Okładka: Słomiany byczek

Ukraina

Słomiany byczek

Żyli sobie dziadek i babcia. Nie byli bogaci, ale żyli zgodnie. Dziadek pracował od rana do wieczora, a babcia przędła len, krzątała się po chacie i zawsze potrafiła znaleźć powód do uśmiechu, nawet gdy w komorze zostawała już tylko garstka kaszy.

Kraj
Ukraina
Wiek
4–7 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Słomiany byczek

Żyli sobie dziadek i babcia. Nie byli bogaci, ale żyli zgodnie. Dziadek pracował od rana do wieczora, a babcia przędła len, krzątała się po chacie i zawsze potrafiła znaleźć powód do uśmiechu, nawet gdy w komorze zostawała już tylko garstka kaszy.

Pewnego wieczoru odłożyła kołowrotek i powiedziała:

— Dziadku, zrób mi byczka.

Dziadek aż poprawił okulary.

— Byczka? Skąd ja ci wezmę żywego byczka?

— Zrób słomianego.

— Słomianego? — zdziwił się jeszcze bardziej.

— Słomianego. A boki posmaruj mu odrobiną smoły, żeby był mocniejszy.

Dziadek pokręcił głową, lecz nie zaczął się spierać.

— Skoro już sobie wymyśliłaś, niech będzie po twojemu.

Nazbierał suchej słomy, związał mocny tułów, dorobił cztery nogi, ogonek i rogi. Babcia dała dwa okrągłe guziki na oczy. Na koniec dziadek ostrożnie posmarował boki lepką smołą.

Byczek był wprawdzie słomiany, ale wyglądał niezwykle dostojnie.

— Ależ przystojniak! — ucieszyła się babcia.

Rano wzięła kołowrotek i poprowadziła byczka na step.

Usiadła przy pagórku, zaczęła prząść i nuciła:

— Paś się, paś się, byczku mały, niech się nitki dobrze przędą. Paś się, paś się, byczku mały…

Słońce przygrzało. Wiatr cichutko kołysał trawą. Oczy babci same się zamknęły.

Aż tu z lasu wyszedł niedźwiedź.

Zobaczył byczka i zdziwił się:

— Coś ty za jeden?

Słomiany byczek odpowiedział spokojnym głosem:

— Jestem byczek trzylatek, ze słomy mam boczek, a smołą malowany cały mój kubraczek.

— Smołą? — ożywił się niedźwiedź. — To dobrze! Zaczepiłem bokiem o gałęzie w gęstwinie i zmierzwiło mi się futro. Daj trochę smoły, to je przygładzę.

— Bierz — powiedział byczek.

Niedźwiedź przyłożył łapę do posmarowanego boku.

— Oj… lepi się.

Spróbował odciągnąć łapę, ale nie mógł. Zaparł się drugą i druga też przylgnęła.

— Co to za dziwny byczek! — zaburczał.

Byczek bez słowa ruszył do domu i pociągnął niedźwiedzia za sobą.

Babcia się obudziła, a byczka nie ma.

— Ojej! Czyżby sam poszedł do chaty?

Przybiegła do domu. Przy bramie stał słomiany byczek, a obok niedźwiedź próbował odkleić łapy.

— Dziadku, zobacz, kogo przyprowadził nasz byczek!

Dziadek pomógł niedźwiedziowi uwolnić się od smoły i surowo zapytał:

— Dlaczego łapałeś naszego byczka?

Niedźwiedź się speszył.

— Chciałem tylko wziąć trochę smoły. Nie pomyślałem, że mogę go uszkodzić. Pozwólcie mi odejść, a przyniosę wam miodu. Znam w lesie dziuplę, w której pszczoły mają pełne plastry.

— Jeśli weźmiesz tyle, żeby i pszczołom zostało — powiedział dziadek — to zgoda.

Niedźwiedź obiecał i odszedł.

Następnego ranka babcia znowu poprowadziła byczka na step.

— Paś się, paś się, byczku mały, niech się nitki dobrze przędą…

I znów przysnęła.

Wtedy zza sosen wybiegł szary wilk.

— Kim jesteś?

— Jestem byczek trzylatek, ze słomy mam boczek, a smołą malowany cały mój kubraczek.

— Smołą? Daj trochę. Przedzierałem się przez kolczaste krzaki i podrapałem sobie boki.

— Bierz.

Wilk dotknął byczka i się przykleił.

Szarpnął raz, drugi i trzeci.

— Ojojoj! Puść mnie!

A byczek już niespiesznie szedł do chaty i ciągnął wilka za sobą.

Dziadek uwolnił także wilka.

— Nie godzi się brać cudzego bez pozwolenia — powiedział.

— Wiem — odparł wilk. — Pozwólcie mi to naprawić. Znam pasterza, któremu często pomagam odnajdywać owce odłączone od stada. Poproszę, żeby podzielił się z wami wełną na ciepły koc.

— To będzie dobry uczynek — powiedzieli dziadek i babcia.

Trzeciego dnia do byczka przybiegła lisica.

— Jaki ładniutki! Kim jesteś?

— Jestem byczek trzylatek, ze słomy mam boczek, a smołą malowany cały mój kubraczek.

— Smołą? Och, czy mogę dostać kropelkę? Po deszczu mam zupełnie potargany ogonek.

— Bierz.

Lisica dotknęła go bokiem i także się przykleiła.

— A to mi kropelka! — westchnęła.

Byczek przyprowadził ją do domu.

Lisica od razu powiedziała:

— Zrozumiałam. Trzeba było najpierw porządnie zapytać, zamiast tak łapać. Wypuśćcie mnie, a przyniosę wam jajek od znajomej gospodyni. Często odpędzam wrony od jej kurnika, więc mnie zna.

Dziadek się roześmiał.

— Tylko bez sztuczek, lisiczko.

— Bez sztuczek — obiecała.

Następnego dnia zjawił się zając. Tak się spieszył, że wpadł na byczka i przykleił się puszystym bokiem.

— Niechcący! — od razu zawołał. — Wcale nie chciałem niczego brać!

Babcia ostrożnie pomogła mu się odkleić.

— W takim razie nie musisz niczego wynagradzać — powiedziała.

A zając pomyślał i odparł:

— Mimo wszystko przyniosę wam kapusty. Mam niedaleko ogródek, a tegoroczne plony są dobre. Tak po prostu, w prezencie.

Minęło kilka dni.

Wczesnym rankiem przy drzwiach rozległo się:

Tup, tup, tup.

Dziadek wyjrzał. Przed domem stał niedźwiedź z koszem plastrów miodu.

— Tak jak obiecałem. Pszczołom zostawiłem pod dostatkiem.

Ledwie zdążyli mu podziękować, za bramą odezwał się pasterz. Przyniósł wielki pakunek czystej wełny.

— Szary wilk powiedział, że jest wam winien przysługę. Oto wełna na koc.

Za nim przyszła gospodyni z koszem jajek.

— Lisica przez trzy wieczory odpędzała wrony od mojego podwórza. Powiedziała, że robi to dla was.

Na końcu przykicał zając z tak wielką główką kapusty, że sam ledwie zza niej wyglądał.

— Ale ciężka! — sapnął. — Lecz obiecałem prezent!

Babcia nakryła do stołu. Miód pachniał latem, w piecu piekło się już ciasto, a dziadek rozwijał miękką wełnę.

— Widzisz — powiedział do babci — dziwnego byczka sobie wymyśliłaś.

— Za to pożytecznego — uśmiechnęła się.

Słomiany byczek jeszcze długo stał przy chacie. Z czasem jednak słońce wysuszyło smołę, wiatr rozczochrał słomę i pewnego dnia dziadek rozebrał go, a słomę zaniósł do obory na ściółkę.

Babcia jednak jeszcze przez wiele lat lubiła wspominać:

— To był byczek! Nie jadł, nie muczał, a ile przygód przyprowadził na nasze podwórze!

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨