Okładka: Najmłodszy z trzech

Armenia

Najmłodszy z trzech

Dawno temu w dalekiej górskiej krainie żył król, który miał trzech synów. Starsi uważali się już za doświadczonych wojowników, a najmłodszego wszyscy wciąż nazywali chłopcem, choć dawno wyrósł i miał bystre oko, dobre serce oraz niezwykłą c

Kraj
Armenia
Wiek
6–10 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Najmłodszy z trzech

Dawno temu w dalekiej górskiej krainie żył król, który miał trzech synów. Starsi uważali się już za doświadczonych wojowników, a najmłodszego wszyscy wciąż nazywali chłopcem, choć dawno wyrósł i miał bystre oko, dobre serce oraz niezwykłą cierpliwość.

Pewnego roku król ciężko zachorował. Do pałacu przychodzili lekarze, uzdrowiciele i mędrcy, ale nikt nie potrafił przywrócić mu sił.

Wreszcie przybył stary lekarz. Długo milczał przy królewskim łożu, po czym powiedział:

— Jest jedna nadzieja. W odległym ogrodzie rośnie drzewo, na którym raz do roku dojrzewa Jabłko Życia. Kto go skosztuje, odzyskuje siły.

— Ale tego ogrodu strzegą olbrzymy — westchnął król. — Podobno zabierają jabłko tej samej nocy, kiedy dojrzeje.

Najstarszy syn natychmiast wystąpił naprzód.

— Ja pojadę.

Dotarł do dalekiego ogrodu, usiadł pod drzewem i postanowił nie spuszczać go z oczu. Lecz w nocy ogarnęła go taka senność, że przespał aż do rana. Kiedy się obudził, gałąź była już pusta.

Następnego roku pojechał średni brat. Spotkało go dokładnie to samo.

Trzeciego roku najmłodszy syn powiedział:

— Ojcze, teraz pozwól mi spróbować.

Król pokręcił głową.

— Twoi bracia są silniejsi i bardziej doświadczeni. Obaj wrócili z niczym.

— Może potrzeba tu nie tylko siły — odpowiedział młodzieniec. — Chcę spróbować.

Król wreszcie się zgodził.

Najmłodszy dotarł do czarodziejskiego ogrodu właśnie wtedy, gdy jabłko zaczynało napełniać się złotawym światłem. Nocą jego również otuliła ciężka senność. Wyjął więc z torby garść kwaśnych jagód, roztarł je między dłońmi, wciągnął ostry zapach i zaczął chodzić wokół drzewa. Liczył kroki i cicho podśpiewywał, by nie zasnąć.

O północy rozległ się grzmot. Zza wzgórza wyszedł olbrzym i wyciągnął rękę ku drzewu.

— Stój! — zawołał młodzieniec.

Olbrzym się zdziwił: dotąd każdy, kogo tu spotykał, spał.

Młodzieniec wypuścił strzałę nie w niego, lecz w ziemię tuż przed jego stopami. Olbrzym odskoczył, potknął się o korzeń i rozgniewany, a zarazem przestraszony, uciekł w ciemność.

Młodzieniec zerwał Jabłko Życia i przywiózł je ojcu. Gdy tylko król zjadł kilka kawałków, jego policzki poróżowiały, oczy odzyskały blask, a po paru dniach sam wyszedł do ogrodu.

Wszyscy się radowali, lecz najmłodszy nie zapomniał o olbrzymie.

— Nie chcę się mścić — powiedział braciom. — Chcę jednak się dowiedzieć, dlaczego ukrywa się pod ziemią i skąd czerpie siłę.

Bracia zgodzili się z nim pojechać.

Ślady zaprowadziły ich do głębokiego wąwozu. Otwierała się w nim ciemna przepaść, z której płynęło ciepłe powietrze.

Najstarszy brat spróbował zjechać w dół na linie, lecz po kilku minutach krzyknął:

— Wyciągajcie mnie! Tam jest strasznie!

Średni wytrzymał trochę dłużej, ale również wrócił.

Wtedy najmłodszy obwiązał się liną.

— Opuszczajcie mnie, nawet jeśli zacznę się bać. Wyciągnijcie mnie dopiero wtedy, gdy szarpnę liną trzy razy.

Na dole znalazł się w niezwykłej podziemnej krainie. Stały tam trzy kamienne pałace. Przy pierwszym siedziała dziewczyna i szyła srebrną igłą, a obok, w złotej misie, biegały czarodziejskie złote kot i myszka.

— Jak się tu dostałeś? — zdziwiła się. — Ten pałac należy do olbrzyma. Trzyma mnie tutaj i nie pozwala wrócić do domu.

— W takim razie odejdźmy stąd razem.

Młodzieniec nie budził olbrzyma, by stoczyć z nim pojedynek. Znalazł klucze, otworzył zamknięte drzwi i wyprowadził dziewczynę. Olbrzym obudził się zbyt późno: drzwi zatrzasnęły się za nim na czarodziejską zasuwę.

W drugim pałacu młodzieniec uwolnił kolejną dziewczynę. Tam w złotej misie bawiły się złota kurka i łasica.

W trzecim pałacu spotkał najmłodszą siostrę. Przed nią ścigały się złoty chart i złoty lis.

— To ty przegoniłeś olbrzyma od Jabłka Życia — powiedziała na jego widok. — Wrócił tu wściekły i kazał zamknąć wszystkie wyjścia.

Młodzieniec uwolnił również ją. W stajni znaleźli trzy niezwykłe konie: czarnego, czerwonego i białego. Dziewczyna dała mu po jednym włosie z grzywy każdego z nich.

— Strzeż ich — powiedziała. — Gdy znajdziesz się w wielkiej biedzie, wrzuć włos do ognia i zawołaj konia.

Kiedy wrócili do liny, młodzieniec najpierw wysłał w górę najstarszą dziewczynę, potem średnią, a na końcu najmłodszą.

Zanim ją wyciągnięto, szepnęła:

— Boję się, że twoi bracia będą ci zazdrościć i nie opuszczą liny ponownie.

— To moi bracia — odpowiedział. — Muszę im ufać.

Niestety dziewczyna miała rację.

Gdy starsi bracia zobaczyli trzy uwolnione siostry i dowiedzieli się, że najmłodsza wybrała ich młodszego brata, poczuli urazę.

— Wszystko, co najlepsze, zawsze dla niego! — burknął jeden.

Odeszli, nie opuszczając liny.

Młodzieniec długo siedział w ciemności. Potem przypomniał sobie radę dziewczyny o czarodziejskich baranach, które miały pojawić się pewnej nocy i pomóc odnaleźć drogę na górę. W zdenerwowaniu pomylił jednak kolejność i zamiast do świata ludzi trafił do Krainy Ciemności.

Przyjęła go tam samotna staruszka.

— Bądź mi synem — powiedziała. — A ja będę ci matką, dopóki nie znajdziesz drogi do domu.

Młodzieniec poprosił o wodę.

Staruszka smutno pokręciła głową.

— Z wodą mamy kłopot. Wielki wąż zagrodził źródło i nikogo do niego nie dopuszcza.

Młodzieniec poszedł do źródła. Wąż leżał w poprzek kamiennego przejścia i gniewnie syczał.

— Dlaczego zatrzymujesz wodę tylko dla siebie? — zapytał młodzieniec.

— Bo mogę — odparł wąż.

Wtedy młodzieniec wyciągnął Miecz Błyskawicy, znaleziony w podziemnym pałacu, i uderzył nim o skałę. Rozbłysk oświetlił wąwóz tak jasno, że wąż się przestraszył i wpełzł do swojej jaskini. Młodzieniec zastawił wejście wielkimi kamieniami, a woda znów popłynęła do ludzi.

Tego dnia wszyscy w Krainie Ciemności po raz pierwszy od dawna napili się do woli.

Sama kraina pozostawała jednak pogrążona w mroku. Staruszka opowiedziała, że wysoko na górze mieszka ogromna orlica. Straciła kilka lęgów i sądząc, że winni są ludzie, zasłoniła skrzydłami drogę słonecznemu światłu.

Młodzieniec wspiął się do jej gniazda i zobaczył innego węża skradającego się do piskląt. Odpędził go Mieczem Błyskawicy.

Kiedy orlica przyleciała, pisklęta zaćwierkały:

— Nie gniewaj się! Ten człowiek nas uratował!

Orlica pochyliła głowę.

— Poproś o nagrodę.

— Zanieś mnie do górnego świata.

— To daleka droga, lecz zrobię to.

Młodzieniec pożegnał się ze staruszką, podziękował jej za dobroć i usiadł na grzbiecie orlicy. Lecieli przez ciemność bardzo, bardzo długo, aż w oddali pojawiła się wąska złota smuga.

Gdy orlica wyniosła go do świata ludzi, słońce po raz pierwszy przedarło się także do dolnej krainy.

Młodzieniec wrócił do miasta ojca, ale nie poszedł od razu do pałacu. Chciał najpierw dowiedzieć się, co zaszło podczas jego nieobecności.

Usłyszał, że starsi bracia podają się za wybawców trzech dziewcząt. Przygotowywali wielką uroczystość, lecz najmłodsza dziewczyna odwlekała zaręczyny.

— Zgodzę się na świętowanie dopiero wtedy — powiedziała — gdy przyniesiecie mi złotego kota i myszkę, bawiących się w złotej misie.

Nikt nie potrafił spełnić tego życzenia.

Młodzieniec najął się na pomocnika u miejscowego złotnika. Nocą wrzucił do ognia włos czarnego konia. Koń pojawił się wraz z czarodziejską misą, w której biegały złoty kot i myszka.

Następnego dnia dziewczyna poprosiła o złotą kurkę i łasicę. Młodzieniec przywołał czerwonego konia.

Trzeciego dnia zapragnęła złotego charta i lisa. Przybył biały koń.

Wtedy zrozumiała, że jej prawdziwy wybawca wrócił.

Na placu zebrał się cały dwór. Młodzieniec wystąpił naprzód już bez przebrania.

Starsi bracia pobledli.

— Sami opowiedzcie prawdę — powiedział najmłodszy. — Nie życzę wam źle. Ale cudzy dobry uczynek nie staje się waszym tylko dlatego, że go sobie przywłaszczyliście.

Bracia milczeli, a potem przyznali się do zazdrości i poprosili o wybaczenie.

Król długo patrzył na synów.

— Siła bez honoru nic nie znaczy — powiedział. — A prawdziwa odwaga polega nie na pokonywaniu wrogów, lecz na tym, by nie stać się do nich podobnym.

Starsi bracia stracili prawo do chwalenia się cudzymi czynami, lecz pozostali w rodzinie i z czasem zasłużyli na zaufanie własnym postępowaniem.

Najmłodszy książę poślubił dziewczynę, którą pokochał w podziemnym pałacu. Jej siostry także same wybrały swój los.

A trzy czarodziejskie konie jeszcze długo przybywały na wezwanie, gdy ktoś w królestwie potrzebował szybkiej pomocy.

Powiadają, że odtąd w tamtym kraju opowiada się dzieciom, iż najmłodszy nie zawsze jest najsłabszy, starszy nie zawsze najmądrzejszy, a droga w górę czasami zaczyna się właśnie tam, gdzie wydaje się, że nie ma już żadnej drogi.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨