Okładka: Ogrodnik i mały ptaszek

Iran

Ogrodnik i mały ptaszek

W dawnym mieście Balch znajdował się wielki ogród. Wiosną pachniał kwiatami, latem dawał chłodny cień, a jesienią gałęzie drzew uginały się pod ciężarem dojrzałych owoców.

Kraj
Iran
Wiek
5–9 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Ogrodnik i mały ptaszek

W dawnym mieście Balch znajdował się wielki ogród. Wiosną pachniał kwiatami, latem dawał chłodny cień, a jesienią gałęzie drzew uginały się pod ciężarem dojrzałych owoców.

Ogród miał troskliwego ogrodnika. Człowiek ten znał każde drzewo, pamiętał, gdzie najwcześniej dojrzewają morele, gdzie jabłka są najsłodsze i gdzie ptaki najchętniej kryją się przed południowym słońcem.

Pewnego ranka ogrodnik zauważył coś dziwnego.

Pod jednym z drzew leżało mnóstwo owoców. Niektóre były jeszcze całkiem dobre, lecz ktoś strącał je z gałęzi jeden po drugim.

— Kto to robi? — zdziwił się ogrodnik.

Ukrył się za krzakami i wkrótce zobaczył małego ptaszka. Ptaszek siadał na gałęzi, dziobał szypułkę i owoc spadał na ziemię.

— A więc to ty niszczysz plony! — wykrzyknął ogrodnik.

Następnego dnia rozstawił lekką siatkę. Ptaszek znów przyleciał, zaczepił skrzydełkiem i nie zdołał od razu się wydostać.

Ogrodnik ostrożnie wziął go w dłonie.

— Co mam z tobą zrobić? — zapytał. — Jeśli cię wypuszczę, znowu zaczniesz strącać owoce.

— Najpierw mnie wysłuchaj — poprosił ptaszek. — Nie robiłem tego bez powodu.

Ogrodnik uniósł brwi.

— A jaki miałeś powód?

— Wczoraj słyszałem rozmowę dudka ze słowikiem — powiedział ptaszek. — Dudek wracał z dalekich stron i ostrzegał, że w tym roku z niektórymi owocami trzeba uważać. Pomyślałem, że lepiej strącić te podejrzane, niż zostawić je ludziom.

Ogrodnik się zamyślił.

W dawnych opowieściach dudek uchodził za ptaka, który wiele podróżuje i przynosi wieści z odległych krain. Dlatego słowa małego ptaszka zabrzmiały wiarygodnie.

— Może rzeczywiście chciałeś pomóc — powiedział ogrodnik. — Ale skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?

Ptaszek przechylił głowę.

— To bardzo dobre pytanie. Jeśli mnie wypuścisz, podaruję ci trzy rady. Mogą przydać się bardziej niż cały kosz owoców.

Ogrodnik się uśmiechnął.

— Trzy rady od ptaszka?

— Dlaczego nie? — odpowiedział ptaszek. — Mądra myśl nie staje się mniej mądra przez to, że wypowiedział ją ktoś mały.

Ta odpowiedź spodobała się ogrodnikowi.

Otworzył dłonie, a ptaszek przefrunął na niską gałąź.

— Słucham — powiedział.

— Pierwsza rada: nie wierz każdemu słowu tylko dlatego, że ktoś wypowiada je z wielką pewnością.

Ogrodnik skinął głową.

— Rozsądnie.

— Druga: jeśli ktoś opowiada o czymś wyraźnie niemożliwym, najpierw się zastanów, a dopiero potem dziw.

— To też słuszne.

— Trzecia: kiedy coś już się wydarzyło i nie można tego cofnąć, nie dręcz się bez końca żalem. Lepiej wyciągnij wniosek i idź dalej.

Ogrodnik powtórzył trzy rady, żeby je zapamiętać.

— Nie wierz bez zastanowienia. Nie uznawaj niemożliwego za prawdę. Nie trać sił na to, czego nie da się zmienić.

— Właśnie tak — powiedział ptaszek.

Przefrunął trochę wyżej.

A potem jego oczy błysnęły wesoło.

— Szkoda tylko, że mnie wypuściłeś.

— Dlaczego? — zaniepokoił się ogrodnik.

— Bo w moim wnętrzu ukryty jest ogromny klejnot, większy od kaczego jaja. Gdybyś o tym wiedział, zostałbyś najbogatszym ogrodnikiem w całym Balchu!

Ogrodnik aż podskoczył.

— Klejnot? W tobie?

Ptaszek usiadł jeszcze wyżej.

— Oczywiście. Wielki, lśniący, cudowny.

Ogrodnik wyciągnął ręce ku gałęzi.

— Wróć! Ja tylko popatrzę!

Ptaszek odfrunął na wierzchołek drzewa.

— A moje trzy rady?

Ogrodnik znieruchomiał.

— Co takiego?

— Zapomniałeś je szybciej, niż zdążyłem dolecieć do najwyższej gałęzi.

Ogrodnik zmarszczył brwi.

— Jak to?

— Zacznijmy od drugiej rady — powiedział ptaszek. — Spójrz na mnie. Jestem mniejszy od kaczego jaja. Jak może się we mnie zmieścić klejnot większy od kaczego jaja?

Ogrodnik przyjrzał mu się uważniej i podrapał w głowę.

— Nie może.

— A więc uwierzyłeś w rzecz niemożliwą tylko dlatego, że powiedziałem o niej z wielką pewnością.

— Chyba tak.

— A teraz trzecia rada. Przed chwilą pomyślałeś, że straciłeś ogromny skarb, i już zacząłeś żałować, że mnie wypuściłeś. Choć w rzeczywistości żadnego skarbu nie było.

Ogrodnik się roześmiał.

— Dobrze. Tu mnie przyłapałeś.

— I pierwsza rada także się przydała — dodał ptaszek. — Nie należy wierzyć każdemu słowu tylko dlatego, że brzmi przekonująco. Nawet jeśli wypowiada je mały ptaszek.

Ogrodnik usiadł pod drzewem i jeszcze raz powtórzył rady.

Teraz naprawdę je zrozumiał.

— A historia o dudku i niebezpiecznych owocach? — zapytał. — Była prawdziwa?

Ptaszek figlarnie przechylił głowę.

— A jak myślisz?

Ogrodnik spojrzał na owoce pod drzewem, a potem na ptaszka.

— Myślę, że powinienem sam wszystko sprawdzić.

— Teraz już na pewno się nauczyłeś — zaćwierkał wesoło ptaszek.

Ogrodnik nie rozgniewał się. Zebrał owoce, dokładnie je obejrzał i odtąd jeszcze uważniej doglądał ogrodu.

A ptaszek od czasu do czasu przylatywał na znajome drzewo. Nie strącał już owoców bez potrzeby, a ogrodnik przestał tak szybko wierzyć dziwnym słowom.

Gdy ktoś opowiadał mu niewiarygodną historię, uśmiechał się i mówił:

— Najpierw zastanówmy się, czy to możliwe.

Mądry umysł nie musi bowiem znać odpowiedzi na wszystko.

Ważne, żeby potrafił w porę zadać pytanie.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨