

Francja
Rybak i jego synowie
Dawno temu na wybrzeżu Kraju Basków mieszkał rybak z żoną. Ich dom stał niedaleko morza, a mężczyzna co rano wypływał łodzią jeszcze przed wschodem słońca.
- Kraj
- Francja
- Wiek
- 7–10 lat

Posłuchaj baśni
Rybak i jego synowie
Dawno temu na wybrzeżu Kraju Basków mieszkał rybak z żoną. Ich dom stał niedaleko morza, a mężczyzna co rano wypływał łodzią jeszcze przed wschodem słońca.
Pewnego dnia zarzucił sieć i poczuł, że wpadło w nią coś wielkiego. Kiedy wyciągnął połów, w łodzi zalśniła niezwykła srebrna ryba.
Nagle przemówiła:
— Dobry człowieku, wypuść mnie z powrotem do morza. Odwdzięczę ci się za litość.
Rybak tak się zdziwił, że omal nie upuścił wiosła.
— Skoro potrafisz mówić, masz prawo poprosić o wolność — powiedział i wypuścił rybę.
Wieczorem wrócił do domu z pustymi rękami.
— Gdzie połów? — zapytała żona.
Rybak opowiedział o niezwykłej rybie.
— Jesteś dobry — westchnęła — ale przecież musimy coś jeść.
Następnego dnia ta sama ryba znowu wpadła do sieci.
— Wypuść mnie — poprosiła. — Zadbam o to, żeby wasza rodzina nie cierpiała biedy.
Rybak znów ją uwolnił. Gdy wrócił na brzeg, w starej torbie, którą zawsze zabierał ze sobą, znalazł tyle monet, że wystarczyło na jedzenie, ubrania i naprawę łodzi.
Żona wciąż jednak się martwiła.
— A jeśli ten cud już się nie powtórzy?
Trzeciego dnia ryba zjawiła się ponownie.
Rybak nie chciał już nawet brać jej do rąk.
— Płyń sobie — powiedział. — Nie życzę ci krzywdy.
Ryba podpłynęła bliżej.
— W takim razie przyjmij dar dla waszego domu zamiast pieniędzy.
Dotknęła ogonem burty. Na drewnie zostały trzy srebrne łuski.
— Jedną połóż pod poduszką żony, drugą przy stajni, trzecią przy psim posłaniu. Urodzi wam się trzech synów podobnych do siebie jak trzy krople wody. Klacz będzie miała troje jednakowych źrebiąt, a suczka troje jednakowych szczeniąt. Zapamiętaj jeszcze jedno: studnia za domem ostrzeże was o nieszczęściu. Jeśli któryś z synów będzie potrzebował pomocy, woda w niej zacznie bulgotać.
Tak się stało.
Z czasem w rodzinie rosło trzech silnych chłopców. Nawet matka czasami się śmiała:
— Dobrze, że każdy z was ma inny głos, bo od tyłu zupełnie was nie rozróżniam!
Razem z nimi dorastały trzy jednakowe konie i trzy wielkie, wierne psy.
Kiedy bracia stali się dorośli, najstarszy powiedział:
— Chcę zobaczyć świat.
Rodzice się niepokoili, ale pozwolili mu odejść. Chłopak wziął jednego konia, jednego psa i ruszył w drogę.
Po wielu dniach dotarł do miasta, w którym nikt się nie śmiał. Na ulicach stali milczący ludzie, a na drzwiach domów wisiały ciemne wstążki.
— Co się stało? — zapytał wędrowiec.
Opowiedziano mu, że w górach zamieszkał siedmiogłowy wąż. Zastraszał miasto i żądał, żeby ludzie przychodzili do niego pojedynczo. Teraz przyszła kolej na królewską córkę.
— Nikt nie powinien iść do niego sam — powiedział chłopak.
Wspiął się w góry razem z psem. Przy skale czekała już księżniczka.
— Wracaj — poprosiła. — Nie chcę, żeby przeze mnie ucierpiał ktoś jeszcze.
— Zobaczymy, kto tutaj kogo przestraszy — odpowiedział młodzieniec.
Niedługo potem z jaskini wypełzł wąż. Siedem głów zasyczało jednocześnie. Pies głośno zaszczekał, odwracając uwagę potwora, a chłopak stanął do walki. Starcie trwało długo, lecz w końcu wąż stracił czarodziejską moc i uciekł daleko w góry. Więcej nie wrócił do miasta.
Na dowód młodzieniec zebrał siedem lśniących łusek, które wąż zgubił podczas walki. Księżniczka oderwała także siedem małych wstążek z siedmiu warstw swojego odświętnego stroju.
— Chodźmy do ojca — powiedziała. — Musi wiedzieć, kto ocalił miasto.
Chłopak jednak nie lubił pochwał.
— Jesteś już bezpieczna. To wystarczy.
Wrócił do zajazdu.
Tymczasem pewien węglarz odnalazł przy jaskini ślady starcia i postanowił przypisać sobie zwycięstwo. Przyszedł do króla i oznajmił:
— To ja przepędziłem węża!
Księżniczka zaprzeczyła:
— Nie. Dobrze pamiętam tego, kto był ze mną.
Prawdziwy wybawca jednak się nie zjawiał. Już szykowano uroczystość na cześć węglarza, gdy księżniczka zobaczyła chłopaka na placu.
— Oto on!
Król poprosił o dowody. Młodzieniec pokazał siedem wężowych łusek, a księżniczka siedem wstążek ze swojego stroju. Wszystko dokładnie zgadzało się z jej opowieścią.
Oszustwo wyszło na jaw. Węglarza wypędzono z miasta, a młodzieńcowi zaproponowano, żeby został na dworze. Z czasem on i księżniczka pokochali się i pobrali.
Pewnego wieczoru młody mąż wyjrzał przez okno i zobaczył w świetle księżyca dziwny zamek.
— Co to za miejsce? — zapytał.
Księżniczka się zaniepokoiła.
— Nikt tam nie chodzi. Podobno kto wejdzie, ten nie wraca.
Właśnie te słowa rozbudziły jego ciekawość.
— Tylko popatrzę.
W zamku powitała go stara czarownica i zaprosiła do stołu.
— Skosztuj choć okruszyny.
Ledwie młodzieniec dotknął zaczarowanej potrawy, zaklęcie zamknęło się wokół niego. Stracił ludzką postać i nie potrafił znaleźć wyjścia.
W tej samej chwili daleko przy domu rodziców zabulgotała studnia.
— Nieszczęście — powiedział drugi brat. — Idę go szukać.
Wziął swojego konia i psa, dotarł do tego samego miasta i wszyscy uznali go za starszego brata. Nawet księżniczka z początku nie zauważyła różnicy.
Wieczorem on także zobaczył tajemniczy zamek. Mimo ostrzeżeń ruszył w jego stronę. Czarownica powtórzyła ten sam podstęp. Studnia przy domu znów zabulgotała.
Wtedy trzeci brat powiedział:
— Teraz moja kolej. Nie wrócę bez nich.
On także dotarł do miasta. Gdy wybierał się do zamku, spotkał przy drodze staruszkę.
— Nie jedz niczego, co ci tam zaproponują — ostrzegła. — Czary działają przez jedzenie. Oto zwykły pierożek. Najpierw poczęstuj nim czarownicę.
Trzeci brat podziękował.
W zamku czarownica postawiła przed nim suto zastawiony stół.
— Jedz.
— Później — odpowiedział chłopak. — Najpierw skosztujcie mojego pierożka. W naszej rodzinie gospodarz i gość dzielą się jedzeniem.
Czarownica odmawiała, ale chłopak nalegał. W końcu odgryzła kawałek. Jej zaklęcie natychmiast osłabło.
— Gdzie moi bracia? — zapytał młodzieniec.
— Nie wiem.
Pies zawarczał.
— Lepiej powiedzcie prawdę.
Czarownica zrozumiała, że podstępy już nie działają. Otworzyła ukryte drzwi. Za nimi stały zaczarowane istoty.
— Przywróćcie wszystkim prawdziwą postać — powiedział chłopak. — Wtedy odejdziemy bez kłótni.
Czarownica dotknęła każdego czarodziejską gałązką. Uwięzieni jeden po drugim znów stawali się ludźmi, a wśród nich pojawili się dwaj bracia młodzieńca. Prawdziwą postać odzyskały również ich konie i psy.
We trzech przyjechali do królewskiego pałacu.
Ludzie aż przecierali oczy: przed nimi stało trzech jednakowych młodzieńców.
Księżniczka się zmieszała.
— Który z was jest moim mężem?
Najstarszy brat się uśmiechnął i pokazał siedem wężowych łusek, które cały czas nosił przy sobie.
— Ten, który nie chciał kiedyś zostawić cię samej na górze.
Wtedy go rozpoznała.
Król hojnie podziękował obu braciom za ratunek. Czarownicy nakazano opuścić te ziemie i nikogo już nie przemieniać. Jej zamek oddano mieszkańcom miasta, którzy z czasem urządzili w nim wielki zajazd dla podróżnych.
Bracia wrócili do rodziców. Kiedy trzej synowie jednocześnie weszli na podwórze, matka rozpłakała się ze szczęścia, a ojciec pobiegł do studni.
Woda była spokojna i czysta.
— A więc teraz wszystko jest dobrze — powiedział.
Odtąd trzej bracia często się spotykali. Choć każdy żył własnym życiem, wiedzieli, że kiedy jednemu będzie ciężko, dwaj pozostali nie będą czekać na zaproszenie.
A morze cicho szumiało przy starym rybackim domu, jakby pamiętało srebrną rybę, od której rozpoczęła się ta niezwykła historia.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
