Okładka: Oni w podróży

Holandia

Oni w podróży

Powiadają, że w starych japońskich opowieściach żyją oni — niezwykłe baśniowe istoty, które lubią hałas, niespodziewane psoty i miejsca, gdzie wcale nie powinno ich być.

Kraj
Holandia
Wiek
6–10 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Oni w podróży

Powiadają, że w starych japońskich opowieściach żyją oni — niezwykłe baśniowe istoty, które lubią hałas, niespodziewane psoty i miejsca, gdzie wcale nie powinno ich być.

Jeśli w kuchni pokrywka zabrzęczała sama z siebie, ktoś mógł powiedzieć z uśmiechem:

— Pewnie przebiegł tędy oni.

Jeśli w spiżarni spadło pudełko, choć nikt go nie dotknął:

— To chyba oni płata figle.

Oczywiście czasem pudełko po prostu krzywo stało. Ale baśń to baśń, więc pewnego razu młody oni naprawdę wślizgnął się tam, gdzie nikt go nie zapraszał.

Zdarzyło się to w portowym mieście. W wielkim magazynie pakowano rzeczy na daleką morską podróż: lakowane szkatułki, porcelanowe filiżanki, jedwabne tkaniny, herbatę, wachlarze i inne kunsztownie wykonane przedmioty.

Oni zajrzał przez drzwi.

— Gdyby tak spojrzeć tylko jednym okiem — szepnął.

Potem zrobił krok.

— Gdyby tak obejść tylko jedno pudełko.

Po chwili przymierzał już jedwabny pas, obracał się przed wypolerowaną tacą i przeskakiwał przez pakunki.

— Tylko cichutko — przykazał sam sobie.

Dzyń!

Jedna filiżanka się zachwiała, ale oni zdążył chwycić ją obiema rękami.

— Widzisz? Cichutko.

Wtem przy drzwiach zadzwoniły klucze.

Oni zamarł.

Nie było gdzie się schować. Rzucił się do dużej szafki, wysunął dolną szufladę, wskoczył do środka i zamknął ją za sobą.

Po chwili przyszli pracownicy. Obejrzeli bałagan, pokręcili głowami, starannie wszystko ułożyli i zaczęli pakować.

Razem z innymi rzeczami zapakowali szafkę.

Razem z szafką — sennego oni.

A razem z nim cały ładunek trafił na niderlandzki statek, który wyruszał przez morze do Rotterdamu.

Przez pierwsze dni oni prawie bez przerwy spał. Potem się obudził i odkrył, że podłoga pod nim się kołysze.

— Trzęsienie ziemi? — wyszeptał.

Bum!

Fala uderzyła w burtę.

— Bardzo długie trzęsienie ziemi.

Statek płynął przez wiele dni. Oni słyszał kroki marynarzy, skrzypienie drewna, plusk wody i krzyki mew, lecz bał się wystawić nos. Dopiero nocą wychodził z szuflady, znajdował trochę ryżu wśród zapasów, pił wodę i znów się chował.

Wreszcie statek dotarł do Niderlandów. Skrzynie przewieziono do wielkiego domu, gdzie przedmioty przywiezione ze Wschodu mieli obejrzeć książę i księżna.

Kiedy otwarto szafkę, oni właśnie kichnął.

— Apsik!

Służący odskoczył.

Oni także odskoczył.

Przez kilka sekund patrzyli na siebie.

Potem obaj wrzasnęli.

— Aaaa!

— Aaaaa!

Oni pomknął korytarzem.

Za nim pobiegł służący.

Na hałas wybiegła kucharka.

— Co się stało?

— Nie wiem! To coś biega!

Oni śmignął pod stół, wyskoczył z drugiej strony, potrącił łyżkę, a ta zakręciła się na podłodze.

Kucharka zobaczyła rogatą głowę i uznała, że do domu wbiegło jakieś nieznane zwierzę.

— Tutaj! — zawołała ogrodnika.

Tymczasem oni zauważył ciemny otwór w ścianie.

„O, doskonała kryjówka!” — pomyślał i wcisnął się do środka.

Był to przewód kominowy nad kominkiem.

Po kilku sekundach oni wypadł stamtąd czarny od sadzy, kaszląc i kichając.

— Nigdy więcej nie wejdę do ciemnej dziury! — obiecał.

Nikt jednak nie rozumiał jego słów.

Służba zaczęła się spierać:

— Powiedział coś po niemiecku!

— Nie, po francusku!

— A mnie się zdawało, że po angielsku!

Księżna usłyszała wrzawę i przyszła osobiście.

— Dość zgadywania — powiedziała. — Po prostu nie znacie jego języka.

Poleciła wszystkim się odsunąć i nie straszyć gościa.

Oni, zmęczony już bieganiem, usiadł na podłodze i smutno westchnął.

— Chyba przybył razem z ładunkiem — domyśliła się księżna. — Trzeba znaleźć kogoś ze statku, kto był w Japonii.

Wkrótce przyprowadzono marynarza, który znał kilka japońskich słów i pamiętał dawne opowieści o oni. Na widok małego podróżnika roześmiał się.

— Wygląda na to, że nie macie tutaj potwora, tylko pasażera na gapę.

Oni usłyszał znajome słowa i omal nie podskoczył z radości.

W ten sposób wszyscy wreszcie zrozumieli, co się wydarzyło.

Nakarmiono go zwyczajną ciepłą kaszą, dano mu wodę i na kilka dni oddano do dyspozycji spokojną izdebkę. Podczas tego pobytu po raz pierwszy zobaczył drewniane chodaki, wiatraki i dachy z długimi rynnami odprowadzającymi deszcz.

Najbardziej zaciekawiły go rzygacze na końcach rynien.

— Woda płynie prosto z dachu! — powiedział z zachwytem marynarzowi.

W mieście mieszkał rzemieślnik, który robił ozdobne wyloty takich rynien. Zobaczywszy oni, poprosił o pozwolenie narysowania jego zabawnej buzi.

— Jeśli zrobię rzygacz z taką twarzą, deszcz będzie wylewał się prosto z ust. Podczas ulewy dzieci będą miały z czego się śmiać.

Oni dumnie się wyprostował.

— Tylko narysuj rogi równo.

Mistrz tak właśnie zrobił. Wkrótce na jednym dachu pojawiła się dziwna rogata twarz, z której podczas deszczu wesoło ciurkała woda.

Ludziom się spodobała. Potem pojawiła się druga, trzecia i dziesiąta.

Sam oni doczekał się statku wracającego na wschód. Tym razem nie podróżował w szufladzie. Znaleziono mu suche miejsce przy ładunku i surowo uprzedzono:

— Niczego nie przestawiać.

— A jeśli tylko odrobinkę?

— Niczego.

— Nawet filiżanki?

— Nawet filiżanki.

Oni westchnął.

— Surowe macie zasady tych morskich podróży.

Kiedy wrócił do domu, przyjaciele nie uwierzyli w jego opowieść.

— Mówisz, że tam ludzie noszą drewniane buty?

— Tak.

— A na dachach mieszkają kamienne oni?

— Nie mieszkają. Pracują. Odprowadzają deszczówkę.

— I są podobne do ciebie?

Oni z dumą skinął głową.

Od tej pory, kiedy gdzieś w dalekim niderlandzkim mieście deszcz ciurkał z rogatego kamiennego rzygacza, można było sobie wyobrazić, że to stary podróżnik oni śmieje się ze swojej najdziwniejszej przygody.

I pewnie myśli, że czasami wystarczy raz wejść do niewłaściwej szuflady, żeby zobaczyć pół świata.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨