Okładka: Śnieżynka

Cały świat

Śnieżynka

W pewnej wsi mieszkali Iwan i Maria. Ich dom był ciepły, ogród zadbany, w spiżarni nie brakowało mąki, a po podwórzu chodziły kury. Najbardziej jednak małżeństwo marzyło o dziecku.

Kraj
Cały świat
Wiek
6–9 lat
Czas czytania
8 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Śnieżynka

W pewnej wsi mieszkali Iwan i Maria. Ich dom był ciepły, ogród zadbany, w spiżarni nie brakowało mąki, a po podwórzu chodziły kury. Najbardziej jednak małżeństwo marzyło o dziecku.

Wieczorami często siadali przy oknie i słuchali śmiechu dzieci z sąsiednich podwórek.

— Gdyby i w naszym domu rozbrzmiewał taki śmiech — mówiła cicho Maria.

Iwan brał ją za rękę.

— Może kiedyś tak będzie.

Pewnej zimy spadło mnóstwo śniegu. Leżał miękkimi białymi zaspami na dachach, płotach i gałęziach jabłoni. Mróz był pogodny, niebo błękitne, a słońce tak mocno odbijało się od śniegu, że wszystko wokół migotało srebrem.

Po obiedzie Iwan i Maria wyszli na podwórze.

— Ulepmy ze śniegu dziewczynkę — zaproponowała Maria. — Chociaż trochę się rozweselimy.

Utoczyli wielką śnieżną kulę, potem mniejszą. Zrobili smukłe ręce, mały nosek i oczy z ciemnych jagód jarzębiny. Maria ulepiła długi warkocz, a Iwan przykrył głowę śnieżnej dziewczynki starą wełnianą chustką.

— Jaka piękna — powiedziała Maria. — Jak żywa.

I wtedy wydarzył się cud.

Śnieżna dziewczynka poruszyła palcami.

Iwan znieruchomiał.

Maria aż wstrzymała oddech.

Dziewczynka zamrugała, ostrożnie zeszła ze śnieżnego pagórka i uśmiechnęła się.

— Mamo? Tato?

Maria ją objęła, lecz od razu odsunęła się ze zdziwienia: dziewczynka była chłodna niczym pierwszy płatek śniegu na dłoni, ale wcale nie lodowata.

— Jak masz na imię? — zapytał Iwan.

Dziewczynka spojrzała na biały dziedziniec.

— Śnieżynka.

Tak w ich domu pojawiła się córka.

Śnieżynka rosła nie z dnia na dzień, lecz jakby razem z zimą. Najpierw była malutka, a po kilku tygodniach biegała już po wsi z dziećmi, jeździła na sankach i zostawiała lekkie ślady na śniegu.

Najbardziej lubiła mroźne poranki.

Kiedy inne dzieci chowały nosy w szalikach, Śnieżynka wybiegała na dwór i śmiała się:

— Posłuchajcie, jak śnieg śpiewa pod stopami!

Lubiła łapać płatki śniegu, oglądać wzory na szybach i słuchać, jak zamieć huczy w kominie.

Iwan zrobił jej małe drewniane saneczki. Maria wydziergała błękitny szalik. Dziewczynki z sąsiedztwa nauczyły ją wplatać wstążki we włosy i tańczyć w kole.

W domu wreszcie zrobiło się tak wesoło, jak niegdyś marzyli Iwan i Maria.

Ale zima nie trwa wiecznie.

Pewnego dnia z dachu spadła pierwsza kropla.

Kap.

Potem druga.

Kap, kap.

Słońce wspięło się wyżej, na drodze pojawiły się ciemne pasy ziemi, a spod śniegu wychyliła się zeszłoroczna trawa.

Wszyscy we wsi cieszyli się z wiosny.

Wszyscy poza Śnieżynką.

Stała się cichsza. W dzień siedziała w cieniu, a pod wieczór wychodziła na dwór i długo patrzyła na ostatnie białe wysepki śniegu przy płotach.

— Córeczko, jesteś chora? — pytała Maria.

— Nie, mamo. Po prostu słońce jest bardzo ciepłe.

— Może chcesz nową sukienkę?

— Nie.

— Może miodowe ciasteczka?

Śnieżynka uśmiechała się, żeby nie martwić matki.

— Dziękuję. Jestem tylko trochę zmęczona.

Wiosna przeszła w lato. Sady zakwitły i przekwitły, na łąkach wyrosła wysoka trawa. Śnieżynka spacerowała teraz wcześnie rano albo wieczorem. Szczególnie lubiła chłodny deszcz.

Kiedy z nieba spadały wielkie krople, wybiegała na ganek i wyciągała ręce.

Pewnego dnia przeszła krótka letnia ulewa z drobnym gradem. Małe lodowe kulki podskakiwały po ziemi, a Śnieżynka po raz pierwszy od wielu tygodni roześmiała się tak dźwięcznie jak zimą.

Iwan i Maria spojrzeli na siebie.

Już rozumieli: ich córka należała nie tylko do nich. Mieszkała w niej sama zima.

Nadeszło letnie święto. Młodzi ludzie i dzieci poszli na łąkę zbierać kwiaty, pleść wianki i śpiewać piosenki. Wieczorem mieli rozpalić niewielkie świąteczne ognisko.

Przyjaciółki przyszły po Śnieżynkę.

— Chodź z nami! Będziemy pleść wianki z chabrów.

Śnieżynka pokręciła głową.

— Będzie tam gorąco.

— Wieczorem zrobi się chłodniej — namawiały dziewczęta. — Będziemy razem.

Maria nie chciała puszczać córki, ale widziała, jak tęsknie patrzy na koleżanki.

— Idź, jeśli chcesz. Tylko nie zmuszaj się do niczego, czego się boisz albo co sprawia, że źle się czujesz.

Śnieżynka objęła matkę.

— Dobrze.

Na łące było pięknie. Dziewczęta plotły wianki, chłopcy nosili suche gałęzie, nad trawą latały świetliki. Śnieżynka zrobiła sobie wianek z białych stokrotek i niebieskich chabrów.

Kiedy zapadł zmrok, rozpalili małe ognisko.

Płomienie cicho trzaskały.

Dzieci kolejno przeskakiwały przez ogień w miejscu, gdzie był już bardzo niski. Śmiały się i wołały Śnieżynkę.

— Teraz ty!

Podeszła bliżej.

Od gorąca jej policzki zaróżowiły się. Cofnęła się.

— Nie wiem, czy dam radę.

— Nie musisz, jeśli nie chcesz — powiedziała jedna z przyjaciółek.

Śnieżynka spojrzała w niebo. Świecił już młody księżyc.

Potem popatrzyła na ogień, przyjaciół i wianek w swoich dłoniach.

— Chcę spróbować — powiedziała cicho. — Ale po swojemu.

Poczekała, aż płomienie staną się zupełnie niziutkie, chwyciła przyjaciółki za ręce, rozpędziła się i lekko przeskoczyła nad samym skrajem ogniska.

W tej samej chwili nad łąką powiał dziwnie chłodny wiatr.

Płomień przygiął się ku ziemi.

Kwiaty w rękach dziewcząt zadrżały.

A Śnieżynka nagle stała się lekka i przezroczysta niczym poranna mgła.

— Nie bójcie się — usłyszeli przyjaciele jej głos.

Wokół niej zawirowały drobniutkie srebrne iskierki. Nie były popiołem. Przypominały płatki śniegu, choć przecież trwało lato.

Jeszcze jedna chwila i dziewczynka rozpłynęła się w chłodnej białej mgle, która uniosła się nad trawą i popłynęła ku niebu.

Na ziemi został tylko jej wianek.

Dzieci przestraszyły się i pobiegły po Iwana i Marię.

Małżonkowie przyszli na łąkę. Maria przycisnęła do piersi wianek córki i zapłakała.

Iwan długo patrzył tam, gdzie na ciemnym niebie płynęła cienka biała chmurka.

— Wiedzieliśmy, że przyszła do nas ze śniegu — powiedział. — Ale tak bardzo chcieliśmy, żeby została na zawsze.

Maria otarła łzy.

— Miłość nie staje się mniejsza tylko dlatego, że nie może zatrzymać kogoś przy sobie.

Minęło lato. Potem jesień pomalowała liście złotem, aż pewnego ranka Maria obudziła się i zobaczyła na oknie delikatny lodowy wzór.

Przypominał dziewczęcy warkocz.

— Iwanie, spójrz.

Iwan dotknął szyby.

Za oknem padał pierwszy śnieg.

I wtedy oboje usłyszeli bardzo cichy śmiech. Jakby gdzieś daleko za ogrodem biegła ich Śnieżynka i łapała płatki śniegu w dłonie.

Od tamtej pory każdej zimy Iwan i Maria wychodzili na podwórze podczas pierwszego śniegu. Nie oczekiwali, że córka znów stanie się taka jak dawniej. Wiedzieli jednak, że coś z niej zawsze wraca wraz z mrozem, białym niebem i cichym szelestem śniegu.

A wiosną nie smucili się przy każdej kropli spadającej z dachu.

Zrozumieli bowiem prostą rzecz: w naturze wszystko przychodzi w swoim czasie i wszystko się zmienia. Zima nie może zostać na zawsze, ale też nie znika na zawsze.

A gdy na szybach rozkwitały srebrne wzory, Maria uśmiechała się i mówiła:

— Dobranoc, Śnieżynko.

Za oknem zaś śnieg cicho lśnił w świetle księżyca.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨