Okładka: Piernikowy ludzik

Cały świat

Piernikowy ludzik

Pewien dziadek i babcia mieszkali w małym domku na skraju pola. Rankiem dziadek pracował w ogrodzie, a babcia piekła chleb, placki i słodkie bułeczki.

Kraj
Cały świat
Wiek
4–7 lat
Czas czytania
6 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Piernikowy ludzik

Pewien dziadek i babcia mieszkali w małym domku na skraju pola. Rankiem dziadek pracował w ogrodzie, a babcia piekła chleb, placki i słodkie bułeczki.

Pewnego dnia babcia powiedziała:

— Upiekę coś wyjątkowego.

Zagniotła pachnące ciasto z miodem i przyprawami, rozwałkowała je i wycięła małego ludzika. Zrobiła mu oczy z rodzynek, uśmiech z cukrowego lukru i trzy okrągłe guziczki.

— Jaki śliczny! — ucieszyła się babcia.

Położyła piernikowego ludzika na blasze i wsunęła ją do pieca.

Wkrótce całą kuchnię wypełnił zapach cynamonu i miodu.

— Chyba już gotowy — powiedziała babcia i uchyliła drzwiczki pieca.

I wtedy stało się coś niewiarygodnego.

Piernikowy ludzik zerwał się, zeskoczył z blachy prosto na podłogę i zawołał:

— Nie zjecie mnie!

Przemknął przez kuchnię, wybiegł przez drzwi i popędził ścieżką.

— Stój! — krzyknęła babcia.

— Wracaj! — zawołał dziadek.

A Piernikowy Ludzik tylko obejrzał się i wesoło zaśpiewał:

— Biegnijcie, biegnijcie, ile macie siły, lecz mnie nie złapiecie, choćbyście się trudziły! Ja jestem Piernikowy Ludzik!

I pobiegł dalej.

Wkrótce spotkał krowę pasącą się przy drodze.

— Muuu! Ale pięknie pachniesz! — powiedziała krowa. — Zaczekaj chwilkę.

— Niedoczekanie! — roześmiał się Piernikowy Ludzik.

I znów zaśpiewał:

— Uciekłem od babci, uciekłem od dziadka, i przed tobą też ucieknę! Biegnijcie, biegnijcie, ile macie siły, lecz mnie nie złapiecie, choćbyście się trudziły! Ja jestem Piernikowy Ludzik!

Teraz biegli za nim babcia, dziadek i krowa.

Piernikowy Ludzik był lekki, mały i bardzo szybki. Ogromnie mu się podobało, że nikt nie potrafi go dogonić.

Nieco dalej stał koń.

— I-ha-ha! Dokąd tak pędzisz? — zapytał.

— Tam, gdzie nikt mnie nie złapie!

— No to zaczekaj!

Piernikowy Ludzik roześmiał się jeszcze głośniej:

— Uciekłem od babci, uciekłem od dziadka, uciekłem od krowy, i przed tobą też ucieknę! Biegnijcie, biegnijcie, ile macie siły, lecz mnie nie złapiecie, choćbyście się trudziły! Ja jestem Piernikowy Ludzik!

I koń także ruszył za nim.

Dalej na polu pracowali ludzie. Jedni młócili zboże, inni kosili trawę.

— Hej, maluchu! — zawołali. — Dokąd to?

Ale Piernikowy Ludzik był już tak dumny ze swojej szybkości, że nawet się nie zatrzymał.

— Uciekłem od babci, uciekłem od dziadka, uciekłem od krowy, uciekłem od konia, i przed wami też ucieknę!

Biegł i biegł, a za nim ciągnął cały wesoły pochód.

— Biegnijcie, biegnijcie, ile macie siły, lecz mnie nie złapiecie, choćbyście się trudziły! Ja jestem Piernikowy Ludzik!

W końcu dobiegł do szerokiej rzeki.

Piernikowy Ludzik się zatrzymał.

Woda była głęboka i bystra.

— No pięknie — szepnął. — Jeśli wskoczę, rozmoknę. Jeśli zawrócę, dogonią mnie.

Na brzegu siedział lis.

Patrzył na wodę tak spokojnie, jakby wcale nie zauważał małego uciekiniera.

— Czemu się martwisz? — zapytał w końcu lis.

— Muszę dostać się na drugi brzeg — odpowiedział Piernikowy Ludzik. — A nie umiem pływać.

— Mogę cię przewieźć — powiedział lis. — Usiądź mi na ogonie.

Piernikowy Ludzik zmrużył oczy.

— A nie zjesz mnie?

— Po co miałbym to robić? — łagodnie odpowiedział lis. — Przecież tylko pomagam.

Z tyłu było już słychać głosy pościgu.

Piernikowy Ludzik pośpiesznie usiadł lisowi na ogonie.

Lis wszedł do wody.

Na środku rzeki powiedział:

— Na ogonie siedzisz za nisko, jeszcze cię zamoczy. Przesiądź się na mój grzbiet.

Piernikowy Ludzik się przesiadł.

Woda stawała się coraz głębsza.

— Teraz usiądź mi na ramieniu — powiedział lis. — Tak będzie sucho.

Piernikowy Ludzik posłuchał.

Chwilę później lis odezwał się znowu:

— A najlepiej przesiądź się na mój nos. Wtedy na pewno nie dotkniesz wody.

Piernikowy Ludzik był już prawie przy drugim brzegu i pomyślał, że wszystko ułożyło się znakomicie.

Przesiadł się lisowi na nos i wesoło zawołał:

— Widzisz! Nawet rzekę przechytrzyłem!

W tej samej chwili lis podrzucił nos do góry.

Piernikowy Ludzik wzleciał w powietrze.

— Oj! — tylko tyle zdążył powiedzieć.

Lis kłapnął zębami i piernikowa wędrówka dobiegła końca.

Na brzegu jeszcze długo pachniało miodem i cynamonem.

Babcia, dziadek, krowa, koń i wszyscy pozostali dobiegli do rzeki, ale Piernikowego Ludzika już nie było.

— Szkoda — westchnęła babcia. — Za bardzo uwierzył, że szybkie nogi uratują go przed każdym niebezpieczeństwem.

Dziadek skinął głową.

— I zapomniał, że nie każdy, kto mówi łagodnie, ma wobec ciebie dobre zamiary.

Od tej pory, kiedy babcia piekła pierniki, rysowała im szczególnie uważne oczy.

A dzieciom opowiadała historię o małym uciekinierze, który biegał szybciej niż wszyscy, lecz pewnego dnia zapomniał się zatrzymać i pomyśleć.

Bo szybkość bywa pożyteczna.

Ale ostrożność czasem biegnie jeszcze szybciej.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨