Okładka: Nierówny wyścig, czyli skąd karabao ma rozdzielone kopyta

Filipiny

Nierówny wyścig, czyli skąd karabao ma rozdzielone kopyta

Kiedy leśne ścieżki nie miały jeszcze nazw, a zwierzęta potrafiły długo ze sobą rozmawiać, na drodze spotkali się karabao i żółw.

Kraj
Filipiny
Wiek
5–9 lat
Czas czytania
6 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Nierówny wyścig, czyli skąd karabao ma rozdzielone kopyta

Kiedy leśne ścieżki nie miały jeszcze nazw, a zwierzęta potrafiły długo ze sobą rozmawiać, na drodze spotkali się karabao i żółw.

Karabao był wielki, silny i dostojny. Szerokie rogi lśniły w słońcu, a ciężkie kopyta stąpały tak pewnie, że suche liście rozlatywały się na boki.

Żółw był zupełnie inny. Mały i powolny, za to pomysłowy. Nigdzie się nie spieszył i zawsze znajdował sposób, by dotrzeć do celu.

Tego dnia szli jedną ścieżką i wdali się w rozmowę.

— Piękny poranek — powiedział żółw. — Może będziemy wędrować razem? W dwójkę przyjemniej szukać jedzenia, a droga wydaje się krótsza.

Karabao prychnął.

— Razem? Ty ze mną? — roześmiał się. — Zanim doczołgasz się na sąsiednie wzgórze, ja siedem razy obiegnę las! Znajdź sobie równie powolnego towarzysza.

Żółwiowi zrobiło się przykro. Nie lubił, gdy oceniano kogoś tylko według siły lub szybkości.

— Długie nogi nie o wszystkim decydują — odparł spokojnie.

— Naprawdę? — Karabao znów się zaśmiał. — Co zatem proponujesz?

— Wyścig.

Karabao aż stanął.

— Wyścig? Z tobą?

— Właśnie tak. Przez siedem wzgórz.

Z początku karabao odmawiał. Ściganie się z żółwiem wydawało mu się śmieszne. Żółw jednak go zaczepił:

— Skoro jesteś tak pewien swojej szybkości, czego się obawiasz?

Karabao zmarszczył brwi.

— Dobrze! Za trzy dni. Cały las zobaczy wtedy, kto jest najszybszy.

— Umowa stoi — odrzekł żółw.

Karabao odszedł zadowolony. Zwycięstwo miał już we własnym przekonaniu w kieszeni.

Żółw zaś się zamyślił.

Wiedział, że uczciwie nie wyprzedzi karabao. Przyszedł mu więc do głowy podstęp. Odszukał siedmiu bardzo podobnych do siebie znajomych i opowiedział o wyścigu.

— Karabao wyśmiewa wszystkich słabszych i wolniejszych — powiedział. — Pomóżcie dać mu nauczkę.

Zgodzili się. Każdy żółw miał czekać na swoim wzgórzu. Kiedy karabao będzie się zbliżał, miał wysunąć głowę i zawołać:

— Już tu jestem!

Nadszedł dzień wyścigu.

Rano na pierwszym wzgórzu spotkali się karabao i żółw.

— Gotowy na przegraną? — zapytał wesoło karabao.

— Zobaczymy — odparł żółw.

Rozległ się sygnał.

Karabao pomknął przed siebie. Ziemia dudniła pod jego kopytami. Biegł tak szybko, że nawet się nie obejrzał.

„Biedny żółw — myślał. — Pewnie wciąż siedzi na starcie”.

Lecz kiedy wbiegł na drugie wzgórze, z trawy przed nim wyjrzała żółwia głowa.

— Już tu jestem! — rozległo się wesołe wołanie.

Karabao omal nie potknął się ze zdumienia.

— Jak to?!

Pognał jeszcze szybciej.

Na trzecim wzgórzu znów usłyszał:

— Już tu jestem!

Na czwartym to samo.

— Już tu jestem!

Na piątym sapał tak głośno, że ptaki zrywały się z gałęzi.

— Już tu jestem!

Na szóstym nie miał już siły się dziwić.

Na siódmym ostatni żółw spokojnie czekał pod wielkim liściem.

Kiedy ciężko dyszący karabao dotarł na szczyt, żółw wysunął głowę i powiedział:

— Już tu jestem. A więc wygrałem.

Karabao nie wierzył własnym oczom.

Był zmęczony, zdezorientowany i strasznie zły. Zamiast przystanąć i pomyśleć, tupnął obok żółwia tak mocno, że uderzył kopytem w twardą skorupę.

Żółw schował się do środka i nic mu się nie stało. Karabao poczuł jednak ostry ból: jego kopyto pękło pośrodku i rozdzieliło się na dwie części.

Odskoczył i wreszcie umilkł.

Żółw ostrożnie wyjrzał spod skorupy.

— Widzisz — powiedział cicho — siła nie daje prawa do poniżania innych. Ale i ja nie postąpiłem uczciwie. Wygrałem podstępem.

Karabao spuścił głowę.

Wstydził się drwin i wybuchu gniewu.

— Nie powinienem był cię wyśmiewać — przyznał. — Ani złościć się z powodu porażki.

— A ja nie powinienem udawać, że sam wyprzedziłem cię na wszystkich siedmiu wzgórzach — odpowiedział żółw.

Obaj zrozumieli, że w sporze każdy może popełnić błąd: jeden z pychy, drugi z pragnienia, by za wszelką cenę dowieść własnej racji.

Od tamtej pory, opowiada stara filipińska baśń, kopyta karabao pozostają rozdzielone. Przypominają, żeby przed drwiną, podstępem czy gniewnym tupnięciem zatrzymać się i pomyśleć.

Prawdziwa siła nie zaczyna się od wielkich rogów ani szybkich nóg.

Zaczyna się od szacunku.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨