Okładka: Słodka kasza

Cały świat

Słodka kasza

Dawno temu w małym domku na skraju wsi mieszkały dziewczynka Marysia i jej mama. Kochały się, utrzymywały dom w czystości i potrafiły cieszyć się najprostszymi rzeczami: słonecznym porankiem, ciepłym deszczem czy dojrzał

Kraj
Cały świat
Wiek
4–7 lat
Czas czytania
8 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Słodka kasza

Dawno temu w małym domku na skraju wsi mieszkały dziewczynka Marysia i jej mama. Kochały się, utrzymywały dom w czystości i potrafiły cieszyć się najprostszymi rzeczami: słonecznym porankiem, ciepłym deszczem czy dojrzałym jabłkiem na starej jabłoni.

Pewnego roku plony były jednak marne. Zapasy szybko się skończyły i któregoś ranka mama zajrzała do spiżarni, odwróciła ostatni woreczek i ze smutkiem pokręciła głową.

— Dzisiaj prawie nic nam już nie zostało — powiedziała. — Ale nie martw się, córeczko. Na pewno coś wymyślimy.

Marysia widziała, że mama próbuje się uśmiechać, choć wcale nie jest jej łatwo. Wzięła więc koszyk i poszła do lasu. Miała nadzieję znaleźć jagody, orzechy albo choć kilka jadalnych korzonków.

W lesie było cicho. Słońce przedzierało się przez liście złotymi plamami, gdzieś stukał dzięcioł, a na polanie motyle krążyły nad trawą.

Marysia już miała wracać, gdy przy starym dębie zobaczyła babcię w szarej chustce. Staruszka siedziała na pieńku i trzymała w dłoniach mały gliniany garnuszek.

— Dzień dobry, dziecko — przywitała się. — Dlaczego jesteś taka zamyślona?

Marysia grzecznie odpowiedziała i opowiedziała, że w domu skończyło się jedzenie.

Babcia wysłuchała jej uważnie, a potem wyciągnęła garnuszek.

— Weź go. Jest mały, ale niezwykły.

Marysia zajrzała do środka ze zdziwieniem. Garnuszek był pusty.

— A co potrafi?

— Kiedy będziesz chciała kaszy, postaw go na stole i powiedz: „Gotuj, garnuszku, gotuj!”. Wtedy ugotuje słodką, pachnącą kaszę. A kiedy będzie jej już dość, powiedz: „Dosyć, garnuszku, dosyć!”. I natychmiast przestanie.

— Naprawdę to takie proste?

— Właśnie tak — uśmiechnęła się babcia. — Tylko zapamiętaj oba zdania.

Marysia podziękowała, przycisnęła garnuszek do piersi i pobiegła do domu.

— Mamo, zobacz, co przyniosłam!

Postawiła garnuszek na stole i powiedziała:

— Gotuj, garnuszku, gotuj!

Na początku nic się nie działo. Mama już chciała zapytać, czy to przypadkiem nie jest zwykły garnek, gdy nagle w środku cichutko zabulgotało.

Bul, bul, bul.

Pojawił się słodki zapach mleka, miodu i cynamonu. Kasza podniosła się niemal do brzegu, gęsta, ciepła i delikatna.

Marysia szybko powiedziała:

— Dosyć, garnuszku, dosyć!

Garnuszek posłusznie ucichł.

Mama spróbowała łyżeczkę.

— Co za cud! — roześmiała się. — Nigdy nie jadłam tak pysznej kaszy.

Od tej pory nie bały się już głodu. Gdy przychodziła pora śniadania lub kolacji, Marysia wypowiadała magiczne słowa, a garnuszek gotował dokładnie tyle kaszy, ile było potrzeba.

Minęło kilka dni.

Pewnego razu Marysia poszła do sąsiadki zanieść kłębek nici. Mama została sama w domu. Wkrótce zgłodniała i pomyślała:

„Po co czekać na Marysię? Przecież widziałam, jak to się robi”.

Postawiła garnuszek na stole i pewnie powiedziała:

— Gotuj, garnuszku, gotuj!

Garnuszek od razu zaczął bulgotać. Kasza podniosła się, wypełniła go po brzegi, a mama nałożyła sobie pełną miskę.

— Pyszna! — powiedziała. — Teraz już wystarczy.

Ale garnuszek gotował dalej.

Bul, bul, bul.

— No… wystarczy — powtórzyła mama.

Kasza przelała się przez brzeg i powoli popłynęła po stole.

— Zatrzymaj się, garnuszku!

Garnuszek się nie zatrzymał.

Mama próbowała przypomnieć sobie magiczne słowa.

— Stój! Przestań gotować! Dosyć kaszy! Natychmiast przestań!

Żadne z tych zdań nie pomagało.

Kasza spłynęła ze stołu na podłogę. Mama podsunęła miskę. Wypełniła się w jednej chwili. Potem wiadro. Następnie największy garnek.

A garnuszek wciąż gotował.

Wkrótce kasza sięgała w kuchni po kostki.

Mama wspięła się na taboret.

— Ojej… Jak brzmiało to drugie magiczne zdanie?

Kasza podniosła się jeszcze wyżej.

Mama przeniosła się na krzesło, z krzesła na ławę, a z ławy na parapet. Nie złościła się już na garnuszek. Zrobiło jej się nawet trochę śmiesznie.

— Widzę, że postanowiłeś nakarmić nie tylko nas, ale całą wieś!

Kasza tymczasem wypłynęła przez drzwi na podwórze. Kura ze zdziwieniem postawiła łapkę w ciepłej słodkiej masie, zagdakała i szybko wzleciała na płot. Kot jednym susem wskoczył na stos drewna. Pies wdrapał się na beczkę i patrzył stamtąd tak poważnie, jakby to on kierował całą akcją ratunkową.

Kasza popłynęła ścieżką w stronę sąsiedniego domu.

— Co się u was dzieje? — zawołała sąsiadka.

— Magiczne śniadanie wymknęło się spod kontroli! — odpowiedziała mama.

Sąsiedzi wybiegli z łyżkami, miskami, dzbankami i koszami. Próbowali wybierać kaszę, ale garnuszek gotował szybciej, niż cała wieś zdążyła ją zjadać.

I właśnie wtedy na drodze pojawiła się Marysia.

Zatrzymała się i szeroko otworzyła oczy.

Ulica przed ich domem była biała i puszysta, jakby zasypał ją nie śnieg, lecz ciepła słodka kasza.

— Mamo! — zawołała Marysia. — Co się stało?

— Zapomniałam słów! — krzyknęła mama z okna.

Marysia uniosła skraj sukienki, ostrożnie przedostała się bliżej i głośno powiedziała:

— Dosyć, garnuszku, dosyć!

W tej samej chwili zapadła cisza.

Żadnego bulgotania. Żadnej nowej kaszy. Tylko całe morze już ugotowanej.

Przez kilka sekund wszyscy milczeli. Potem ktoś się roześmiał. Za nim następny. Wkrótce śmiała się cała wieś.

— No cóż — powiedziała starsza sąsiadka, ocierając łzy ze śmiechu. — Dzisiaj nikt nie będzie musiał gotować kolacji.

Ludzie przynieśli talerze, kubki i miski. Część kaszy rozdali tym, którzy mieli w domu mało jedzenia. Część zanieśli podróżnym. Część zjedli po prostu na ulicy, siedząc na ławkach i opowiadając sobie zabawne historie.

A żeby przejść przez najbardziej „kaszaste” miejsca, trzeba było dosłownie wyjadać sobie drogę łyżkami.

Wieczorem mama objęła Marysię.

— Teraz już na pewno zapamiętam oba zdania.

— Ja też — roześmiała się dziewczynka. — Pierwsze rozpoczyna cud, a drugie pomaga zatrzymać go we właściwym momencie.

Od tej pory garnuszek nadal służył im wiernie. Mama jednak nigdy więcej nie wypowiedziała pierwszego magicznego zdania, dopóki nie była całkowicie pewna, że pamięta drugie.

A we wsi jeszcze długo wspominano dzień, kiedy słodkiej kaszy było tyle, że zdawało się, iż można by nią nakarmić cały świat.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨