

Filipiny
Sprytne małżeństwo
Dawno temu żył człowiek o imieniu Pedro. Przez wiele lat pracował w domu lekarza: pomagał w ogrodzie, nosił wodę, doglądał gospodarstwa i załatwiał rozmaite sprawunki.
- Kraj
- Filipiny
- Wiek
- 7–11 lat
- Czas czytania
- 8 min

Posłuchaj baśni
Sprytne małżeństwo
Dawno temu żył człowiek o imieniu Pedro. Przez wiele lat pracował w domu lekarza: pomagał w ogrodzie, nosił wodę, doglądał gospodarstwa i załatwiał rozmaite sprawunki. Lekarz dobrze go traktował. Pewnego dnia zauważył, że Pedro chodzi ponury. — Co ci jest? — zapytał. — Czy stało się coś złego? Pedro westchnął. — Chciałbym ożenić się z Martą. Od dawna darzymy się uczuciem. Nie mam jednak własnego zajęcia ani oszczędności. Boję się, że nie zdołam zatroszczyć się o rodzinę. Lekarz zastanowił się i powiedział: — Jeśli oboje naprawdę tego chcecie, bieda nie powinna rozstrzygać za was o wszystkim. Pomogę wam zacząć. Tak Pedro i Marta się pobrali. Lekarz pozwolił im zamieszkać w małym domku niedaleko i dał im na początek sporą sumę pieniędzy. Z początku nowożeńcy cieszyli się każdym dniem. Kupili naczynia, nowe maty, ładne ubrania i zaprosili przyjaciół na ucztę. Był tylko jeden kłopot: ani Pedro, ani Marta nie umieli gospodarować pieniędzmi. — Wydamy jeszcze trochę, a potem coś wymyślimy — mówił Pedro. — Oczywiście — odpowiadała Marta. — Przecież całe życie przed nami. Mijały miesiące, potem lata, aż pewnego dnia w ich sakiewce nie została ani jedna moneta. — Musimy coś zrobić — powiedziała Marta, zaglądając do niemal pustej spiżarni. Pedro poszedł do dawnego pracodawcy. — Panie doktorze, proszę pomóc nam jeszcze raz. Brakuje nam pieniędzy nawet na jedzenie. Lekarz nie robił mu wyrzutów. Dał Pedrowi dwadzieścia złotych monet. — Pomyśl jednak, co zrobić, żeby następnym razem móc poradzić sobie samodzielnie — poradził. Pedro szczerze to obiecał. Po kilku tygodniach pieniądze znów się skończyły. Wieczorem mąż i żona siedzieli przy pustym stole. — Wstyd prosić znowu — powiedziała Marta. — Prosić tak po prostu, to wstyd — odparł w zamyśleniu Pedro. — A gdyby wymyślić historię, po której sam zechce nam pomóc? Marta zmrużyła oczy. — Jaką historię? Następnego ranka Pedro obrał cebulę, natarł nią palce i ostrożnie dotknął oczu. Natychmiast napłynęły do nich łzy. — Ależ wyglądasz — powiedziała Marta. — Jakbyś naprawdę płakał przez trzy noce. — Właśnie o to chodzi. Przyszedł do lekarza, westchnął i oznajmił: — Marty już nie ma. Zostałem sam i nie mam nawet pieniędzy na wszystkie konieczne wydatki. Lekarz bardzo się zasmucił. — Jak to się stało? Dlaczego mnie nie wezwałeś, skoro chorowała? Pedro spuścił oczy. — Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Lekarz ulitował się i dał mu pieniądze. Pedro wrócił do domu, gdzie żywa i zdrowa Marta czekała przy drzwiach. — Udało się? — zapytała szeptem. Pokazał sakiewkę. Przez jakiś czas znów żyli beztrosko. Jak dawniej jednak niczego nie odkładali i niczego nie planowali. Wkrótce pieniądze się skończyły. Tym razem Marta powiedziała: — Skoro twoja historia raz się sprawdziła, może sprawdzi się i moja. Niedaleko mieszkała siostra lekarza. Pedro i Marta kiedyś pomagali jej w gospodarstwie, więc dobrze ich znała. Marta przyszła do niej ze łzami w oczach. — Co się stało? — zaniepokoiła się kobieta. — Pedra już nie ma — powiedziała Marta. — A ja zostałam bez pieniędzy. Siostra lekarza również się nad nią ulitowała i udzieliła jej pomocy. Wyglądało na to, że sprytny plan znów się powiódł. Tego samego wieczoru lekarz odwiedził jednak siostrę. Podczas rozmowy westchnął ze smutkiem: — Żal mi Pedra. Niedawno stracił Martę. Siostra uniosła brwi. — Martę? Przecież to Pedro umarł! Marta była dziś u mnie. — Niemożliwe. Pedro przyszedł do mnie we własnej osobie. — A Marta była u mnie! Patrzyli na siebie z rosnącym zdumieniem. — A zatem ktoś z nas usłyszał bardzo osobliwą historię — powiedział lekarz. Wysłał pomocnika do domku Pedra i Marty. Widząc, że ktoś nadchodzi, Pedro zaszeptał: — Szybko! Połóż się i nie ruszaj. Marta położyła się na łóżku, zamknęła oczy i znieruchomiała. Pomocnik wszedł, zobaczył smutnego Pedra przy nieruchomej Marcie i wrócił. — Panie, wygląda na to, że miał pan rację. Marta leży zupełnie nieruchomo. — A widzisz! — powiedział lekarz siostrze. — Nie wierzę — odpowiedziała. — Wyślijmy kogoś innego. Kiedy drugi pomocnik zbliżył się do domu, Pedro i Marta zamienili się miejscami. Teraz Pedro leżał z zamkniętymi oczami, a Marta siedziała obok, robiąc najsmutniejszą minę, na jaką potrafiła się zdobyć. Drugi pomocnik wrócił do gospodarzy. — Nie, umarł Pedro. Sam go widziałem. Lekarz i jego siostra spojrzeli na siebie w milczeniu. — Ciekawe — odezwał się wreszcie lekarz. — W ciągu jednego dnia zdążyli kolejno stracić siebie nawzajem. Nazajutrz rano oboje ruszyli do domku. Pedro i Marta usłyszeli kroki zbyt późno. — Co robić? — szepnęła Marta. — Jest tylko jedno wyjście — odpowiedział Pedro. — Kładź się. — Oboje? — Oboje. Wyciągnęli się na podłodze i znieruchomieli. Lekarz wszedł, spojrzał na jedną „nieboszczkę”, potem na drugiego „nieboszczyka” i podszedł bliżej. Był lekarzem i doskonale wiedział, jak wygląda człowiek, który po prostu próbuje powstrzymać śmiech. — Dziwne — powiedział głośno. — Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby dwoje zmarłych tak pilnie wstrzymywało oddech. Marta parsknęła. Pedro otworzył jedno oko. Lekarz skrzyżował ręce na piersi. — Wstawajcie. Małżonkowie powoli usiedli. Siostra lekarza z początku chciała się rozgniewać, lecz cała sytuacja była tak niedorzeczna, że nie zdołała powstrzymać śmiechu. — To które z was w końcu umarło pierwsze? — zapytała. Marta poczerwieniała. — Żadne. — Tego już się domyśliliśmy — powiedział lekarz. — A teraz powiedzcie prawdę. Pedro opowiedział wszystko. O pieniądzach, o tym, jak szybko je wydawali, o cebuli, łzach i dwóch zmyślonych historiach. Lekarz wysłuchał i pokręcił głową. — Sprytu wam obojgu nie brakuje. Szkoda tylko, że zużyliście go po to, by znowu znaleźć się w tych samych kłopotach. Pedro i Marta milczeli. — Oszustwem można zdobyć kilka monet — ciągnął lekarz. — Nie nauczy was jednak żyć tak, żeby jutro znów nie prosić o pomoc. — Rozumiemy — powiedziała cicho Marta. Tym razem lekarz nie dał im sakiewki złota. Zaproponował coś innego. Pedro zaczął pomagać w ogrodzie i robić zakupy dla gospodarstwa, a Marta nauczyła się sprzedawać na targu suszone owoce, zioła i domowe wyroby. Siostra lekarza pokazała im, jak zapisywać wydatki i odkładać część zarobku. Z początku wydawało się to o wiele trudniejsze niż wymyślenie kolejnego podstępu. Minął jednak miesiąc, drugi, trzeci i po raz pierwszy w domu pojawiła się mała skrzynka z oszczędnościami. — Popatrz — powiedziała pewnego wieczoru Marta, potrząsając nią. — Zostały nam pieniądze, chociaż nikogo nie oszukaliśmy. — Aż dziwne — uśmiechnął się Pedro. Oboje się roześmiali. Od tej pory, kiedy ktoś we wsi chwalił ich spryt, Marta odpowiadała: — Najlepszy jest taki fortel, po którym nie trzeba chować się pod kołdrą i udawać, że nas nie ma. A Pedro dodawał: — Jeszcze lepiej, gdy rozum pomaga nie tylko wydostać się z kłopotów, ale także nie wpadać w nie ponownie.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
