Okładka: Sakiewka z dwiema półpensówkami

Rumunia

Sakiewka z dwiema półpensówkami

Żyli kiedyś staruszek i staruszka. Staruszka miała kurkę, a staruszek kogucika z czerwonym grzebieniem i bardzo donośnym głosem.

Kraj
Rumunia
Wiek
6–9 lat
Czas czytania
8 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Sakiewka z dwiema półpensówkami

Żyli kiedyś staruszek i staruszka. Staruszka miała kurkę, a staruszek kogucika z czerwonym grzebieniem i bardzo donośnym głosem. Kurka codziennie znosiła jajka. Staruszka zachowywała je dla siebie i nie lubiła się dzielić. Pewnego ranka staruszek poprosił: — Daj mi, proszę, jedno jajko na śniadanie. — Jeszcze czego! — odpowiedziała staruszka. — Masz swojego kogucika, więc poproś, żeby przyniósł ci coś pożytecznego. Były to słowa gniewne i niesprawiedliwe. Ale staruszek też się rozgniewał, zamiast spokojnie wszystko przemyśleć. Wyszedł na podwórze i powiedział do kogucika: — Idź, dokąd chcesz. Wrócisz, kiedy będziesz miał się czym pochwalić. Kogucik ze zdziwieniem przechylił główkę. — Kukuryku? — zapytał, jakby chciał się upewnić, że dobrze usłyszał. Lecz staruszek zdążył już zamknąć drzwi. Cóż było robić? Kogucik ruszył drogą. Idzie sobie drobnymi kroczkami, to ziarenko znajdzie, to robaczka wypatrzy. Nagle widzi w kurzu małą sakiewkę. Podniósł ją dziobem, a w środku zadźwięczały dwie drobne monety, każda o wartości pół pensa. — Ale znalezisko! — ucieszył się kogucik. — Oddam właścicielowi, jeśli go spotkam. A jeśli nie, pokażę staruszkowi: popatrz, ja też nie wróciłem z pustym dziobem. Wziął sakiewkę i zawrócił. Właśnie wtedy drogą jechała wspaniała kareta. Siedział w niej bogaty pan. Zobaczył kogucika z sakiewką i rozkazał stangretowi: — Sprawdź, co ten ptak niesie. Stangret zatrzymał konie, podszedł i zabrał sakiewkę. — Proszę, proszę! Dwie monety — powiedział pan. — Niewiele, ale pieniądz to pieniądz. Kareta ruszyła dalej. Kogucik osłupiał. Potem rozłożył skrzydła i pobiegł za nią. — Kukuryku! Panie, słyszysz? Oddaj sakiewkę! Nie twoje, nie bierz! Pan zmarszczył brwi. — Co za hałaśliwy ptak. Ale kogucik nie dawał za wygraną: — Kukuryku! Oddaj, co moje! Kareta przejeżdżała obok starej studni. Panu znudziło się słuchanie koguciego piania i kazał stangretowi odnieść ptaka dalej od drogi. Stangret posadził kogucika na brzegu studni, licząc, że ten się przestraszy i ucieknie. Kogucik jednak przypadkiem się poślizgnął i plusnął w dół. — A to dopiero! — mruknął, znalazłszy się w wodzie. Był to jednak kogucik z baśni. Nabrał w pierś powietrza i zaczął pić wodę. Pił, pił i pił, aż wody ubyło tak dużo, że zdołał wydostać się na zewnątrz. Otrzepał pióra i znów rzucił się za karetą. — Kukuryku! Oddaj sakiewkę! Pan aż podskoczył na siedzeniu. — Znowu on! Kiedy dotarli do pańskiego domu, kogucik stał już pod oknem. — Kukuryku! Cudze trzeba oddawać! Pan postanowił zamknąć natrętnego gościa w kuchni, żeby nie słyszeć go z podwórza. Płonął tam jednak wielki ogień i kogucikowi zrobiło się za gorąco. Wtedy przypomniał sobie wodę ze studni. — Gul, gul, gul! — wypuścił ją całą, do ostatniej kropli. Ogień zasyczał i zgasł. Przez kuchnię popłynęły strumyki, a kogucik spokojnie wyszedł na podwórze. — Kukuryku! Oddaj sakiewkę! Pan nie wiedział już, co wymyślić. — Zaprowadźcie go do stada — rozkazał. — Może tam wreszcie zapomni o swoich dwóch monetach. Kogucik znalazł się między krowami, cielętami i wołami. Zwierzęta ze zdziwieniem przyglądały się małemu gościowi. A kogucik nagle poczuł, że jego baśniowa moc jeszcze się nie wyczerpała. — Skoro woda się zmieściła, może i wy się zmieścicie? — zażartował. I wtedy wydarzyło się coś nieprawdopodobnego: zwierzęta jedno po drugim zniknęły w czarodziejskiej przestrzeni za jego dziobem, jakby schowały się w olbrzymiej niewidzialnej komorze. Nikomu nic się nie stało. Ze środka dobiegało nawet spokojne muczenie. Kogucik wrócił pod okno. — Kukuryku! Oddaj sakiewkę! Pan wyjrzał i nie zobaczył ani jednego zwierzęcia. — Niemożliwe! — wykrzyknął. Wtedy postanowił zamknąć kogucika w skarbcu. „Tam na pewno zajmie się czymś innym” — pomyślał. W skarbcu stały skrzynie pełne monet. Kogucik spojrzał na nie i powiedział: — Więc potrzebne ci moje dwie drobne monety, choć tego wszystkiego wciąż ci mało? Otworzył dziób i wydarzył się kolejny baśniowy cud: złote monety uniosły się ze skrzyń, zakręciły w małym błyszczącym wirze i zniknęły w tej samej czarodziejskiej kryjówce, w której czekało stado. Kiedy pan zobaczył puste skrzynie, jego pycha wreszcie zniknęła. Wziął małą sakiewkę, podszedł do kogucika i mu ją podał. — Masz. Zabieraj. Trzeba było oddać od razu. Kogucik wziął sakiewkę. — Kukuryku! Teraz postąpiłeś słusznie. I ruszył do domu. Za nim podążyły ptaki z pańskiego podwórza, którym bardzo spodobał się ten odważny wędrowiec. Kogucik szedł drogą tak dostojnie, jakby prowadził świąteczny pochód. Kiedy staruszek usłyszał znajome: — Kukuryku! wybiegł za bramę. — Koguciku! Wróciłeś! I od razu się zawstydził. — Niepotrzebnie cię wypędziłem. Nie musiałeś niczego mi udowadniać. Kogucik położył sakiewkę na ziemi. — Rozściel na podwórzu wielkie płótno — poprosił. Staruszek posłuchał. Kogucik zatrzepotał skrzydłami. Z czarodziejskiej kryjówki najpierw wyszły krowy, woły i cielęta, całe, zdrowe i spokojne. Potem wyleciały lśniące monety i usypały na płótnie wielką stertę. Staruszek stał z otwartymi ustami. — Skąd to wszystko? Kogucik opowiedział o drodze, sakiewce, karecie, studni, kuchni i skarbcu. — Teraz jesteśmy bogaci! — wykrzyknął staruszek. — Bogactwo jeszcze nie czyni człowieka dobrym — odpowiedział kogucik. — Pamiętaj, jak łatwo rozgniewałeś się z powodu jednego jajka. Staruszek podrapał się po głowie. — Masz rację. Odtąd będziemy żyć inaczej. Wtedy na podwórze wyszła staruszka. Zobaczyła monety i natychmiast zapragnęła takiego samego cudu. — Moja kurka też może przynieść skarb! — powiedziała. Podbiegła do kurki i zaczęła gniewnie rozkazywać: — No już, idź i przynieś mi złoto! Kurka się przestraszyła i wymknęła za bramę. Niebawem wróciła. Niosła w dziobie mały szklany koralik, który błyszczał w słońcu. Położyła go w gnieździe i dumnie zagdakała. Staruszka zajrzała do środka. — Koralik? I to wszystko? Już miała znów się rozgniewać, ale kogucik stanął przed kurką. — Poczekaj. Przyniosła to, co znalazła. Dlaczego uznałaś, że świat musi powtórzyć dla ciebie cud, który przydarzył się komuś innemu? Staruszka milczała. Potem wzięła koralik na dłoń. Był zupełnie zwyczajny, lecz pięknie mienił się w świetle. — Chyba rzeczywiście chciałam za dużo — powiedziała ciszej. Odtąd staruszek i staruszka przestali kłócić się o jajka i monety. Część bogactwa przeznaczyli na gospodarstwo, częścią podzielili się z potrzebującymi, a ptakom urządzili przestronne i ciepłe obejście. Kogucik nosił swoją małą sakiewkę na wstążeczce przy szyi. Nadal leżały w niej dwie półpensówki. Nie dlatego, że były wielkim skarbem. Lecz dlatego, że przypominały mu, iż nawet dla dwóch drobnych monet warto upominać się o sprawiedliwość, ale prawdziwa wartość nie polega na tym, ile zdołało się zagarnąć dla siebie, tylko na tym, czy nauczyło się postępować uczciwie.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨