

Norwegia
Najlepsze życzenie
Żyli kiedyś trzej bracia. Dwaj starsi uwielbiali liczyć pieniądze, chociaż prawie ich nie mieli. Najmłodszy, którego w rodzinie nazywano Bucikiem, wolał słuchać ludzi i dostrzegać to, co umykało innym.
- Kraj
- Norwegia
- Wiek
- 5–9 lat

Posłuchaj baśni
Najlepsze życzenie
Żyli kiedyś trzej bracia. Dwaj starsi uwielbiali liczyć pieniądze, chociaż prawie ich nie mieli. Najmłodszy, którego w rodzinie nazywano Bucikiem, wolał słuchać ludzi i dostrzegać to, co umykało innym.
Pewnego dnia wydarzył się cud: każdy z braci mógł wypowiedzieć jedno życzenie.
Najstarszy nie zastanawiał się długo.
— Chcę, żeby za każdym razem, gdy wsunę rękę do kieszeni, były w niej pieniądze!
Drugi zawołał:
— Ja chcę tego samego!
Bucik się zamyślił.
— A ja chcę, żeby ludzie widzieli nie mój strój ani majątek, lecz serce, z jakim do nich przychodzę. Jeśli odnoszę się do nich dobrze, niech również zapragną odpowiedzieć dobrem.
Starsi bracia się roześmiali.
— Też nam życzenie! Za dobroć nic nie kupisz.
Wsunęli ręce do kieszeni i rzeczywiście wyciągnęli srebrne monety. Potem zrobili to ponownie i znów mieli monety.
— Widzisz? — powiedział najstarszy. — To jest prawdziwe życzenie.
Niebawem bracia ruszyli w świat. Starsi kupili piękny wóz, nowe ubrania i oznajmili, że wyglądają teraz jak wielcy panowie. Najmłodszemu kazali stać z tyłu przy bagażach i przy obcych nazywać ich dostojnymi podróżnikami.
Bucikowi się to nie podobało, ale nie chciał kłócić się przez całą drogę.
Pod wieczór zatrzymali się przy gospodzie. Starsi zamówili najlepszą kolację, a najmłodszego zostawili na dworze przy rzeczach.
Gospodyni zobaczyła go przez okno.
— Dlaczego siedzisz tu sam? — zapytała, wychodząc na podwórze.
— Tak postanowili moi bracia — odpowiedział Bucik. — Proszę się nie martwić. Mam kawałek chleba.
Mówił bez gniewu, a do tego pomógł jej podnieść upuszczony kosz.
Kobieta pomyślała: „Ma stary płaszcz, ale dobre serce”.
— Weź to — powiedziała i podarowała mu małe nożyczki. — Wystarczy nimi kłapnąć w powietrzu, a wykroją wszystko, czego potrzeba na ubranie.
Bucik podziękował i schował podarunek.
Następnego dnia bracia dotarli do drugiej gospody. Starsi znów weszli do środka, a najmłodszego zostawili przy wozie.
Bucik pomógł tam gospodarzom wnieść worki, napoił zmęczonego konia i naprawił drewnianą zabawkę dziecka.
— Umiesz zrobić coś miłego, nie pytając, co za to dostaniesz — powiedziała gospodyni. — Weź czarodziejski obrus. Rozłożysz go, a pojawi się na nim dobre jedzenie dla głodnych.
W trzeciej gospodzie dostał mały srebrny kranik.
— Przekręcisz go — wyjaśnił gospodarz — a popłynie odpowiedni napój: woda, mleko, sok z jagód, sok jabłkowy albo ciepły kompot z miodem.
— Ależ podarunki — dziwił się Bucik. — Przecież o nic nie prosiłem.
— Może właśnie dlatego je otrzymałeś — odpowiedział gospodarz.
Wreszcie bracia przybyli do królewskiego pałacu. Starsi przedstawili się jako dostojni podróżnicy, błysnęli złotymi guzikami i zaczęli wyciągać monety z kieszeni. Natychmiast otrzymali piękne pokoje.
Bucika w prostym ubraniu straż uznała za biednego wędrowca i odwiozła na niedużą pobliską wyspę. Wysyłano tam wówczas ludzi, których nie chciano oglądać na wystawnych uroczystościach: bezdomnych, żebraków i podróżnych bez pieniędzy.
Bucik się rozejrzał. Ktoś siedział w dziurawej koszuli. Ktoś dzielił ostatnią skórkę chleba. Przy starym pomoście marzły dzieci.
— No cóż — powiedział. — Teraz wiem, po co dostałem te rzeczy.
Ciach, ciach! — ruszyły czarodziejskie nożyczki.
Z powietrza opadały ciepłe koszule, spodnie, suknie, płaszcze, czapki i rękawiczki.
Potem Bucik rozłożył obrus.
Pojawiły się na nim gorący chleb, zupa jarzynowa, pieczone jabłka, kasza z jagodami i cała góra bułeczek z nadzieniem.
— A teraz coś do picia! — powiedział i przekręcił srebrny kranik.
Dla dzieci popłynął słodki napój z jagód, dla jednych chłodna woda, dla starszych ciepły kompot.
Wyspa, jeszcze przed chwilą ponura i milcząca, nagle wypełniła się śmiechem i rozmowami.
Następnego ranka pałacowa służba przywiozła zwykłe skromne śniadanie i ogromnie się zdziwiła. Mieszkańcy wyspy byli najedzeni, schludnie ubrani i nawet dzielili się jedzeniem.
Wieść szybko dotarła do królewskiej córki.
— Kto to zrobił? — zapytała.
— Ten chłopak w starym płaszczu, którego wczoraj odwieziono na wyspę.
Królewna kazała zaprosić Bucika do pałacu.
— Podobno masz czarodziejskie nożyczki — powiedziała.
— Mam.
— Sprzedasz je?
— Nie. Ale mogę pokazać, jak ich używać.
Kłapnął nożyczkami i na stole pojawił się kawałek ciepłego niebieskiego sukna.
Królewna wyciągnęła rękę do tkaniny, lecz Bucik powiedział:
— Najlepsze w tych nożyczkach nie jest to, że tworzą piękne ubrania. Najlepsze jest to, że nikt nie musi marznąć, skoro możemy pomóc.
Królewna się zamyśliła.
Nazajutrz poprosiła o pokazanie czarodziejskiego obrusa. Następnego dnia srebrnego kranika.
Bucik nie sprzedał żadnego z prezentów. Zamiast tego zaproponował:
— Pozwólcie ludziom z wyspy przychodzić do miasta do pracy, uczyć się rzemiosła i siadać przy wspólnym stole. Wtedy moje rzeczy naprawdę się przydadzą.
Królewna się zgodziła. Wkrótce na miejscu smutnego obozowiska powstał niewielki gościniec. Podróżni mogli tam odpocząć, zjeść, znaleźć pracę lub poprosić o pomoc.
Królewna często przychodziła osobiście. Rozmawiała z Bucikiem, widziała, jak słucha ludzi i nigdy nie przechwala się swoimi czarami.
Bucik zaś zauważył, że potrafi ona nie tylko rozkazywać, lecz także zmienić decyzję, kiedy zrozumie, że była niesprawiedliwa.
Tak zostali przyjaciółmi. Później, gdy oboje uznali, że chcą nadal być razem, postanowili się pobrać. Nie z powodu czarów ani bogactwa, lecz dlatego, że nauczyli się wzajemnego szacunku.
Tymczasem starsi bracia wciąż wyciągali monety z kieszeni. Kupowali kosztowne rzeczy, przechwalali się przed gośćmi i niemal zapomnieli, po co w ogóle wyruszyli w drogę.
Kiedy w pałacu odkryto, że wcale nie są wielkimi panami, za których się podawali, obaj ogromnie się zawstydzili.
Bucik ich nie ukarał.
— Pieniądze w waszych kieszeniach zostaną — powiedział. — Ale spróbujcie zrobić z nimi coś, za co podziękują wam zwykli ludzie, nie tylko krawcy i sprzedawcy.
Starsi bracia po raz pierwszy umilkli.
Potem najstarszy kupił narzędzia do warsztatu. Drugi pomógł naprawić most na wyspę. Z czasem obaj nauczyli się pracować także dla innych.
Pewnego wieczoru trzej bracia siedzieli razem przy ogniu.
— Czyje życzenie było więc najlepsze? — uśmiechnął się Bucik.
Najstarszy brzęknął monetą w kieszeni.
— Kiedyś powiedziałbym, że moje.
Drugi pokręcił głową.
— A teraz myślę, że monety przydają się tylko wtedy, gdy wiesz, co z nimi zrobić.
Bucik spojrzał na czarodziejskie nożyczki, złożony obrus i mały srebrny kranik.
— Ja myślę, że najlepsze życzenie to takie, po którym dobrze jest nie tylko tobie.
Tym razem bracia się z nim nie spierali.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
