

Portugalia
Próżna królowa
Żyła kiedyś królowa, która ponad wszystko lubiła słuchać pochwał własnej urody.
- Kraj
- Portugalia
- Wiek
- 7–10 lat

Posłuchaj baśni
Próżna królowa
Żyła kiedyś królowa, która ponad wszystko lubiła słuchać pochwał własnej urody.
Co rano długo siedziała przed wysokim lustrem w złotej ramie. Służące czesały jej włosy, przynosiły wstążki, klejnoty i nowe suknie, a ona za każdym razem pytała:
— Powiedzcie, czy w całym królestwie jest ktoś piękniejszy ode mnie?
Większość dworzan spieszyła z odpowiedzią:
— Nie, Wasza Królewska Mość! Oczywiście, że nie!
Tylko stary szambelan pewnego razu nie zdążył wymyślić pochlebstwa.
— Prawdę mówiąc — odezwał się ostrożnie — twoja córka wyrosła na niezwykle piękną pannę.
Królowa znieruchomiała.
— Piękniejszą ode mnie?
Szambelan pojął, że wpadł w pułapkę, lecz na kłamstwo było już za późno.
— Jest piękna na swój sposób, Wasza Królewska Mość.
Ta odpowiedź wystarczyła.
Mała, kłująca zazdrość zamieszkała w sercu królowej. Zaczęła zauważać, jak ludzie uśmiechają się do księżniczki, jak dzieci biegną do niej w ogrodzie i jak staruszkowie na ulicy dziękują jej za dobre słowo.
Im bardziej kochano księżniczkę, tym mocniej królowa się gniewała.
Pewnego wieczoru wezwała dwóch służących.
— Wywieźcie księżniczkę daleko stąd — rozkazała. — Tak daleko, żeby nigdy nie wróciła. Przynieście mi dowód, że wykonaliście polecenie.
Służący pobledli.
Kochali młodą księżniczkę i nie zamierzali jej krzywdzić.
Po drodze opowiedzieli jej więc całą prawdę.
— Wasza Wysokość — powiedział starszy — nie spełnimy złego rozkazu. Powrót do pałacu byłby jednak niebezpieczny.
Księżniczka długo milczała.
— W takim razie pójdę sama — odparła wreszcie. — A wy wracajcie. Oddajcie matce wstążkę z mojego płaszcza i powiedzcie, że zgubiliście mnie po drodze.
Zostawili jej jedzenie, ciepły płaszcz i trochę pieniędzy. Na pożegnanie jeden z nich powiedział:
— Droga jest długa, ale na świecie żyje więcej dobrych ludzi, niż się wydaje w trudnej chwili.
Księżniczka ruszyła przed siebie.
Najpierw szła szeroką drogą, która potem zwęziła się w ścieżkę. Mijała gaje oliwne, wzgórza i małe wioski. Pewnego dnia zaczął padać deszcz. Wtedy dostrzegła nieduży domek przy polu.
Drzwi nie były zamknięte.
W środku stały stary stół, ława, skrzynia i łóżko ze słomianym siennikiem, a przy ścianie znajdowało się palenisko. Na stole leżał chleb i kilka jabłek.
— Tylko się ogrzeję i pójdę dalej — szepnęła.
Niebawem usłyszała jednak kroki gospodarza.
Przestraszona schowała się za wielką skrzynią.
Do izby wszedł starszy mężczyzna w prostym roboczym ubraniu. Postawił koszyk na podłodze, rozejrzał się i od razu zauważył mokre ślady.
— Kimkolwiek jesteś, wyjdź — powiedział spokojnie. — Jeśli szukasz ciepła i jedzenia, nie wypędzę cię na deszcz.
Księżniczka ostrożnie wyszła z kryjówki.
— Nie jestem złodziejką — powiedziała szybko. — Jestem tylko bardzo zmęczona.
— Widzę — odparł. — Usiądź przy ogniu.
Nie wypytywał jej o tajemnice. Nakarmił ją, dał suche ubranie i oznajmił:
— Możesz zostać, jak długo potrzebujesz. Od dawna nie mam rodziny. Jeśli zechcesz, ten dom będzie dla ciebie bezpiecznym miejscem.
Tak księżniczka została.
Nosiła prostą wiejską suknię, pomagała w gospodarstwie, zbierała zioła, karmiła zwierzęta i po raz pierwszy w życiu sama piekła chleb. Z początku bochenki wychodziły krzywe, ale pachniały tak smakowicie, że gospodarz tylko się śmiał:
— Chleb nie potrzebuje królewskiego kształtu.
Księżniczka też się śmiała.
Dni mijały spokojnie.
Pewnego ranka poszła ścieżką do studni i zobaczyła jeźdźca. Był to młody książę z sąsiedniego królestwa. Jechał powoli, rozmawiając ze sługą.
Nie chciała zawierać znajomości z obcymi, więc szybko wróciła do domu.
Nazajutrz znów przypadkiem się spotkali. Tym razem książę zdążył ją pozdrowić, lecz dziewczyna ponownie odeszła.
Zaciekawiło go, kim była.
— Nie chcę jej przestraszyć — powiedział słudze — ale chciałbym choć raz porozmawiać.
Po powrocie opowiedział o nieznajomej swojej matce, królowej sąsiedniego kraju.
Królowa była zdecydowana i trochę zbyt przyzwyczajona do załatwiania wszystkiego rozkazami.
Ogłosiła:
— Niech dziewczyna, którą spotkał mój syn, przyjdzie do pałacu. Tutaj będą mogli poznać się jak należy.
Posłaniec odnalazł mały dom i przekazał polecenie.
Księżniczka wysłuchała go i pokręciła głową.
— Nie pójdę nigdzie tylko dlatego, że mnie wzywają — odpowiedziała. — Jeśli królowa chce ze mną rozmawiać, niech przyjedzie tutaj w gości.
Posłaniec aż otworzył usta.
— Tutaj? Królowa?
— Właśnie tutaj.
Kiedy przekazał odpowiedź, królowa początkowo się oburzyła.
Książę jednak powiedział:
— Mamo, skoro chcemy ją zobaczyć, dlaczego koniecznie ona ma biec do nas? Pojedźmy sami.
Po krótkim wahaniu zgodziła się.
Nazajutrz kareta ruszyła do małego domku.
I wtedy wydarzył się prawdziwy cud.
Ledwie koła zbliżyły się do podwórza, stara chata jakby wyprostowała plecy. Ściany rozbłysły białym kamieniem, małe okna stały się wysokie i jasne, a wokół wyrósł ogród pełen fontann i drzew pomarańczowych.
Skromny gospodarz wyszedł powitać gości we wspaniałych szatach. Okazało się, że był zaczarowanym władcą, który przez wiele lat mieszkał z dala od własnego dworu.
Nawet zwyczajne podwórze się odmieniło. Tam, gdzie wczoraj stały koszyki i drewniane ławy, rozciągał się taras, a służba witała gości muzyką.
Najbardziej jednak zdumiała królową sama dziewczyna.
Stała przed nią spokojna młoda księżniczka.
— Wybacz — powiedziała królowa. — Nie wiedziałam, kim jesteś. Mój rozkaz był nieuprzejmy.
— Nie chodzi o tytuł — odpowiedziała księżniczka. — Nawet gdybym była zwyczajną wiejską dziewczyną, należałoby odnosić się do mnie z szacunkiem.
Królowa zamilkła, a potem skinęła głową.
— Masz rację.
Książę przyjechał razem z matką. Wreszcie mógł spokojnie porozmawiać z nieznajomą.
Spacerowali po ogrodzie, rozmawiali o książkach, koniach, dalekich miastach i o tym, jak zabawnie brzmi uroczysta muzyka, kiedy paw postanowi przekrzyczeć trąbkę.
Odtąd książę często przyjeżdżał w odwiedziny. Przyciągała go zwyczajna radość bycia razem.
Upłynęło sporo czasu, zanim zapytał:
— Czy chciałabyś zostać moją żoną?
Księżniczka nie odpowiedziała od razu. Zastanowiła się, po czym powiedziała:
— Tak. Teraz wiem, że to mój własny wybór.
Wesele było pogodne i radosne.
A co stało się z próżną królową, matką księżniczki?
Gdy dotarła do niej wieść, że córka żyje i jest szczęśliwa, długo nie mogła uwierzyć. Po raz pierwszy musiała przyjrzeć się własnym czynom zamiast odbiciu w lustrze.
Podobno z czasem wysłała do córki list z prośbą o spotkanie.
Księżniczka się zgodziła. Przyjechała już jednak jako osoba znająca własną wartość, a nie przestraszona dziewczyna, która musi wszystkim dogadzać.
Kiedy matka znów zaczęła mówić o urodzie, córka odpowiedziała:
— Piękna nie ubywa tylko dlatego, że ktoś inny również jest piękny. A miłość wcale nie przypomina lustra. Nie trzeba jej nikomu wydzierać.
Królowa nic nie powiedziała.
Tego wieczoru po raz pierwszy od wielu lat nie zapytała jednak lustra, kto jest najpiękniejszy na świecie.
Blask korony widać bowiem z daleka, lecz prawdziwą godność poznaje się po tym, jak człowiek traktuje innych.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
