Okładka: Słońce, Księżyc i Wiatr idą na kolację

Indie

Słońce, Księżyc i Wiatr idą na kolację

Dawno temu Słońce, Księżyc i Wiatr byli jeszcze młodzi i mieszkali ze swoją matką Jutrzenką.

Kraj
Indie
Wiek
3–7 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Słońce, Księżyc i Wiatr idą na kolację

Dawno temu Słońce, Księżyc i Wiatr byli jeszcze młodzi i mieszkali ze swoją matką Jutrzenką.

Słońce kochało wszystko, co jasne i gorące. Księżyc lubił spokojne wieczory, srebrzyste światło i ciche rozmowy. Wiatr zaś nie umiał usiedzieć w miejscu: raz szeleścił liśćmi, raz podrywał kurz z drogi, a raz pędził za horyzont, sam nie wiedząc po co.

Pewnego dnia dostali zaproszenie. Grzmot i Błyskawica urządzali wielką kolację.

— To będzie wspaniałe święto! — ucieszyło się Słońce.

— Pewnie będzie muzyka — powiedział Księżyc.

— Ja zjawię się tam pierwszy! — zawołał Wiatr i już zakręcił się wokół domu.

Jutrzenka poprawiła dzieciom odświętne stroje.

— Idźcie i bawcie się dobrze — powiedziała. — Ja zostanę w domu. Pamiętajcie tylko, że kiedy wam jest miło, dobrze jest pomyśleć również o kimś, kto na was czeka.

— Oczywiście! — odpowiedzieli wszyscy troje i ruszyli w drogę.

U Grzmotu i Błyskawicy było gwarno i wesoło. Na wielkim stole stały pachnące placki, ryż z przyprawami, słodkie owoce, orzechy i dzbanki chłodnego napoju.

Słońce usiadło najbliżej stołu.

— Spróbuję tego! I jeszcze tego! A tamtego także!

Wiatr przelatywał od talerza do talerza.

— Co za zapach! A co jest tam? Mogę spróbować? Jeszcze odrobinkę?

Tylko Księżyc co jakiś czas przypominał sobie o matce. Kiedy podano słodkie owoce, odłożył kilka najpiękniejszych do czystej serwetki. Gdy pojawiły się orzechy, dorzucił je również. Potem poprosił gospodarzy o mały placek dla Jutrzenki.

— To dla mojej mamy — wyjaśnił. — Została w domu.

Grzmot się uśmiechnął.

— Miło, kiedy na przyjęciu pamięta się o tych, których nie ma przy stole.

Późnym wieczorem Słońce, Księżyc i Wiatr wrócili do domu. Jutrzenka czekała przy oknie.

— Jak było na kolacji? — zapytała.

— Wspaniale! — zawołało Słońce. — Tyle pysznych rzeczy było na stole!

— A ja spróbowałem wszystkiego, do czego zdołałem dolecieć! — pochwalił się Wiatr.

Jutrzenka zapytała łagodnie:

— A o mnie pamiętaliście?

Słońce umilkło. Wiatr przestał świszczeć. Spojrzeli po sobie.

— Byliśmy... bardzo zajęci jedzeniem — przyznało w końcu Słońce.

— I rozmowami — dodał Wiatr.

Wtedy Księżyc wyjął serwetkę.

— Ja przyniosłem ci trochę smakołyków.

Rozwinął ją i na stole pojawiły się placek, orzechy i słodkie owoce. Jutrzenka ucieszyła się nie tyle z poczęstunku, ile z tego, że syn o niej pamiętał.

— Dziękuję — powiedziała. — Najcenniejsze w tym podarunku nie jest jedzenie. Najcenniejsze jest to, że pośród zabawy pomyślałeś o kimś, kto czekał w domu.

Słońcu zrobiło się trochę wstyd.

— Następnym razem ja także przyniosę ci coś pysznego.

— Ja też! — zaszumiał Wiatr. — Przecież noszę wszystko szybciej od innych!

Jutrzenka roześmiała się.

— Wierzę wam. A dzisiejszy wieczór każde z was zapamięta po swojemu.

Popatrzyła na Słońce.

— Jesteś jasne i silne. Czasem będziesz grzało tak mocno, że ludzie zaczną szukać cienia. Niech przypomina ci to, że siły najlepiej używać z troską.

Następnie zwróciła się do Wiatru.

— Jesteś szybki i niespokojny. Czasami popędzisz tak gwałtownie, że zaszumią drzewa i zatrzasną się drzwi. Niech będzie to dla ciebie przypomnienie, by od czasu do czasu zatrzymać się i dostrzec innych.

A Księżycowi powiedziała:

— Ty o mnie pamiętałeś. Niech więc twoje światło będzie chłodne i łagodne. Gdy nadejdzie noc, ludzie spojrzą na ciebie i poczują spokój.

Od tej pory Słońce świeci jasno i gorąco. Wiatr wędruje po świecie, raz delikatny, raz silny, a Księżyc cicho rozjaśnia noc.

Mówią, że kiedy Księżyc świeci szczególnie jasno, Jutrzenka spogląda na niego i wspomina tamtą kolację. Właśnie po niej wszyscy troje nauczyli się prostej rzeczy: radość staje się większa, kiedy pamiętamy, by dzielić się nią z innymi.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨