Okładka: Szczęśliwy książę

Cały świat

Szczęśliwy książę

Wysoko nad miastem, na smukłej kolumnie, stał posąg Szczęśliwego Księcia.

Kraj
Cały świat
Wiek
6–10 lat
Czas czytania
8 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Szczęśliwy książę

Wysoko nad miastem, na smukłej kolumnie, stał posąg Szczęśliwego Księcia.

Całe jego ciało pokrywały cienkie płatki złota. Oczy lśniły dwoma błękitnymi szafirami, a na rękojeści miecza płonął wielki czerwony rubin.

Ludzie przechodzili przez plac i podziwiali go.

— Tak właśnie powinno wyglądać szczęście — mówili jedni.

— Jaki piękny książę! — zachwycali się inni.

Sam Książę milczał.

Kiedy żył, mieszkał w pałacu otoczonym wysokimi murami. Zawsze grała tam muzyka, w ogrodach kwitły kwiaty, a wokół byli ludzie, którzy chronili go przed wszystkim, co smutne.

Naprawdę uważał się za szczęśliwego, bo prawie nie wiedział, jak żyją ci, którym jest ciężko.

Teraz, jako posąg górujący nad miastem, widział wszystko.

Pewnej jesiennej nocy do miasta przyleciała Jaskółka. Jej towarzyszki dawno już ruszyły do ciepłych krajów, a ona się opóźniła i teraz spieszyła na południe.

— Przenocuję tutaj — postanowiła Jaskółka, widząc posąg. — Jest wysoko, powietrze świeże, a złotego dachu nawet nie potrzebuję.

Usadowiła się między nogami Księcia i już miała zasnąć, gdy spadła na nią wielka kropla.

— Dziwne — powiedziała Jaskółka. — Niebo jest czyste.

Spadła druga kropla.

Jaskółka podniosła głowę i zobaczyła, że po złotych policzkach Księcia płyną łzy.

— Dlaczego płaczesz? — zapytała.

— Kiedy żyłem, nie znałem smutku — odpowiedział Książę. — Teraz widzę całe miasto i nie potrafię nie zauważać cudzego nieszczęścia.

Poprosił Jaskółkę, by spojrzała na mały domek w odległej uliczce.

Przy stole siedziała zmęczona szwaczka. Pracowała do późna, a jej mały syn leżał w łóżku z gorącym czołem i prosił o coś chłodnego.

Matce prawie nie zostało pieniędzy.

— Na moim mieczu jest rubin — powiedział Książę. — Zanieś go jej.

— Ale muszę lecieć do ciepłych krajów — odpowiedziała Jaskółka. — Inne już tam na mnie czekają.

— Zostań tylko na jedną noc.

Jaskółka spojrzała na smutną twarz Księcia i się zgodziła.

Wyjęła rubin z rękojeści miecza, przeleciała nad dachami i położyła klejnot przy szwaczce. Potem lekko wachlowała skrzydłami czoło dziecka.

— Jak przyjemnie chłodno — szepnął chłopiec i zasnął.

Następnego dnia Jaskółka wróciła do Księcia.

— Teraz już odlatuję.

— Jaskółko, zostań jeszcze na jedną noc — poprosił.

Książę widział młodego pisarza w małym pokoiku pod dachem. Próbował dokończyć pracę, ale zmarzł i był tak głodny, że nie potrafił się skupić.

— Weź jeden z moich szafirów i zanieś mu.

Jaskółka się przestraszyła.

— Ale to twoje oko.

— Zanieś, proszę.

Jaskółka ostrożnie wyjęła szafir i poleciała do młodzieńca. Gdy zobaczył klejnot, zrozumiał, że będzie mógł kupić jedzenie, ogrzać pokój i spokojnie skończyć swoją pracę.

Następnego wieczoru Jaskółka znowu powiedziała:

— Książę, teraz naprawdę muszę lecieć.

Książę zobaczył jednak na placu małą sprzedawczynię zapałek. Jej towar zamókł, dziewczynka płakała i bała się wrócić do domu bez pieniędzy.

— Oddaj jej drugi szafir.

— Wtedy niczego już nie będziesz widział — powiedziała Jaskółka.

— Zobaczyłem już wystarczająco dużo, by wiedzieć, że ona potrzebuje pomocy.

Jaskółka spełniła jego prośbę.

Kiedy wróciła, oczy Księcia już nie lśniły.

— Teraz jesteś ślepy — powiedziała ptaszyna. — Nie zostawię cię samego.

— Ale nadchodzi chłód. Musisz lecieć na południe.

— Zostanę z tobą jeszcze trochę.

Od tej pory Jaskółka stała się oczami Księcia.

Latała nad miastem i opowiadała mu, co widzi: dzieci marznące przy ciemnych domach, starszych ludzi, którym brakowało jedzenia, rodziny liczące ostatnie monety i tych, których inni po prostu nie zauważali.

— Mam jeszcze złoto — powiedział Książę. — Zdejmuj je płatek po płatku i zanoś tym, którzy go potrzebują.

Jaskółka zaczęła odrywać z posągu cienkie złote blaszki.

Jedną zaniosła rodzinie, która nie miała za co kupić kolacji.

Drugą dziecku potrzebującemu ciepłego ubrania.

Trzecią starej kobiecie mieszkającej samotnie.

Tak mijał dzień za dniem.

Szczęśliwy Książę stawał się coraz mniej błyszczący. Złoto znikało, szafirów już nie było, rubin dawno znalazł nową właścicielkę.

Za to w wielu ciemnych pokojach pojawiały się światło, jedzenie i nadzieja.

Nadeszła zima.

Dachy pokrył szron, na wodzie pojawił się cienki lód, a Jaskółce coraz trudniej było latać.

— Teraz naprawdę musisz odlecieć — powiedział Książę. — Nie chcę, żebyś została tu przeze mnie i zamarzła.

— Wiem — odpowiedziała cicho Jaskółka. — Ale najpierw się pożegnam.

Usiadła Księciu na ramieniu.

— Czy mogę cię pocałować?

— Cieszę się, że wreszcie wyruszasz do ciepłych krajów — powiedział.

Jaskółka była już jednak zbyt osłabiona zimnem.

Dotknęła dziobem ust Księcia, opadła do jego stóp i znieruchomiała.

W tej samej chwili wewnątrz posągu coś pękło.

To rozpadło się ołowiane serce Księcia.

Następnego ranka przez plac przechodzili miejscy urzędnicy.

— Jaki brzydki zrobił się nasz Książę — powiedział jeden. — Ani złota, ani klejnotów.

— A u jego stóp leży martwy ptaszek — dodał drugi.

Postanowili zdjąć posąg.

Wysłano go do warsztatu, by przetopić metal. Ołowiane serce z jakiegoś powodu nie chciało się jednak stopić. Wyrzucono je razem z małą Jaskółką.

Ale historia na tym się nie kończy.

W baśni opowiada się, że pewnego dnia niebiański posłaniec otrzymał zadanie odnalezienia dwóch najcenniejszych rzeczy w całym mieście.

Odwiedził bogate domy, zajrzał do skrzyń pełnych klejnotów, zobaczył kosztowne ozdoby i złote monety.

Potem znalazł pęknięte ołowiane serce i małą Jaskółkę.

To właśnie je uznał za najcenniejsze.

Nie dlatego, że serce wykonano z drogiego metalu. Było ze zwykłego ołowiu.

I nie dlatego, że Jaskółka była rzadkim czy wspaniałym ptakiem.

Lecz dlatego, że oboje oddali to, co mieli, aby komuś innemu było choć trochę lżej.

Ludzie długo pamiętali złoty posąg Szczęśliwego Księcia. Jego prawdziwe szczęście nie zaczęło się jednak wtedy, gdy wszyscy go podziwiali.

Zaczęło się wtedy, gdy dostrzegł cudzy ból i nie odwrócił wzroku.

A Jaskółka, która początkowo chciała tylko jak najszybciej dotrzeć do ciepłych krajów, odkryła inną drogę: czasem największe ciepło rodzi się nie ze słońca, lecz z troski o kogoś obok.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨