

Indie
Pomysłowa żona cyrulika
Dawno temu w pewnym mieście mieszkał cyrulik. Trudno było nazwać go dobrym fachowcem. To gubił grzebień, to mylił ręczniki, to znów zaczynał drzemać właśnie wtedy, gdy powinien był pracować.
- Kraj
- Indie
- Wiek
- 6–10 lat

Posłuchaj baśni
Pomysłowa żona cyrulika
Dawno temu w pewnym mieście mieszkał cyrulik. Trudno było nazwać go dobrym fachowcem. To gubił grzebień, to mylił ręczniki, to znów zaczynał drzemać właśnie wtedy, gdy powinien był pracować.
Klientów ubywało, a pieniędzy w domu było coraz mniej.
Za to żona cyrulika była mądra, uważna i pomysłowa. Dostrzegała rzeczy, obok których inni przechodzili obojętnie, i niemal z każdego kłopotu potrafiła znaleźć wyjście.
Pewnego ranka otworzyła skrzynię na mąkę i zobaczyła dno.
— Tak dalej być nie może — powiedziała mężowi. — Trzeba coś zrobić.
— Też tak uważam — westchnął cyrulik i wygodnie ułożył się na dywaniku.
— Myślenie na leżąco to jeszcze nie działanie — odparła żona. — Idź do pałacu. Dziś jest wielkie święto i król przyjmuje proszących. Poproś go o pomoc.
Cyrulik posłuchał.
W pałacu było tłoczno. Ktoś prosił o pracę, ktoś o ziarno na zasiew, ktoś inny o pozwolenie na handel na targu.
Wreszcie przyszła kolej cyrulika.
— Czego ci potrzeba? — zapytał król.
Cyrulik się zmieszał.
Żona powiedziała: „Poproś o pomoc”, ale nie wyjaśniła, o jaką.
— Potrzeba mi… czegoś, wasza królewska mość.
Król uniósł brwi.
— Czegoś?
— Właśnie tak. Czegoś pożytecznego.
Król ledwie powstrzymał uśmiech.
— Dobrze. Za murami miasta jest kawałek zaniedbanej ziemi. Nikt go nie uprawia. Oddaję ci go.
Cyrulik ogromnie się ucieszył. Ziemia to przecież prawdziwe bogactwo! Myślał o tym przez całą drogę do domu.
— No i co? — powitała go żona. — Co przyniosłeś?
— Ziemię!
— A gdzie ona jest?
— Za miastem.
Żona przez chwilę milczała.
— Mamy pług?
— Nie.
— Woły?
— Nie.
— Pieniądze, żeby kogoś wynająć?
— Też nie.
Cyrulik westchnął.
— Za to ziemia nam nie ucieknie.
Żona spojrzała na niego i nagle się uśmiechnęła.
— To prawda. Skoro ziemia nie ucieknie, mamy czas pomyśleć.
Nazajutrz poszli obejrzeć pole.
Ziemia była twarda, sucha i porośnięta chwastami. Żona chodziła powoli tam i z powrotem, schylała się, przyglądała grudom, czasami coś odmierzała krokami.
— Czego szukamy? — szepnął mąż.
— Na razie niczego — odpowiedziała równie cicho. — Ale zachowuj się tak, jakbyś bardzo liczył na to, że coś znajdziesz.
Niedaleko, za krzakami, ukrywało się siedmiu złodziei. Od dawna obserwowali drogę i od razu zauważyli dziwną parę.
— Widzieliście? — szepnął jeden. — Na pewno szukają skarbu.
Wieczorem jeden ze złodziei podszedł do żony cyrulika.
— Sąsiadko, czego tak wypatrywaliście przez cały dzień?
Rozejrzała się, jakby bała się, że ktoś ich usłyszy.
— Tylko nikomu ani słowa.
— Ależ skąd! Będę milczał jak kamień.
— To pole należało kiedyś do mojego dziadka — szepnęła. — Podobno przed daleką podróżą ukrył tu pięć garnków złota. Chcemy znaleźć dokładne miejsce.
Oczy złodzieja zabłysły.
— Pięć garnków?
— Ciszej!
— Oczywiście, oczywiście. Nikomu nie powiem.
Ledwie małżonkowie poszli do domu, człowiek „milczący jak kamień” pobiegł do swoich kompanów.
Tej nocy siedmiu złodziei przekopało całe pole wzdłuż i wszerz. Kopali tu, kopali tam, odwracali grudy, wyrównywali ziemię i znów kopali.
Nad ranem ledwie trzymali się na nogach.
A złota nie znaleźli.
— Oszukano nas! — złościli się.
Tymczasem żona cyrulika na widok pola klasnęła w dłonie.
— No i pług się znalazł!
Pożyczyła od kupca worek ryżu na zasiew i obiecała, że po zbiorach odda więcej, niż wzięła.
Małżonkowie zasiali ryż.
Przyszły deszcze. Pojawiły się zielone pędy. Mijał czas, a pole zrobiło się tak gęste i złociste, że ludzie zatrzymywali się przy drodze, aby je podziwiać.
Jesienią plony były wspaniałe. Żona oddała dług kupcowi, zostawiła zapas dla rodziny, a resztę sprzedała.
Po raz pierwszy od dawna w domu było dość jedzenia i trochę oszczędności.
Siedmiu złodziei to zobaczyło i przyszło domagać się swojej części.
— To my przekopaliśmy pole! — oznajmił herszt.
— Czy ktoś was wynajął? — spytała kobieta.
Złodzieje spojrzeli po sobie.
— Nie.
— Czy obiecałam wam zapłatę?
— Nie.
— Czy przyszliście nocą, bo chcieliście zabrać cudze złoto?
Złodzieje znów wymienili spojrzenia.
— Eee…
— A więc sami postanowiliście kopać. Natomiast ziarno, pielęgnacja, podlewanie, żniwa i dług były nasze.
Herszt się nachmurzył.
— W takim razie przyjdziemy w nocy i zabierzemy twoje pieniądze.
— Przychodźcie — odpowiedziała spokojnie.
Cyrulik aż podskoczył.
— Jak to: „Przychodźcie”?
— Cicho — powiedziała żona. — Niech przyjdą.
Tego wieczoru ustawiła przy drzwiach wielki gliniany garnek, przykryła go tkaniną, a na wierzchu położyła kilka słodyczy. Do środka wsypała zwykłe kamyki.
Jeden ze złodziei zakradł się na podwórze i usłyszał, jak cyrulik głośno pyta:
— Gdzie są nasze pieniądze? Tak się martwię!
— W garnku przy drzwiach, pod słodyczami — odpowiedziała jeszcze głośniej żona. — Tam nikt ich nie znajdzie.
Złodziej omal nie roześmiał się z radości.
Kiedy w domu zgasło światło, chwycił ciężki garnek i zaniósł go towarzyszom.
Odbiegli daleko, usiedli pod drzewem i uroczyście zdjęli tkaninę.
— Najpierw słodycze! — powiedział jeden.
Słodycze były prawdziwe. Złodzieje zjedli je, już marząc o złocie.
Potem przewrócili garnek.
Na ziemię posypały się kamyki.
— Kamienie?!
A żona cyrulika tymczasem spokojnie spała.
Następnego dnia złodzieje wrócili.
— Znowu nas oszukałaś!
— Sami zabraliście mój garnek — odpowiedziała. — Nie wzywałam was po niego.
— Dziś w nocy będziemy mądrzejsi.
— Bardzo na to liczę.
Cyrulik szepnął:
— A jeśli naprawdę będą?
— To będzie dla nich pożyteczny wieczór.
Tym razem żona powiesiła na gałęzi drzewa starą torbę, do której przywiązała kilka małych dzwoneczków.
Wieczorem znów powiedziała dość głośno:
— Pieniądze są teraz na dworze. W torbie na drzewie. Tam złodzieje na pewno nie wejdą.
Nocą siedem cieni zakradło się pod drzewo.
— Widzę torbę! — szepnął herszt.
Jeden ze złodziei wspiął się wyżej. Dotknął sznurka.
Dzyń!
Wszyscy znieruchomieli.
Pociągnął mocniej.
Dzyń, dzyń, dzyń!
Na sąsiednich podwórzach zaszczekały psy. Gdzieś otworzyło się okno.
— Kto tam?
Złodzieje rzucili się do ucieczki.
Następnego ranka żona cyrulika zdjęła torbę. W środku leżało tylko kilka suchych ziaren bobu.
Po tym wszystkim siedmiu złodziei uznało, że ani siłą, ani podstępem niczego nie osiągną.
— Pójdziemy do króla! — powiedział herszt. — Niech nas rozsądzi.
W pałacu poskarżyli się:
— Wasza królewska mość! Ta kobieta zmusiła nas do uprawienia jej pola, a plony zatrzymała dla siebie.
Król wezwał żonę cyrulika.
— Czy to prawda? — zapytał.
— Częściowo, wasza królewska mość. Powiedziałam, że mój dziadek podobno ukrył na polu złoto. Ale nikt ich nie prosił, żeby kopali. Przyszli nocą, bo chcieli znaleźć skarb przed nami.
Król spojrzał na złodziei.
— Tak było?
Milczeli.
— A potem — ciągnęła kobieta — dwukrotnie próbowali zabrać nasze oszczędności. Za każdym razem sięgali po coś, do czego nie mieli prawa.
Król się zamyślił, a po chwili roześmiał.
— Czyli sami przekopaliście cudze pole w poszukiwaniu cudzego złota, a teraz domagacie się nagrody?
Siedmiu złodziei spuściło głowy.
— Wrócicie do uczciwej pracy — powiedział król. — A jeśli ktoś będzie potrzebował rąk do pracy na polu, umówicie się z nim za dnia, zamiast zakradać się nocą.
Następnie zwrócił się do żony cyrulika:
— Ty zaś potrafisz nie tylko wymyślać fortele. Umiesz także zmienić kłopot w sposobność. Dlaczego to twój mąż przyszedł prosić o pomoc, a nie ty?
— Bo byłam zajęta pilnowaniem, żeby w domu został choć ktoś, kto myśli — odpowiedziała.
Król znowu się roześmiał.
Zaproponował jej pomoc przy rozdzielaniu ziarna na miejskie pola i prowadzeniu rachunków pożyczek dla rolników. Potrzebna była tam osoba uważna, uczciwa i pomysłowa.
A cyrulikowi żona powiedziała:
— Teraz twoja kolej. Albo nauczysz się dobrze strzyc, albo znajdziesz rzemiosło, które naprawdę ci odpowiada.
Tym razem mąż nie protestował.
Poszedł do starego mistrza i zaczął naukę od samego początku. Wkrótce pracował już starannie i sumiennie.
Tak zaniedbane pole stało się początkiem dobrych zmian.
Bo czasem bogactwo rzeczywiście kryje się w ziemi.
Tylko że nie w garnku ze złotem.
Lecz w plonach, które wyrastają wtedy, gdy do mądrego pomysłu dołączą praca, cierpliwość i ziarno wysiane w porę.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
