

Ukraina
Pechowe Dni
Na skraju wsi, gdzie za ostatnimi chatami zaczynał się szeroki step, mieszkali dwaj bracia.
- Kraj
- Ukraina
- Wiek
- 7–10 lat

Posłuchaj baśni
Pechowe Dni
Na skraju wsi, gdzie za ostatnimi chatami zaczynał się szeroki step, mieszkali dwaj bracia.
Starszy miał dobrą ziemię, pełne spichlerze i wielkie podwórze. Do młodszego zaś szczęście jakoś nie chciało się uśmiechnąć. Choć pracował od rana do wieczora, to zawiodły plony, to przeciekł dach, to ostatni worek ziarna trzeba było oddać za dług.
Najbardziej jednak smuciła go nie bieda, lecz chłód brata.
Pewnego dnia młodszy przyszedł do starszego właśnie wtedy, gdy rodzina siadała do obiadu.
— Siadaj z nami — chciała powiedzieć gospodyni, lecz starszy brat zmarszczył brwi.
— To nie zajazd. Idź lepiej na pole odpędzać wrony od ziarna.
Młodszy nic nie odpowiedział. Tylko skinął głową i poszedł za wieś.
Usiadł na skraju pola, patrzył na czarne wrony i myślał:
— Czy całe życie będzie tak wyglądało? Pracuję, staram się, a za mną jakby chodził cały orszak nieudanych dni.
Nagle stary kruk odłączył się od stada, usiadł w pobliżu i przemówił ludzkim głosem:
— Może to nie twoja wina, człowieku. Czasem zamiast mocniej ciągnąć stary wóz, trzeba wybrać inną drogę.
Młodszy brat aż się podniósł.
— Co więc mam zrobić?
— Spróbuj zacząć od nowa w innym miejscu. Nie bój się drogi.
Człowiek wrócił do domu i opowiedział żonie, co się wydarzyło. Zebrali skromny dobytek, zawołali dzieci i ruszyli do sąsiedniej wsi.
Długo szli stepem. Słońce wznosiło się, potem chyliło ku horyzontowi, a droga wciąż ciągnęła się przed nimi.
Nagle człowiek poczuł, jakby ktoś czepiał się jego starej torby. Obejrzał się i zobaczył całą gromadę małych szarych stworzeń w długich płaszczach.
— Kim jesteście? — zdziwił się.
— Jesteśmy twoimi Pechowymi Dniami — zaszeptały chórem. — Poniedziałkiem, kiedy pękło koło. Wtorkiem, kiedy zginęła kura. Środą, kiedy przeciekł dach. I wieloma, wieloma innymi. Zawsze jesteśmy z tobą!
— O nie — powiedział człowiek. — Do nowego życia was nie zapraszałem.
Ale Pechowe Dni tylko uczepiły się mocniej.
Gdy rodzina dotarła nad rzekę, człowiek usiadł, żeby napić się wody. Wtedy przyszedł mu do głowy sprytny pomysł.
— Skoro już jesteście moimi towarzyszami — powiedział do szarych stworzeń — pomóżcie sprawdzić, czy moja skórzana torba jest cała. Wejdźcie do środka i zobaczcie, czy nie ma dziury.
Pechowe Dni były bardzo dumne z tego, że jest ich tak dużo, dlatego wszystkie wgramoliły się naraz.
— Ciasno tutaj!
— Przesuń się!
— Nie popychaj mnie!
Kiedy ostatni dzień schował się w torbie, człowiek szybko ją zawiązał i ukrył pod korzeniami starej wierzby.
— Posiedźcie tu — powiedział. — Może trochę ode mnie odpoczniecie.
Rodzina ruszyła dalej.
W sąsiedniej wsi znaleźli opuszczoną chatę. Była stara, lecz solidna. Mąż naprawił dach, żona umyła okna, dzieci uporządkowały podwórze. Powoli życie zaczęło się układać.
Pewnego wieczoru od strony wzgórza dobiegł dziwny głos:
— Hej! Kto pomoże? Kto pomoże?
Człowiek wziął linę i poszedł za głosem. Na zboczu stał niezwykły stary kozioł o ogromnych rogach. Zaplątał się przy kamieniach i nie potrafił się wydostać.
— Nie bój się — powiedział człowiek. — Zaraz spróbujemy.
Założył linę tak, żeby nie sprawić zwierzęciu bólu, i poprowadził je w dół.
Lecz ledwie dotarli na podwórze, kozioł nagle zniknął. A ze strychu posypały się dźwięczące monety. Nie bez końca i nie cała góra, ale dość, żeby rodzina mogła kupić ziarno na zasiew, parę dobrych wołów, naprawić chatę i zacząć gospodarować bez długów.
— Czary! — wykrzyknęły dzieci.
— Może czary — uśmiechnął się ojciec. — A może nagroda za to, że nie minęliśmy obojętnie kogoś, kto potrzebował pomocy.
Niespodziewane szczęście nie skłoniło rodziny do próżnowania. Przeciwnie, pracowali jeszcze pilniej. Z pierwszych zbiorów odłożyli ziarno na następny rok, część sprzedali, a częścią podzielili się z sąsiadami, którym było ciężko.
Minęło kilka lat. Młodszy brat miał już zadbane podwórze, sad i pełny spichlerz. Drzwi jego domu wciąż jednak stały otworem dla gości.
Wtedy pomyślał o starszym bracie.
— Trzeba go do nas zaprosić — powiedział żonie. — Może czas zapomnieć dawne urazy.
Wysłał ludzi z zaproszeniem.
Po drodze starszy brat usłyszał, że młodszemu dobrze się teraz powodzi. Zamiast radości poczuł w sercu kłującą zazdrość.
— Jak to możliwe, że taki biedak się dorobił? — mruczał. — Pewnie znalazł jakiś skarb.
Przy stole młodszy brat opowiedział mu wszystko: o kruku, o drodze, o Pechowych Dniach w torbie i o dziwnym koźle, po którym pojawiły się monety.
Starszy słuchał bardzo uważnie. Nie usłyszał jednak opowieści o odwadze, by zacząć od nowa, o pracy i pomocy. Zapamiętał tylko jedno: gdzieś przy rzece ukryto torbę.
— A co jest w tej torbie? — dopytywał.
Młodszy się uśmiechnął.
— To, z czym postanowiłem się kiedyś rozstać. Nie sądzę, żeby było ci potrzebne.
Ale zazdrość nie dawała już starszemu spokoju.
Nocą cicho wstał, odnalazł starą wierzbę nad rzeką i zaczął kopać. Wkrótce łopata stuknęła o skórzaną torbę.
— Oto tajemnica bogactwa! — szepnął.
Rozwiązał węzeł.
Wtedy z torby wyskoczyły Pechowe Dni, kaszląc, kichając i sprzeczając się ze sobą.
— Nareszcie! — zawołały. — Kto nas wypuścił?
— Ja — odpowiedział niepewnie starszy brat.
— W takim razie idziemy z tobą!
Uczepiły się jego kożucha, butów i pasa. Jeden dzień usiadł na czapce, drugi zawisł na rękawie, trzeci wlazł do kieszeni.
Od tej pory w gospodarstwie starszego wszystko zdawało się iść na opak. Pewnego dnia wiatr zerwał część dachu. Innym razem worki z ziarnem zamokły na deszczu. Potem zepsuł się stary wóz.
Za każdym razem szare stworzenia chichotały:
— Przecież mówiłyśmy: jesteśmy Pechowymi Dniami!
Z początku starszy brat złościł się na wszystkich wokół. Potem zauważył, że im bardziej się gniewa, skąpi i zazdrości, tym głośniej one się śmieją.
Wreszcie poszedł do młodszego.
— Pomóż mi — poprosił. — Myślałem, że w twojej torbie jest skarb. Znalazłem zaś same troski.
Młodszy nie robił mu wyrzutów.
— Ja też kiedyś myślałem, że wszystkie moje niepowodzenia przychodzą wyłącznie z zewnątrz. Potem zrozumiałem, że pewnych rzeczy nie możemy zmienić, lecz możemy zdecydować, jak postąpimy dalej. Zacznij od tego, żeby przestać liczyć cudzy majątek.
Starszy wrócił do domu. Nazajutrz naprawił sąsiadowi płot, nie prosząc o zapłatę. Potem podzielił się ziarnem z wdową, której spichlerz opustoszał. Z czasem pogodził się z ludźmi, których uraził.
I dziwna rzecz: Pechowe Dni zaczęły robić się coraz mniejsze.
— Nudno nam już tutaj — burczały.
Pierwszy zniknął, kiedy starszy brat nauczył się dzielić. Drugi, gdy poprosił o wybaczenie. Trzeci, gdy zamiast narzekać, zabrał się do pracy. Ostatni długo siedział na płocie, machał nogami i wreszcie powiedział:
— Ech, z wami nie ma już żadnej zabawy.
Po czym również rozpłynął się w porannej mgle.
Odtąd bracia żyli blisko siebie i często sobie pomagali. Nie stali się jednakowo bogaci i nie mieli jednakowo łatwych dni. Obaj wiedzieli już jednak, że szczęście może przyjść i odejść, a życzliwość, pracowitość i hojność zależą od człowieka.
Starej skórzanej torby przy rzece nikt już nie szukał.
Najlepszego skarbu nie dało się bowiem wykopać spod korzeni.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
