Okładka: Nagroda za pracowitość

Republika Południowej Afryki

Nagroda za pracowitość

Dawno, dawno temu w pobliżu zielonych wzgórz, gdzie między rozległymi łąkami płynęła rzeka, mieszkała młoda kobieta z dwiema córkami. Kiedyś rodzinie dobrze się powodziło, lecz ojciec dziewczynek wcześnie odszedł i odtąd matka sama troszczy

Kraj
Republika Południowej Afryki
Wiek
5–9 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Nagroda za pracowitość

Dawno, dawno temu w pobliżu zielonych wzgórz, gdzie między rozległymi łąkami płynęła rzeka, mieszkała młoda kobieta z dwiema córkami. Kiedyś rodzinie dobrze się powodziło, lecz ojciec dziewczynek wcześnie odszedł i odtąd matka sama troszczyła się o dom, pole i dzieci.

Pracowała od świtu do wieczora. Córki także pomagały, choć były jeszcze małe: nosiły wodę, zbierały suche gałęzie i przebierały ziarno. Pewnego roku plony okazały się jednak skromne. Gdy zaczęły padać wiosenne deszcze, w spichlerzu zostało bardzo niewiele zapasów.

— Musimy pójść do waszej babci — powiedziała matka. — Mieszka za wzgórzami. Poprosimy o trochę ziarna, żeby starczyło do nowych zbiorów.

Dziewczynki ucieszyły się na myśl o wyprawie. Ranek był jasny, trawa błyszczała po deszczu, a dookoła rozkwitały czerwone, niebieskie i białe kwiaty. Z początku ścieżka biegła po równinie, potem skręciła ku wzgórzom i stała się wąska. Nad nią splatały się gałęzie, a między kamieniami szemrał strumień.

Nagle tuż przed nimi pojawił się ogromny wąż. Nie był to zwyczajny wąż, lecz zły duch, który umiał przybierać rozmaite postacie.

Matka krzyknęła do dzieci:

— Biegnijcie! Nie oglądajcie się!

Dziewczynki rzuciły się między krzaki. Biegły, aż słyszały już tylko własny oddech i szelest liści. Dopiero kiedy znalazły wielki kamień i ukryły się za nim, odważyły się zatrzymać.

Matka nie przyszła.

Mijała godzina za godziną. Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Dziewczynki zrozumiały, że zostały same, i cicho zapłakały.

Wtedy w trawie rozległy się kroki.

Zbliżała się staruszka z małym garnuszkiem jedzenia. Na widok dzieci przystanęła.

— Dlaczego jesteście tu same? — zapytała łagodnie.

Dziewczynki opowiedziały o podróży, wężu i o tym, że nie wiedzą, jak znaleźć dom babci.

Staruszka usiadła obok.

— Otrzyjcie łzy — powiedziała. — Jeśli nie macie dokąd pójść, zaopiekuję się wami. Od dziś możecie nazywać mnie babcią.

Lecz kobieta nie była zwyczajną staruszką. Była potężną czarodziejką.

— Tutaj jest niebezpiecznie — powiedziała. — Znam za to w lesie miejsce, gdzie nikt was nie skrzywdzi.

Dotknęła dłońmi ramion dziewczynek, wyszeptała kilka słów i stał się cud. Dzieci przemieniły się w dwa piękne ptaki. Sama czarodziejka również przybrała ptasią postać i wszystkie trzy wzbiły się ponad wzgórza.

Zamieszkały w wielkim, cichym lesie. Były tam czyste strumienie, paprocie, kwiaty i drzewa pełne owoców. Dziewczynki dorastały, uczyły się odwagi, uważności i wzajemnej pomocy.

Minęło wiele lat.

Pewnego ranka czarodziejka powiedziała:

— Jesteście już dorosłe. Las był waszym schronieniem, ale teraz pora znaleźć własne miejsce na świecie.

Znów wzbiły się w niebo i leciały przez wiele dni, aż zobaczyły dużą osadę, pola i ruchliwe drogi. Rządził tam powszechnie szanowany władca.

Czarodziejka ponownie stała się staruszką, a siostry odzyskały ludzką postać.

Nazajutrz poprosiły o pozwolenie na osiedlenie się w pobliżu. Wskazano im kawałek ziemi i miejsce pod dom.

— Pomożemy wam postawić szkielet domu — powiedziano. — A dalej urządźcie się tak, jak potraficie.

Siostry nie przestraszyły się pracy. Razem z czarodziejką zabrały się do dzieła. Wybierały mocne gałęzie, równo układały trawę na dachu, wyplatały ogrodzenie. Do wieczora ich niewielki dom był gotowy, schludny i przytulny.

Sąsiedzi się dziwili:

— Dopiero przybyły, a już mają taki porządek na podwórzu!

Siostry jednak się nie przechwalały. Następnego ranka poszły na pole.

— Pracujcie równo i bez pośpiechu — poradziła czarodziejka. — Patrzcie przed siebie i dobrze róbcie to, co właśnie macie w rękach.

Wzięły motyki i zaczęły oczyszczać ziemię. Słońce wznosiło się coraz wyżej, ręce się męczyły, lecz siostry dodawały sobie otuchy piosenką. Gdy w południe przystanęły na odpoczynek, same się zdziwiły, ile zdołały zrobić.

Następnego dnia wróciły. Potem znów. I jeszcze raz.

Dzień po dniu pole stawało się większe i coraz lepiej utrzymane. Gdy przyszły deszcze, młode pędy wyrosły gęstą zieloną ścianą. Kukurydza była wysoka, ziarno dojrzewało, a chwastów prawie nie było.

Ludzie zaczęli rozmawiać o nowych sąsiadkach.

— Nie boją się pracy.

— Wszystko robią razem.

— I nie odmawiają, kiedy ktoś potrzebuje pomocy.

Wieść dotarła także do władcy. Postanowił sam obejrzeć ich pole.

Kiedy przyszedł, długo w milczeniu patrzył na równe rzędy roślin.

— Mam wielu pomocników — powiedział wreszcie — ale tak zadbanego pola dawno nie widziałem. Jak wam się to udało?

Staruszka się uśmiechnęła.

— Nie ma tu wielkiej tajemnicy. Trzeba sumiennie wykonywać swoją pracę, nie porzucać jej w połowie i pomagać sobie nawzajem. A odrobina czarów nigdy nie zaszkodzi dobrym ludziom.

Wszyscy się roześmiali.

Wśród osób towarzyszących władcy byli jego dwaj dorośli synowie. Zauważyli nie tylko urodę sióstr, ale i to, jak pewnie pracują, jak rozmawiają z ludźmi i jak troszczą się o siebie nawzajem.

Z czasem młodzi zaczęli spotykać się częściej. Razem pracowali na polach, chodzili nad rzekę, słuchali wieczornych pieśni i dużo rozmawiali.

Kiedy każda z sióstr postanowiła połączyć życie z jednym z braci, w osadzie wyprawiono wielkie święto. Lecz największą nagrodą nie były dla nich ani podarunki, ani odświętne ozdoby.

Miały własny dom, plony, szacunek ludzi i przyszłość zbudowaną własnymi rękami.

Czarodziejka została z nimi jeszcze przez pewien czas. Widziała, że obie są szczęśliwe i szanowane oraz że potrafią już troszczyć się o siebie i o innych.

Pewnego ranka zawołała je nad rzekę.

— Kiedyś znalazłam za wielkim kamieniem dwoje przestraszonych dzieci — powiedziała. — Teraz stoją przede mną dwie silne kobiety. Pamiętajcie: praca jest ważna nie dlatego, że zawsze czeka za nią nagroda. Pomaga nam dorastać, uczyć się i tworzyć coś, czego wcześniej nie było.

Siostry przytuliły swoją przybraną babcię.

Gdy na chwilę odwróciły się ku wodzie, za plecami usłyszały lekki szum skrzydeł.

Nad rzeką leciał piękny ptak.

Zatoczył koło nad ich polem, błysnął piórami w słońcu i zniknął za zielonymi wzgórzami.

Siostry się uśmiechnęły. Wiedziały, kto to był.

Odtąd, gdy praca wydawała się trudna, przypominały sobie słowa czarodziejskiej babci: rób sumiennie to, co możesz zrobić dzisiaj, a jutrzejszy dzień będzie miał na czym wyrosnąć.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨