

Niemcy
Muzykanci z Bremy
Żył kiedyś osioł, który przez wiele lat pomagał gospodarzowi wozić na targ worki, siano i warzywa. Pracował sumiennie, ale z wiekiem chodził coraz wolniej.
- Kraj
- Niemcy
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Muzykanci z Bremy
Żył kiedyś osioł, który przez wiele lat pomagał gospodarzowi wozić na targ worki, siano i warzywa. Pracował sumiennie, ale z wiekiem chodził coraz wolniej.
Pewnego ranka usłyszał:
— Zestarzał się. Trzeba znaleźć dla niego inne gospodarstwo.
Osioł się zamyślił.
— Inne gospodarstwo? A dlaczego nie inne życie? Zawsze miałem wspaniały głos. Pójdę do Bremy i zostanę muzykantem!
Ruszył drogą, pogwizdując pod nosem tak, jak potrafią tylko bardzo zadowolone osły.
Niedługo potem zobaczył przy drodze starego psa. Leżał i ciężko dyszał.
— Czemu się smucisz, przyjacielu? — zapytał osioł.
— Dawniej szybko biegałem i pomagałem na polowaniu. Teraz nogi już nie te. Pan postanowił mnie oddać. Nie wiem, dokąd pójść.
— Chodź ze mną do Bremy. Ja będę grał… to znaczy śpiewał basem, a ty znakomicie utrzymasz rytm szczekaniem.
Pies nastawił uszu.
— Zespół muzyczny? To o wiele lepsze niż siedzenie ze smutną miną.
Ruszyli razem.
Dalej na drodze siedziała kotka o wyjątkowo posępnym pyszczku.
— Dzień dobry, pani kotko — przywitał się osioł. — Skąd taki zły humor?
— Dawniej całymi nocami łapałam myszy. Teraz wolę ciepły piec i drzemkę. W domu uznano, że zrobiłam się zbyt leniwa.
— A umiesz śpiewać?
Kotka aż się obraziła.
— Mój nocny głos słychać za trzema płotami.
— W takim razie jesteś stworzona do naszego zespołu!
Kotka dołączyła do wędrowców.
Przy następnym podwórzu na bramie siedział kogut i piał tak głośno, że drżały liście jabłoni.
— Co za głos! — zachwycił się osioł. — Dlaczego tak się starasz?
— Powiedziano mi, że jutro oddadzą mnie sąsiadom, bo za wcześnie budzę całe podwórze. A ja przecież tylko sumiennie obwieszczam nadejście świtu!
— Chodź z nami do Bremy. Muzykantowi donośny głos zawsze się przyda.
Tak zebrała się czwórka: osioł, pies, kotka i kogut.
W jeden dzień nie dotarli do Bremy. Wieczorem znaleźli się w lesie i zaczęli szukać noclegu.
Kogut wzleciał na wysoką gałąź i nagle dostrzegł daleko między drzewami światło.
— Tam jest dom!
— A w domu może być kolacja — rozmarzył się pies.
Poszli w stronę światła.
W oknie świeciła lampa, a przy stole siedziała gromadka ludzi, którzy kłócili się nad workami cudzych rzeczy.
— To chyba niezbyt gościnni gospodarze — szepnęła kotka.
— Dom jest jednak duży — zauważył osioł. — Może jeśli dobrze się przedstawimy, zwolnią dla nas choć kącik?
— Przedstawmy się muzyką! — zaproponował kogut.
Zwierzęta obmyśliły występ.
Osioł oparł przednie nogi na parapecie. Pies wszedł mu na grzbiet. Kotka stanęła na psie, a na samej górze usadowił się kogut.
— Na trzy — zarządził osioł. — Raz… dwa… trzy!
Rozpoczął się koncert.
— I-aa, i-aa!
— Hau, hau!
— Miaaau!
— Kukurykuuu!
Każde śpiewało własną melodię, we własnym tempie i, trzeba przyznać, w zupełnie innej tonacji.
W domu wszyscy zerwali się z miejsc.
— Co to takiego?!
W oknie widać było dziwny, wielogłowy cień, który jednocześnie ryczał, szczekał, miauczał i piał.
Nieproszeni mieszkańcy uznali, że do lasu zawitał nieznany potwór. Wybiegli tylnymi drzwiami tak szybko, że zapomnieli nawet kapeluszy.
Zwierzęta ostrożnie weszły do środka.
— Wygląda na to, że publiczność była pod wrażeniem — zauważyła kotka.
— A nawet nie dokończyliśmy refrenu — zmartwił się kogut.
Na stole zostały chleb, ser, jabłka i miska ciepłej kaszy. Przyjaciele zjedli kolację, zgasili lampy i ułożyli się do snu.
Osioł położył się na miękkim sianie na podwórzu.
Pies — przy drzwiach.
Kotka — przy ciepłym piecu.
Kogut — na belce pod dachem.
W środku nocy jeden z dawnych mieszkańców wrócił sprawdzić, czy w domu naprawdę zamieszkał potwór.
Cichutko uchylił drzwi.
W ciemności błysnęły kocie oczy.
— Dwa zielone ogniki! — wyszeptał.
Kotka usłyszała obcy krok i głośno miauknęła.
Pies zaszczekał.
Osioł zaryczał na podwórzu.
A kogut na belce zakończył utwór potężnym:
— Kukuryku!
Gość wypadł z domu szybciej, niż do niego wszedł.
— Jest tam straszliwy strażnik o świecących oczach! Przy drzwiach łomocze bęben! Na podwórzu ryczy olbrzym, a z dachu ktoś wykrzykuje rozkazy! — opowiedział towarzyszom.
Po tej nocy nikt już nie wrócił.
Rano przyjaciele obejrzeli dom. Miał kuchnię, szczelny dach, mały ogród, a nawet starą szopę, w której można było urządzać próby bez straszenia sąsiadów.
Osioł popatrzył na kompanów.
— Czy koniecznie musimy iść do Bremy?
Pies przeciągnął się przy drzwiach.
— Tutaj jest całkiem dobrze.
Kotka znalazła już słoneczne miejsce na parapecie.
— Nawet bardzo dobrze.
Kogut wzleciał na dach.
— Akustyka znakomita!
Tak czterej wędrowni muzykanci zamieszkali razem.
Nigdy nie wystąpili w wielkiej sali koncertowej. Za to każdego wieczoru grali dla siebie, leśnych ptaków i przypadkowych podróżnych.
A gdy ktoś mówił:
— Jesteście już za starzy na nowe przygody,
osioł odpowiadał:
— Na przygody, przyjaźń i muzykę nigdy nie jest za późno.
Po czym zespół rozpoczynał uroczysty wstęp:
— I-aa!
— Hau!
— Miau!
— Kukuryku!
I cały las wiedział, że właśnie zaczęła się próba.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
