Okładka: Skąd się wzięły gwiazdy

Filipiny

Skąd się wzięły gwiazdy

Bardzo dawno temu, kiedy niebo było jeszcze młode, mieszkali na nim tylko Słońce i Księżyc.

Kraj
Filipiny
Wiek
4–8 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Skąd się wzięły gwiazdy

Bardzo dawno temu, kiedy niebo było jeszcze młode, mieszkali na nim tylko Słońce i Księżyc.

Za dnia Słońce płynęło nad ziemią w swojej złotej łodzi. Oświetlało lasy, rzeki, góry i pola tak jasno, że każdy listek rzucał cień.

Nocą pojawiał się Księżyc. Jego światło było ciche, srebrzyste i chłodne. Układało się na wodzie w długie ścieżki i zaglądało w okna tych, którzy jeszcze nie spali.

Słońce i Księżyc często jednak się spierali.

— Niebo powinno być jasne! — oznajmiało Słońce. — Tak, żeby wszystko było widać daleko, daleko.

— Nie zawsze — odpowiadał Księżyc. — Czasem światło powinno być łagodne. Ciemność też ma swoje piękno.

Pewnego razu Księżycowi urodziła się córeczka.

Była zupełnie maleńka. Kiedy się śmiała, wokół niej rozbłyskiwały srebrne iskierki. Kiedy klaskała w dłonie, po niebie rozchodził się dźwięk, jakby ktoś poruszał delikatnymi szklanymi dzwoneczkami.

Księżyc ogromnie się cieszył.

— Spójrz, jaka jest wspaniała — powiedział do Słońca.

Słońce było jednak dumne.

— Wcale mnie nie przypomina — odparło. — Nie świeci tak mocno jak moje promienie. Po co niebu jeszcze jeden cichy blask?

Księżyc posmutniał.

— Coś może być potrzebne, nawet jeśli różni się od ciebie.

Ale Słońce nie chciało słuchać.

— Na niebie jest już dość świateł — powiedziało.

Księżyc postanowił się nie kłócić. Otulił córeczkę miękką chmurką i ukrył ją w wielkiej srebrnej szkatułce.

Żeby dziecko nie bało się ciemności, włożył do środka garść maleńkich światełek.

Były to szczególne światełka. Nie parzyły ani nie oślepiały. Każde świeciło inaczej: jedno błękitno, drugie złociście, trzecie lekko różowo, a czwarte migotało jak kropla rosy.

— To twoje niebiańskie zabawki — szepnął Księżyc. — Kiedyś znajdziemy dla nich piękne miejsce.

Minęło kilka dni.

Słońce zauważyło, że Księżyc co noc dokądś się spieszy po zakończeniu wędrówki po niebie.

— Co ukrywasz? — zapytało.

— To, co jest mi drogie — odpowiedział Księżyc.

Słońce się rozgniewało.

— Na niebie nie powinno być przede mną żadnych tajemnic!

Pewnego ranka, kiedy Księżyc zamierzał już schować się za górami, Słońce odnalazło srebrną szkatułkę.

Podniosło wieczko.

Ze środka wyjrzała mała córeczka Księżyca. Wcale się nie przestraszyła. Przeciwnie, uśmiechnęła się do Słońca i wyciągnęła ku niemu rączkę.

Słońce jednak nadal się gniewało.

— Co to za drobne światełka? — zapytało, dostrzegając je wokół dziecka.

— Nie ruszaj ich — poprosił Księżyc, który właśnie wrócił. — Są delikatne.

Ale Słońce już chwyciło garść blasku.

— Skoro to tylko małe światełka, niech sobie lecą!

Szeroko rozrzuciło ramiona.

Światełka rozsypały się po całym niebie.

Jedno poleciało daleko na północ.

Drugie potoczyło się nad morze.

Trzecie zatrzymało się nad wysoką górą.

Setki pozostałych odleciały tak daleko, że nawet Słońce nie zdołało ich zebrać.

Nadeszła noc.

Księżyc ruszył swoją drogą i znieruchomiał ze zdumienia.

Całe ciemne niebo usiane było małymi jasnymi punkcikami.

Jedne migotały mocniej, inne ledwie dostrzegalnie. Niektóre trwały blisko siebie, jakby prowadziły rozmowę. Inne świeciły samotnie, daleko od pozostałych.

Córeczka Księżyca klasnęła w dłonie.

— Spójrz! Moje światełka znalazły swoje miejsca!

Księżyc się uśmiechnął.

Słońce, które właśnie znikało za krańcem ziemi, również się obejrzało.

Po raz pierwszy dostrzegło niezwykłe piękno nocy — tak odmiennej od dnia.

— To był błąd — przyznało cicho. — Małe światło także ma moc.

Odtąd nie spierało się już z Księżycem o to, czyj blask jest bardziej potrzebny.

Za dnia ziemię oświetla Słońce.

Nocą płynie nad nią Księżyc.

A pomiędzy nimi, na ogromnym ciemnym niebie, migoczą rozsypane niegdyś czarodziejskie światełka.

Tak właśnie, według starej opowieści ludu Bagobo, pojawiły się gwiazdy.

Jeśli wieczorem uważnie spojrzymy w górę, zauważymy, że żadna gwiazda nie świeci dokładnie tak samo jak inna.

Może właśnie dlatego niebo stało się tak piękne.

Potrzebowało przecież najróżniejszych światełek.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨