Okładka: Pałac do góry nogami

Izrael

Pałac do góry nogami

Dawno, dawno temu Abraham i Sara wyruszyli w daleką podróż do Egiptu.

Kraj
Izrael
Wiek
6–10 lat
Czas czytania
9 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Pałac do góry nogami

Dawno, dawno temu Abraham i Sara wyruszyli w daleką podróż do Egiptu. Droga była długa. W dzień nad ziemią drżało gorące powietrze, wieczorem niebo stawało się fioletowe, a nocą nad podróżnymi lśniły gwiazdy, których zdawało się być więcej niż ziarenek piasku w garści. Sara słynęła z urody. Abraham jednak jeszcze bardziej cenił jej rozum i spokojne usposobienie. Potrafiła zauważać to, czego inni nie dostrzegali, i nigdy nie wyciągała pochopnych wniosków. Gdy zbliżyli się do egipskiej granicy, Abraham się zaniepokoił. — Na tutejszym dworze lubią wszystko, co niezwykłe — powiedział. — A my jesteśmy przybyszami. Nie chciałbym, żeby zatrzymano nas z ciekawości. — Będziemy mówić uprzejmie i prawdziwie na tyle, na ile będzie to bezpieczne — odpowiedziała Sara. — I pamiętajmy, że strach często wymyśla niebezpieczeństwo, zanim ono się pojawi. Na granicy stali celnicy. Oglądali wozy, liczyli pakunki i zadawali każdemu podróżnemu mnóstwo pytań. Abraham wiózł wielką podróżną skrzynię z ubraniami, zapasami i rzeczami potrzebnymi w drodze. Kiedy celnicy ją zobaczyli, jeden zmrużył oczy. — Co tam jest? — Zwykłe podróżne rzeczy — odpowiedział Abraham. — Może ziarno? — Jeśli trzeba, zapłacę cło jak za ziarno. — A może przyprawy? — Zapłacę także jak za przyprawy. Celnicy spojrzeli po sobie. — Dziwny z ciebie człowiek. Wszyscy się targują, a ty jesteś gotów zapłacić więcej. — Po prostu chcę ruszyć dalej bez kłótni. To jednak jeszcze bardziej ich zaciekawiło. Kazali otworzyć skrzynię, przejrzeli rzeczy i właśnie wtedy do strażnicy podeszła Sara, która wcześniej rozmawiała z kobietami przy studni. Wszyscy na chwilę umilkli. Przełożony celników szepnął: — O takim gościu trzeba powiadomić pałac. Tak zwykła kontrola zamieniła się w wielkie wydarzenie. Niebawem Abrahama i Sarę zaproszono do faraona. Pałac był ogromny: kolumny wznosiły się wysoko nad głowami, posadzka lśniła, w sadzawkach pływały kwiaty, a słudzy poruszali się tak cicho, jakby umieli chodzić po obłokach. Faraon przyjął gości w wielkiej sali. — Podobno przybyliście z daleka — powiedział. — Zostańcie w moim pałacu. Będzie wam tu lepiej niż w drodze. — Dziękujemy za gościnność — odpowiedziała Sara. — Chcemy jednak odpocząć i ruszyć dalej. Faraon się zdziwił. Rzadko mu odmawiano. — Po co się spieszyć? Dostaniecie najlepszy pokój, ogród i służbę. — Piękny pokój nadal jest cudzy, jeśli człowieka nie zapytano, czy chce w nim mieszkać — powiedziała spokojnie Sara. Faraonowi nie spodobała się ta odpowiedź. — Do rana zostaniecie tutaj — postanowił. — Jutro porozmawiamy jeszcze raz. Sarę zaprowadzono do pięknego pokoju z rzeźbionymi drzwiami. Abrahama umieszczono w drugim skrzydle pałacu. — Nie bój się — powiedział, zanim rozdzielono ich w korytarzach. — Rano znajdzie się rozwiązanie. — Nie boję się — odpowiedziała Sara. — Po prostu bardzo nie lubię drzwi zamykanych bez zgody osoby, która jest w środku. Noc otuliła pałac. I wtedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Najpierw faraon postanowił zjeść kolację. Usiadł w miękkim fotelu, lecz fotel nagle cichutko odsunął się do tyłu. Faraon przysunął go do stołu. Fotel znów odjechał. — Kto to robi? — zapytał gniewnie. Słudzy znieruchomieli. — Nikt, panie. Faraon usiadł na innym krześle. Obróciło się bokiem. Przesiadł się na trzecie. Trzecie zaczęło powoli wirować. — Przestańcie! Nikt się nie ruszał. Wtedy faraon sięgnął po czarę soku z winogron. Czara lekko przesunęła się po stole i zatrzymała przy drugim brzegu. Sięgnął po nią ponownie. Czara przesunęła się z powrotem. Słudzy spuścili oczy, żeby się nie roześmiać. — Wszyscy wyjść! — rozkazał faraon. Ledwie drzwi się zamknęły, dywan pod jego stopami zwinął się w rulon. Faraon go przekroczył. Dywan rozwinął się i zwinął od drugiej strony. — Co za niedorzeczność! W sypialni było jeszcze dziwniej. Poduszka, którą kładł pod głowę, lądowała u jego stóp. Kołdra zsuwała się na podłogę. Łóżko obracało się prawie niedostrzegalnie i za każdym razem, gdy faraon zamykał oczy, wydawało mu się, że wezgłowie jest tam, gdzie przed chwilą miał nogi. Przeszedł do innego pokoju. Drzwi otworzyły się jednak na zewnątrz zamiast do środka, jak zwykle, i lekko wypchnęły go z powrotem na korytarz. Faraon ruszył schodami na górę, ale po dziesięciu stopniach nagle znalazł się na tym samym podeście. — Na pewno szedłem w górę! — zawołał. Strażnik przysięgał, że widział to samo. Do północy cały pałac stanął na głowie. Dzbany dzwoniły, choć nie było wiatru. Zasłony wiązały się w węzły. Sandały sług zamieniały się miejscami. Kucharz postawił garnek na prawej półce, a po chwili znalazł go na lewej. Główny pisarz trzy razy kładł przed sobą zwój, a zwój trzy razy rozwijał się do góry nogami. Wreszcie pewien stary sługa powiedział nieśmiało: — Panie, odkąd przyprowadzono do pałacu tych podróżnych, wszystko przestało stać na swoim miejscu. Faraon zmarszczył brwi. — Myślisz, że to oni? — Nie wiem. Ale może warto zapytać, czego chcą. Faraon poszedł do pokoju Sary. Co dziwne, tam panował spokój. Lampa paliła się równym płomieniem. Dywan leżał płasko. Dzban stał na stole i nigdzie nie uciekał. Sara siedziała przy oknie. — Widziałaś, co się dzieje w moim pałacu? — zapytał faraon. — Słyszałam sporo hałasu. — Moje meble oszalały. — Może po prostu nie lubią, kiedy rzeczy nie są na swoich miejscach. — Co to znaczy? Sara spojrzała mu prosto w oczy. — Podróżny powinien być w drodze, jeśli chce iść dalej. Gość powinien pozostać gościem, a nie osobą, której zabrania się odejść. Kiedy każdy zajmuje cudze miejsce, nic dziwnego, że i krzesła zaczynają się mylić. Faraon chciał zaprotestować, lecz właśnie wtedy korona na jego głowie obróciła się tyłem do przodu. Sara nie mogła powstrzymać uśmiechu. Faraon zdjął koronę, spojrzał na nią i nagle też się roześmiał. — Dobrze. Zrozumiałem aluzję. Kazał przyprowadzić Abrahama. — Możecie kontynuować podróż — powiedział faraon. — Nikt was nie zatrzyma. — Dziękujemy — odpowiedział Abraham. Sara dodała: — A twoim sługom chyba przyda się trochę snu. Dzisiaj nabiegali się za meblami. Faraon westchnął. — Jeśli rano mój pałac nadal będzie stał na głowie, pojadę z wami. Ale gdy tylko powiedział, że goście są wolni, zrobiło się cicho. W odległej sali dywan sam się rozwinął. Krzesła wróciły do stołów. Zasłony rozwiązały węzły. Dzbany znieruchomiały na półkach. A korona w rękach faraona jakby sama obróciła się właściwą stroną. — Nareszcie — szepnął główny pisarz. — Świat znów stoi prosto. Następnego ranka Abraham i Sara opuścili pałac. Faraon dał im prowiant na drogę i kazał otworzyć przed nimi bramy. Kiedy byli już daleko, Sara obejrzała się na skąpane w słońcu mury. — Jak myślisz, co to było? — zapytał Abraham. — Cud? Opiekuńczy duch? A może po prostu pałac postanowił wyrazić swoje zdanie? Sara się uśmiechnęła. — Nie wiem. Ale czasami, żeby człowiek usłyszał proste słowo „nie”, cały pałac musi przewrócić się do góry nogami. Powiadają, że odtąd faraon, zanim zatrzymał gościa w pałacu, zawsze pytał: — Czy naprawdę chcesz zostać? A starzy słudzy jeszcze przez wiele lat opowiadali tę samą historię: o nocy, kiedy krzesła jeździły, schody myliły kierunki, naczynia uciekały przed gospodarzem, a wielki pałac nauczył swojego władcę bardzo prostej zasady — gościnność jest dobra tylko wtedy, gdy drzwi pozostają otwarte w obie strony.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨