

Niemcy
Śpiąca Królewna
Daleko, daleko leżało królestwo z białym pałacem, rozległym ogrodem i rzeką połyskującą między wierzbami.
- Kraj
- Niemcy
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Śpiąca Królewna
Daleko, daleko leżało królestwo z białym pałacem, rozległym ogrodem i rzeką połyskującą między wierzbami.
Król i królowa mieli wszystko, czego można zapragnąć: przytulny dom, dobrych przyjaciół, piękne ogrody i mnóstwo zajęć. Najbardziej jednak marzyli o dziecku.
Pewnego letniego dnia królowa spacerowała nad rzeką. Na brzegu zauważyła małą rybkę, którą fala wyrzuciła na mokry piasek.
— Biedactwo — powiedziała i ostrożnie wypuściła ją do wody.
Rybka poruszyła srebrnym ogonkiem, ale nie odpłynęła od razu. Wystawiła głowę i przemówiła:
— Za twoją dobroć wkrótce spełni się twoje najdroższe życzenie.
Zanim królowa zdążyła odpowiedzieć, rybka zniknęła w głębinie.
Minął czas i w pałacu urodziła się dziewczynka.
Król był tak szczęśliwy, że wyprawił wielką uroczystość. Zaproszono krewnych, przyjaciół i mądre kobiety, które w tej krainie nazywano wróżkami. Każda mogła ofiarować dziecku szczególne dobre życzenie.
W królestwie znano trzynaście wróżek, lecz w pałacu było tylko dwanaście złotych talerzy dla najważniejszych gości. Król postanowił zaprosić dwanaście wróżek, a trzynastej niczego nie wyjaśnił.
Postąpił nierozważnie.
Wróżki kolejno podchodziły do kołyski.
— Niech będzie dobra — powiedziała pierwsza.
— Niech umie cieszyć się prostymi rzeczami — życzyła druga.
— Niech będzie odważna — dodała trzecia.
Każda ofiarowała coś pięknego: ciekawość świata, szczerość, miłość do muzyki, cierpliwość, pogodę ducha i bystry umysł.
Kiedy jedenasta wróżka skończyła swoje życzenie, drzwi sali nagle się otworzyły.
Na progu stała trzynasta wróżka.
Była bardzo rozgniewana.
— Nawet mnie nie zaproszono — powiedziała. — Więc i ja zostawię swój dar. W piętnastym roku życia królewna ukłuje palec wrzecionem i jej życie zatrzyma się na zawsze!
W sali zapadła tak głęboka cisza, że słychać było trzask świec.
Wróżka odwróciła się i zniknęła.
Królowa przytuliła dziecko.
Dwunasta wróżka nie zdążyła jednak jeszcze wypowiedzieć swojego życzenia.
— Nie potrafię całkowicie odwołać tak silnego zaklęcia — powiedziała — ale mogę je zmienić. Królewna nie umrze. Zapadnie w głęboki czarodziejski sen, a wraz z nią uśnie cały pałac. Sen potrwa sto lat, po czym czary przeminą.
Król natychmiast nakazał zebrać wszystkie wrzeciona w królestwie i zastąpić stare kołowrotki bezpieczniejszymi narzędziami.
— Ani jednego wrzeciona w pałacu! — rozkazał.
Mijały lata.
Królewna rosła taka, jak życzyły jej wróżki. Była dobra, bystra, wesoła i ogromnie ciekawa świata. Szczególnie lubiła poznawać stare pałacowe korytarze.
Nazywano ją Różyczką, ponieważ w dniu jej narodzin przy murze pałacu po raz pierwszy zakwitł wielki krzew dzikiej róży.
W przeddzień jej piętnastych urodzin król i królowa musieli wyjechać na kilka godzin do sąsiedniego miasta.
— Nie chodź sama po starych wieżach — poprosiła matka.
— Nie martw się — odpowiedziała Różyczka.
Naprawdę zamierzała spędzić dzień w ogrodzie. Pogoda jednak się popsuła, zaczął padać deszcz i królewna wróciła do pałacu.
Idąc korytarzem, zauważyła wąskie drzwi, których wcześniej jakby nigdy nie widziała.
Za nimi prowadziły w górę strome schody.
— Ciekawe, dokąd można nimi dojść — szepnęła.
Schody zaprowadziły ją do małej komnaty na samym szczycie starej wieży.
Siedziała tam siwowłosa kobieta i przędła nić.
Od wielu lat żyła z dala od dworu i nie słyszała królewskiego rozkazu o wrzecionach.
— Dzień dobry — przywitała się królewna. — Co robisz?
— Przędę nić, dziecko.
Różyczka nigdy nie widziała starego kołowrotka.
— A do czego służy ta cienka rzecz?
— To wrzeciono.
Ledwie królewna dotknęła go czubkiem palca, poczuła lekkie ukłucie.
— Oj…
Nie zdążyła nawet się przestraszyć.
Zamknęła oczy i łagodnie osunęła się na stary fotel przy oknie.
W tej samej chwili sen rozlał się po pałacu niczym cicha fala.
Król i królowa właśnie wrócili pod bramę i zasnęli w karecie.
Strażnicy usnęli przy wejściu.
Konie zdrzemnęły się w stajniach.
Kucharz znieruchomiał z łyżką w ręku i oparł się o stół.
Piekarz zasnął obok ciasta.
Pies zwinął się w kłębek na ganku.
Gołębie schowały głowy pod skrzydła.
Nawet mucha na ścianie zastygła, jakby również postanowiła odpocząć.
Ogień w kominku przycichł i przestał trzaskać.
Wokół pałacu zaczął wyrastać żywopłot.
Najpierw z ziemi wyjrzały zielone pędy. Potem splotły się, wyrosły ponad bramę, ponad okna i ponad mury. Pojawiły się kolce, a między nimi rozkwitły setki różowych kwiatów.
Po kilku latach niemal nikt nie mógł już dostrzec pałacu za gęstwiną dzikich róż.
Opowieść o nim jednak nie zginęła.
Ludzie powtarzali sobie:
— Za kwitnącym żywopłotem śpi cały dwór, a w najwyższej wieży spoczywa Śpiąca Królewna.
Niektórzy próbowali przedrzeć się przez zarośla. Gałęzie łagodnie, lecz uparcie splatały się jednak przed nimi, jakby mówiły:
„Jeszcze nie pora”.
Ludzie wracali więc do domów i czekali.
Mijały dziesięciolecia.
Zmieniały się drogi. Na miejscu dawnych domów wyrastały nowe. Dzieci dorastały, a potem opowiadały własnym dzieciom historię uśpionego pałacu.
Tak minęło niemal sto lat.
Pewnego dnia przybył w te strony młody wędrowiec, królewski syn z odległej krainy. Od starego ogrodnika usłyszał legendę o Różyczce.
— Podobno wielu chciało dostać się do pałacu — powiedział ogrodnik — lecz dzikie róże nikogo nie wpuszczały.
— A ile lat minęło od początku snu? — zapytał młodzieniec.
Starzec się zamyślił.
— Jeśli dawne zapiski mówią prawdę… dokładnie sto lat mija dzisiaj.
Wędrowiec podszedł do żywopłotu.
Wtedy zdarzył się cud.
Ostre, kolczaste gałęzie zaczęły się rozsuwać. W ich miejsce rozkwitały miękkie różowe kwiaty. Przed młodzieńcem sama otworzyła się ścieżka.
Wszedł do środka.
Za nim gałęzie znów się splotły, ale nie było już w nich nic groźnego.
Na dziedzińcu panowała niezwykła cisza.
Konie spały w stajni tak spokojnie, jakby zdrzemnęły się zaledwie przed chwilą.
Na ganku leżał uśpiony pies.
W kuchni kucharz nadal trzymał łyżkę.
W sali siedział muzyk ze smyczkiem uniesionym nad strunami.
— Niewiarygodne — szepnął wędrowiec.
Szedł dalej, aż znalazł stare schody do wieży.
W małej komnacie przy oknie spała królewna.
Na jej kolanach leżała wyschnięta nić, a obok stare wrzeciono.
Wędrowiec nie dotknął dziewczyny. Otworzył tylko okiennice, żeby do pokoju wpadło poranne światło.
Właśnie wtedy upłynęła ostatnia minuta setnego roku.
Za oknem rozkwitła wielka dzika róża.
Jej płatki musnęły szybę.
Różyczka wzięła oddech, poruszyła palcami i otworzyła oczy.
— Już rano? — zapytała sennie.
— Tak — odpowiedział wędrowiec. — Bardzo długo oczekiwany poranek.
Na dole zaszczekał pies.
W stajni zatupały konie.
Gołębie zerwały się z dachu.
Ogień w kominku znów zatrzeszczał.
Kucharz ze zdziwieniem spojrzał na łyżkę, jakby nie rozumiał, dlaczego trzyma ją tak długo.
Muzyk opuścił smyczek na struny i w pałacu zabrzmiał pierwszy akord od stu lat.
Król i królowa obudzili się przy bramie.
— Już wróciliśmy? — zdziwiła się królowa.
Potem zobaczyła córkę schodzącą z wieży.
— Różyczko!
Objęli się mocno, jakby rozstali się zaledwie wczoraj.
Mieszkańcy pałacu długo dziwili się zmianom w otaczającym świecie. Drogami jeździły inne wozy, ludzie nosili inne ubrania, a w miastach pojawiły się nowe domy.
Niektóre rzeczy pozostały jednak takie same: słońce wschodziło na wschodzie, wiosną śpiewały ptaki, a wokół pałacu kwitły dzikie róże.
Wędrowiec pozostał w gościnie. Z Różyczką dużo rozmawiali, spacerowali po ogrodzie i opowiadali sobie o swoich światach: ona o królestwie sprzed stu lat, on o tym, jak wyglądało życie teraz.
Z czasem zostali dobrymi przyjaciółmi. Jeszcze później postanowili iść przez życie razem, ale to już inna historia.
Trzynastej wróżki nikt więcej nie widział. Król zaś kazał zachować stare wrzeciono za szkłem w pałacowej sali.
Pod nim umieszczono napis:
„Nie każde niebezpieczeństwo można na zawsze usunąć zakazem. Troska, cierpliwość i czas potrafią jednak odmienić nawet najmroczniejsze czary”.
Każdej wiosny dzikie róże przy pałacu znów okrywały się różowymi kwiatami.
Ludzie przestali nazywać je ogrodzeniem.
Mówili o nich: ogród Różyczki.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
