

Stany Zjednoczone
Perłowy haczyk rybacki
Na jednej z hawajskich wysp, tam, gdzie poranne słońce zapala na falach złote ścieżki, mieszkał rybak imieniem Ku-ula. Znał morze tak dobrze, jak inni znają drogę od domu do bramy. Po barwie wody rozpoznawał, gdzie płynie ławica ryb, z lotu
- Kraj
- Stany Zjednoczone
- Wiek
- 7–11 lat

Posłuchaj baśni
Perłowy haczyk rybacki
Na jednej z hawajskich wysp, tam, gdzie poranne słońce zapala na falach złote ścieżki, mieszkał rybak imieniem Ku-ula. Znał morze tak dobrze, jak inni znają drogę od domu do bramy. Po barwie wody rozpoznawał, gdzie płynie ławica ryb, z lotu ptaków odgadywał kierunek prądu, a po zapachu wiatru wiedział, czy dzień będzie spokojny.
Jego największym skarbem był jednak mały haczyk rybacki wyrzeźbiony z jasnej, perłowej muszli. Nazywał się Ka-hu-oi. W słońcu mienił się różem, srebrem i zielenią, jakby ukryła się w nim maleńka tęcza.
Kiedyś przyniósł go Ku-uli morski ptak Ka-manu-wai. Odtąd zostali przyjaciółmi. Gdy Ku-ula wypływał na morze, ptak leciał nad jego łodzią, a rybak zawsze zostawiał mu część połowu.
Ka-hu-oi nie był zwykłym haczykiem. Wystarczyło, że Ku-ula zanurzył go w odpowiednim miejscu, a wokół łodzi pojawiały się lśniące ryby aku. Woda zaczynała migotać od srebrnych grzbietów i łódź szybko napełniała się rybami.
Ku-ula nigdy nie łowił więcej, niż potrzebował. Część zanosił do domu, częścią dzielił się z sąsiadami, a kilka najlepszych ryb zawsze odkładał dla Ka-manu-wai.
Pewnego dnia o niezwykłym haczyku usłyszał władca wyspy.
— Podobno rybak Ku-ula ma perłowy haczyk, przed którym samo morze otwiera swoje spiżarnie — powiedział. — Chcę go zobaczyć.
Ku-ulę wezwano do pałacu. Przyszedł i przyniósł Ka-hu-oi.
Władca długo oglądał haczyk.
— Piękna rzecz — powiedział. — Zostaw mi ją.
Ku-ula się zaniepokoił.
— To nie tylko kosztowny przedmiot — odpowiedział. — Ka-hu-oi należy do mojej rodziny i jest związany z morzem oraz naszym ptasim pomocnikiem. Mogę pokazać, jak działa, ale nie mogę go oddać.
Władca nie był jednak przyzwyczajony do odmowy.
— Odtąd haczyk będzie przechowywany w moim skarbcu — oznajmił krótko.
I zabrano Ka-hu-oi.
Ku-ula wrócił do domu z pustymi rękami. Nazajutrz wypłynął w morze ze zwyczajnym haczykiem. Odnalazł właściwy prąd, zobaczył znajome chmury, usłyszał krzyk ptaków, lecz ryby aku nie przypłynęły.
Drugiego dnia stało się to samo. I trzeciego.
Ka-manu-wai krążył nad łodzią i wołał niespokojnie, lecz Ku-ula nie miał czym się z nim podzielić.
Mijały tygodnie. W domu rybaka było coraz mniej jedzenia. Wkrótce Ku-uli i jego żonie urodził się syn. Nazwali go Ai-ai.
Rodzice kochali go ponad wszystko, lecz nadeszły tak ciężkie dni, że nie wiedzieli już, czym nakarmić dziecko.
Pewnego wieczoru Ku-ula długo siedział nad wodą. Obok milczała żona. Wreszcie powiedziała:
— Niżej z prądem jest miejsce, do którego ludzie z pałacu codziennie przychodzą po wodę. Jeśli położymy Ai-aia w mocnej kołysce i puścimy spokojną odnogą właśnie tam, na pewno go znajdą. Tutaj będzie głodował razem z nami. Tam dostanie szansę.
Była to najtrudniejsza decyzja w życiu rodziców.
Upletli małą kołyskę z lekkich gałązek, wyścielili ją miękkimi liśćmi i mocno umocowali boki. Ku-ula zaczekał na spokojną wodę i opuścił kołyskę w cichą odnogę.
— Morze, które karmiło naszą rodzinę, strzeż naszego syna — szepnął.
Ka-manu-wai poleciał nad kołyską, jakby wskazywał jej drogę.
Rano nad wodę przyszła córka władcy ze służącymi. Pierwsza zauważyła osobliwy koszyk wśród nadbrzeżnych roślin.
— Spójrzcie! Tam jest dziecko!
Wyjęto Ai-aia z wody, ogrzano, nakarmiono i zaniesiono do pałacu. Córka władcy tak przywiązała się do chłopca, że poprosiła, aby pozwolono mu wychowywać się przy niej.
Tak syn Ku-uli dorastał w pałacu.
Mijały lata. Ai-ai wyrósł na rozumnego, uważnego młodzieńca. Ciągnęło go do morza. Mógł godzinami siedzieć na brzegu i słuchać fal, sam nie rozumiejąc, dlaczego krzyk morskich ptaków wydaje mu się tak znajomy.
Szczególnie często przylatywał do niego pewien stary ptak. Siadał niedaleko i przyglądał mu się błyszczącymi oczami.
— Zachowujesz się tak, jakbyś znał mnie od dawna — uśmiechał się Ai-ai.
Był to Ka-manu-wai.
Kiedy Ai-ai dorósł, poślubił córkę władcy, przy której się wychował. Pewnego dnia powiedziała:
— Nigdy nie jadłam świeżej ryby aku. Podobno dawniej było ich mnóstwo przy naszej wyspie.
— Jutro spróbuję ją dla ciebie złowić — odpowiedział Ai-ai.
Władca dał mu piękny haczyk ze swojego skarbca. Ai-ai wypłynął na morze, lecz wrócił z niczym.
— Dziwne — powiedział. — Miejsce było właściwe, woda spokojna, a ryb jakby nie było.
Następnego dnia poprosił o inny haczyk. I znów niczego nie złowił.
Wtedy stary Ka-manu-wai przyleciał prosto na burtę łodzi i zaczął głośno wołać, jakby domagał się, żeby młodzieniec wreszcie zrozumiał.
Ai-ai wrócił do pałacu.
— Czy w skarbcu nie ma jeszcze jakiegoś starego haczyka? Może takiego, którego od dawna nikt nie używa?
Słudzy przeszukali kosze, skrzynie i sprzęt rybacki. Na samym dnie starego naczynia znaleźli niewielki perłowy haczyk.
Gdy tylko Ai-ai wziął go do ręki, Ka-manu-wai za oknem krzyknął tak głośno, że wszyscy się odwrócili.
— Ten — powiedział cicho młodzieniec. — Wezmę właśnie ten.
O świcie wypłynął na morze. Ptak leciał przodem. Nagle zatoczył koło i usiadł na wodzie.
Ai-ai zanurzył haczyk Ka-hu-oi.
Morze ożyło.
Z głębiny podniosły się całe ławice aku. Srebrne ryby śmigały przy łodzi, woda jaśniała od ich boków i wkrótce połowu było tyle, ile młodzieniec mógł bezpiecznie przywieźć do domu.
Ai-ai nie łowił dalej.
— Wystarczy — powiedział. — Morze obdarowało nas hojnie. Nie wolno brać za dużo.
Odłożył kilka ryb dla Ka-manu-wai. Ptak usiadł na krawędzi łodzi, skubnął poczęstunek, po czym nagle chwycił perłowy haczyk i wzbił się w powietrze.
— Hej! — zawołał Ai-ai. — Dokąd go niesiesz?
Ptak poleciał wzdłuż brzegu. Młodzieniec pospieszył za nim.
Ka-manu-wai zaprowadził go do małego domu, w którym mieszkali posiwiali już Ku-ula i jego żona.
Opuścił Ka-hu-oi prosto na dłoń starego rybaka.
Ku-ula znieruchomiał.
— Nasz haczyk… — szepnął.
Ai-ai patrzył to na niego, to na ptaka.
— Skąd go znasz?
Wtedy Ku-ula opowiedział wszystko: o czarodziejskim haczyku, o rozkazie władcy, o latach głodu, o małej kołysce na spokojnej wodzie i o ptaku, który poleciał za dzieckiem.
Ai-ai słuchał w milczeniu. Potem zapytał:
— Czy przy tej kołysce była pleciona czerwona wstążka?
Żona Ku-uli zasłoniła usta dłońmi.
— Była. Sama ją przywiązałam.
Ai-ai nosił tę wstążkę przez całe życie. Zachowano ją razem z rzeczami znalezionymi w kołysce.
Tak rodzice i syn rozpoznali siebie nawzajem.
Gdy prawda wyszła na jaw, córka władcy stanęła po stronie męża.
— Nie wolno zatrzymywać cudzej rzeczy tylko dlatego, że jest się silniejszym — powiedziała ojcu. — Przez ten haczyk rodzina straciła nie tylko sposób zdobywania ryb. Straciła lata wspólnego życia.
Władca się zawstydził. Przyszedł osobiście do Ku-uli.
— Postąpiłem niesprawiedliwie — przyznał. — Ka-hu-oi należy do ciebie i twojej rodziny. Nie mam prawa postanawiać inaczej.
Ku-ula przyjął przeprosiny, lecz powiedział:
— Haczyk nie powinien służyć chciwości. Ma pomagać ludziom i morzu żyć w zgodzie.
Odtąd Ka-hu-oi pozostawał w rodzinie Ku-uli i Ai-aia. Gdy trzeba było nakarmić ludzi po niepogodzie albo pomóc sąsiadom, zabierali go na morze. Nigdy jednak nie łowili więcej, niż potrzebowali.
Ka-manu-wai nadal latał nad ich łodzią. Podobno pilnie strzegł perłowego haczyka i nie pozwalał nikomu ponownie go zabrać.
A kiedy nad spokojną hawajską zatoką błyska białe skrzydło i fala na chwilę lśni perłowym światłem, starzy rybacy mówią:
— Patrzcie uważnie. Może to Ka-manu-wai sprawdza, czy ludzie pamiętają prostą rzecz: morze jest hojne dla tych, którzy nie mylą daru z prawem do zabierania wszystkiego.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
