Japonia
Meduza i małpa
Bardzo dawno temu, kiedy morze wydawało się ludziom bezkresne, a w baśniach pod falami stały pałace z koralowców i pereł, meduzy wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj.
- Kraj
- Japonia
- Wiek
- 5–9 lat

Posłuchaj baśni
Meduza i małpa
Bardzo dawno temu, kiedy morze wydawało się ludziom bezkresne, a w baśniach pod falami stały pałace z koralowców i pereł, meduzy wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj.
W tamtych czasach, jak opowiada stara japońska baśń, meduza miała cztery krótkie łapki i twardy pancerz, niemal jak żółw. Mogła wychodzić na brzeg, spacerować po piasku, a nawet nosić kogoś na grzbiecie.
Pewnego dnia w podwodnym pałacu Morskiego Smoka zapanował niepokój. Morska Królowa zachorowała. Nie miała ochoty ani słuchać muzyki, ani spacerować po koralowym ogrodzie, ani patrzeć, jak srebrne rybki krążą przy pałacowej bramie.
Nadworny lekarz przejrzał wszystkie księgi i wreszcie ogłosił dziwną, starodawną receptę:
— W dawnych zapisach powiadają, że do szczególnego lekarstwa potrzeba wątroby żywej małpy.
W sali zapadła cisza.
Główny zarządca pałacu zmarszczył brwi.
— Ale małpy mieszkają na lądzie.
— Na Wyspie Małp — dodała jedna z ryb.
Wtedy zarządca wezwał Meduzę imieniem Kurage.
— Potrafisz chodzić po ziemi i dobrze pływasz. Wyrusz na Wyspę Małp. Zaproś jedną małpę do pałacu.
Meduza się zaniepokoiła.
— A dlaczego właśnie małpę?
— Po prostu wykonaj polecenie — odpowiedział zarządca. — Opowiedz jej, jaki piękny jest nasz pałac. Pokaż koralowe ogrody. Przywieź ją na grzbiecie.
Meduzie niezbyt się to podobało, lecz przywykła do słuchania rozkazów.
— Dobrze. Postaram się.
Popłynęła przez błękitną wodę, obok ławic ryb, morskich traw i wysokich koralowych gałęzi. Po kilku godzinach w oddali pojawiła się zielona smuga wyspy.
Fala wyniosła Meduzę na brzeg.
Niedaleko rosła wielka sosna. Na jednej z gałęzi siedziała małpa i zajadała owoce.
Meduza podeszła bliżej.
— Dzień dobry, Małpko! Jaki piękny dzień, prawda?
Małpa ze zdziwieniem przekrzywiła głowę.
— Dzień dobry. Nie widziałam cię tu wcześniej. Kim jesteś?
— Nazywam się Kurage. Służę Morskiemu Smokowi i mieszkam w pięknym pałacu na dnie morza.
— W prawdziwym podwodnym pałacu? — zainteresowała się Małpa.
— Najprawdziwszym! Ściany lśnią tam masą perłową, w ogrodach rosną białe, różowe i czerwone koralowce, a między nimi pływają ryby barwniejsze niż świąteczne chorągiewki. Są drzewa, na których jakby wiszą drogie kamienie. Wieczorem wszystko świeci łagodnym zielonym i złotym blaskiem.
Małpa zeszła na niższą gałąź.
— Naprawdę jest tam tak pięknie?
— Jeszcze piękniej, niż potrafię opowiedzieć — odparła Meduza. — Jeśli chcesz, wybierz się ze mną. Wszystko ci pokażę.
Małpa już stanęła na ziemi, lecz nagle się zatrzymała.
— Ale ja nie umiem pływać.
— Usiądź mi na grzbiecie. Jestem silniejsza, niż wyglądam.
Małpa zastanowiła się, wyobraziła sobie koralowy pałac i przystała na propozycję.
Wyruszyły przez morze.
Z początku podróż była wesoła. Małpa wzdychała z zachwytu, spoglądając w dół przez przejrzystą wodę.
— Tam ryba podobna do niebieskiej wstążki!
— A tam rozgwiazda — mówiła Meduza.
— A co tam błyszczy?
— Dach pałacu łapie już słoneczne światło.
Lecz mniej więcej w połowie drogi Meduza zaczęła się martwić. Przypomniała sobie słowa lekarza.
„A jeśli Małpa nie ma przy sobie tego, czego potrzeba? — pomyślała. — Przecież o nic nie zapytałam!”
Przez chwilę milczała, a potem nie wytrzymała:
— Małpko, czy mogę zapytać o coś dziwnego?
— Pytaj.
— Czy… zabrałaś ze sobą swoją wątrobę?
Małpa omal nie zsunęła się z jej grzbietu.
— Co zabrałam?
— Wątrobę.
— Po co wam moja wątroba?
Meduza zrozumiała, że powiedziała za dużo.
— Tak tylko… to nic ważnego.
— Skoro nieważne, dlaczego pytasz o to na środku morza?
Meduza milczała.
Małpa spoważniała.
— Kurage, jesteśmy razem na otwartym morzu. Powierzyłam ci swoje życie. Powiedz prawdę.
I Meduza ustąpiła.
Opowiedziała o chorej Morskiej Królowej, starej recepcie i o tym, po co naprawdę wysłano ją na wyspę.
Małpa poczuła, jak ze strachu zimnieją jej łapki.
Była jednak bardzo sprytna. Zamiast krzyczeć, odetchnęła i spokojnie powiedziała:
— Kurage, co za kłopot! Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?
Meduza się zdziwiła.
— Nie gniewasz się?
— Nie o to chodzi. Po prostu zostawiłam swoją najlepszą wątrobę na sośnie.
Meduza zatrzymała się pośrodku fali.
— Zostawiłaś… gdzie?
— Na gałęzi. My, małpy, kiedy skaczemy po drzewach, czasami wieszamy wątrobę do wyschnięcia, żeby nam nie przeszkadzała. Dzisiaj tak zasłuchałam się w twoją opowieść o pałacu, że zupełnie zapomniałam ją zabrać.
Meduza nic nie wiedziała o tym, jak zbudowane są małpy, więc uwierzyła.
— I co teraz zrobimy?
— To proste. Wróćmy. Zabiorę wątrobę i znów wyruszymy do pałacu.
Meduza wcale nie miała ochoty pokonywać połowy drogi z powrotem. Ale bez wątroby jej wyprawa nie miała sensu.
Zawróciła.
Gdy wreszcie zbliżyły się do brzegu Wyspy Małp, Małpa zeskoczyła na piasek, błyskawicznie wspięła się na sosnę i usiadła na najwyższej gałęzi.
Meduza czekała.
— Małpko! — zawołała. — Znalazłaś wątrobę?
Małpa owinęła ogon wokół gałęzi i się roześmiała.
— Kurage, czy można zostawić wątrobę na drzewie? Przez cały czas miałam ją przy sobie.
Meduza zamrugała.
— Ale obiecałaś wrócić!
— Powiedziałam tak, żeby się uratować. Zaprosiłaś mnie w gości, nie mówiąc, że czeka mnie niebezpieczeństwo. Nie mam obowiązku pomagać komuś, kto chce wyrządzić mi krzywdę.
Meduza spuściła głowę.
Teraz zrozumiała, jak źle postąpiła. Mogła zadać pytania jeszcze w pałacu. Mogła odmówić wykonania okrutnego polecenia. Mogła od razu powiedzieć Małpie prawdę. Zamiast tego po prostu słuchała rozkazu, licząc, że nie będzie musiała myśleć.
— Przykro mi — powiedziała cicho.
— Mnie też — odparła Małpa. — Wydajesz się dobrym stworzeniem. Następnym razem zastanów się, zanim zgodzisz się na coś, przez co ktoś inny może ucierpieć.
Meduza popłynęła z powrotem sama.
W pałacu wszyscy na nią czekali.
— Gdzie Małpa? — zapytał zarządca.
Kurage mogła wymyślić wymówkę, lecz tym razem postanowiła powiedzieć prawdę.
Opowiedziała wszystko: jak zaprosiła Małpę, jak zdradziła tajemnicę, jak uwierzyła w wątrobę na sośnie i wróciła na wyspę.
Morski Smok się rozgniewał.
— Nie tylko nie wykonałaś zadania — powiedział. — Zgodziłaś się zwabić gościa, któremu groziło niebezpieczeństwo. A potem ani przez chwilę nie zastanowiłaś się nad tym, co robisz.
Meduza pochyliła głowę.
— Zrozumiałam swój błąd. Ukarz mnie, ale proszę, nie wysyłaj już nikogo po Małpę. Trzeba znaleźć inne lekarstwo.
Król usłyszał w jej słowach szczerą skruchę i nie kazał sprawiać jej bólu. Dawna morska magia wymagała jednak, by nauka pozostawiła widoczny ślad.
Dotknął pancerza Meduzy berłem.
— Odtąd nie będziesz miała twardego pancerza ani łap. Twoje ciało stanie się miękkie, przejrzyste i giętkie. Niech przypomina ci, że siła nie tkwi w twardej skorupie, lecz w umiejętności myślenia i odpowiadania za własne wybory.
Pancerz Kurage roztopił się jak kawałek lodu w ciepłej wodzie. Łapki zniknęły, a sama Meduza stała się lekka i przezroczysta.
Wypłynęła z pałacu i długo kołysała się na falach, rozmyślając o tym, co się wydarzyło.
Lekarz zaś musiał ponownie otworzyć księgi i poszukać sposobu na pomoc Królowej bez krzywdzenia jakiejkolwiek małpy.
Odtąd, jak mówi baśń, meduzy pozostały miękkie i pozbawione kości.
A na Wyspie Małp jeszcze długo opowiadano historię o tym, jak pewna sprytna Małpa uratowała się, mówiąc na środku morza:
— Wątroba? Przecież zostawiłam ją na sośnie!
Wszyscy się śmiali. Ale najstarsze małpy dodawały:
— Śmiać się można. Najważniejsze jednak, żebyście pamiętali: gdy ktoś zaprasza was w niezwykłą podróż, warto najpierw dowiedzieć się dokładnie, dokąd płyniecie i po co.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
