Okładka: Staruszka i staruszek

Rumunia

Staruszka i staruszek

Żyli kiedyś w małej chatce staruszka i staruszek. Dobrze się ze sobą zgadzali, pracowali w polu, doglądali warzywnika, a wieczorami siadali przy ogniu. Czasami jednak ogarniał ich smutek.

Kraj
Rumunia
Wiek
6–9 lat
Czas czytania
7 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Staruszka i staruszek

Żyli kiedyś w małej chatce staruszka i staruszek. Dobrze się ze sobą zgadzali, pracowali w polu, doglądali warzywnika, a wieczorami siadali przy ogniu. Czasami jednak ogarniał ich smutek. — Gdybyśmy tak mieli kogoś małego — wzdychała staruszka. — Kogoś, komu można by opowiadać baśnie. — I kto witałby nas po pracy — dodawał staruszek. Pewnego dnia postanowili pójść różnymi ścieżkami i rozejrzeć się, czy nie spotkają kogoś, kto potrzebuje domu. Staruszek wrócił z małym pieskiem. Staruszka wróciła z maleńką szarą myszką. — Popatrz, jaka jest zwinna! — powiedziała staruszka. — A piesek jaki wesoły — odpowiedział staruszek. Długo się naradzali, aż postanowili, że pieskowi będzie dobrze u sąsiada pasterza, który ma dużo miejsca, a myszka zostanie z nimi w chatce. Tak staruszka i staruszek zyskali małą domową pomocnicę. Nazywali ją Myszką, jakby było to prawdziwe imię. Myszka była ciekawska. Wiedziała, gdzie leży ziarno, gdzie suszą się jabłka i gdzie chowa się kłębek nici. Nauczyła się nawet dzwonić łyżeczką, kiedy chciała przypomnieć o kolacji. Pewnego ranka staruszka postawiła na ogniu garnek kaszy na kwaśnym mleku. — Myszko, posiedź tutaj, proszę. Jeśli kasza zacznie kipieć, piszcz głośniej. Myszka poważnie skinęła głową. Staruszka ze staruszkiem poszli do warzywnika. Z początku było cicho. Potem kasza zaczęła bulgotać. Bul, bul. Coraz głośniej. Bul, bul, bul! Kropla przeskoczyła przez brzeg i spadła tuż przed Myszką. — Pi, pi! Nie rozrabiaj! — pisnęła. Kasza oczywiście nie posłuchała. Następna kropla pacnęła na brzeg pieca. Myszka postanowiła poradzić sobie sama. Podbiegła do łyżki i popchnęła ją łapkami, lecz łyżka się przewróciła i brzęknęła tak głośno, że Myszka się przestraszyła, poślizgnęła i wpadła prosto do wielkiego kosza czystych ręczników stojącego przy piecu. Ręczniki nakryły ją razem z głową. Właśnie wtedy staruszka i staruszek wrócili do domu. — Myszko! — zawołała staruszka. Cisza. — Myszko, już jesteśmy! Nikt nie odpowiadał. Zajrzeli pod ławę, za skrzynię, do spiżarni i pod drzwi. Nie ma. Tymczasem kasza tak się rozgotowała, że jej powierzchnia stała się gładka i spokojna. — Ojej — szepnęła staruszka. — A jeśli wpadła do garnka? Staruszek pobladł. Przestraszyli się tak bardzo, że staruszek złapał się za brodę, a staruszka za chustkę. — To moja wina! — zaczęła zawodzić staruszka. — Nie powinnam była zostawiać jej przy gorącym garnku! Staruszek wybiegł na dwór po wodę. Na gałęzi siedziała sroka. — Skrzek, skrzek! Dlaczego jesteś taki rozczochrany? — zapytała. — Nasza Myszka zniknęła! Boimy się, że coś jej się stało! Sroka tak się przejęła, że zaczęła miotać się na gałęzi i zgubiła jedno pióro. — Och! — krzyknęła. — Teraz i ja ucierpiałam przez tę smutną historię! Staruszka tymczasem pobiegła do studni. Stała przy niej dziewczyna z dzbanem. — Babciu, dokąd tak się spieszysz? — Nasza Myszka zniknęła! Dziewczyna zdziwiła się tak bardzo, że omal nie upuściła dzbana. Złapała go w ostatniej chwili, ale chlusnęła sobie wodą na nogi. — A to dopiero! — zawołała. — Przez waszą przygodę i ja już jestem mokra! Usłyszała to sąsiadka, sąsiadka opowiedziała piekarzowi, piekarz kowalowi, a kowal strażnikowi przy pałacu. Po godzinie cała wieś wiedziała już, że u staruszki i staruszka stało się coś nadzwyczajnego. Tymczasem w chatce kosz z ręcznikami nagle się poruszył. Najpierw ukazał się mały różowy nosek. Potem dwoje uszu. Potem cała Myszka. — Pi, pi! — powiedziała z oburzeniem. Staruszka znieruchomiała. — Myszko! Staruszek rzucił wiadro i podniósł małą uciekinierkę na dłonie. — Gdzie byłaś? Myszka wskazała łapką kosz. Staruszka zajrzała do środka i zobaczyła przewróconą łyżkę. — Więc nie wpadłaś do garnka! Po prostu schowałaś się w ręcznikach! Myszka poważnie skinęła głową. Wtem ktoś zapukał do drzwi. Przyszła dziewczyna od studni. Za nią sroka przysiadła na płocie. Potem nadciągnęli sąsiedzi, piekarz, kowal, a nawet strażnik. — No i co? — pytali wszyscy. — Znalazła się? Staruszka podniosła Myszkę na dłoni. — Oto nasze wielkie nieszczęście! Wszyscy popatrzyli na maleńki szary pyszczek. Myszka pisnęła. I nagle ktoś się roześmiał. Potem ktoś drugi. A potem śmiali się już wszyscy. Sroka zanosiła się takim śmiechem, że ledwie trzymała się płotu. — Przez jedną przewróconą łyżkę postawiliśmy na nogi pół wsi! — powiedział staruszek. — A ja omal nie uznałam, że stało się najgorsze, nawet nie zaglądając do kosza — dodała staruszka. Odtąd w ich chatce obowiązywała nowa zasada. Gdy działo się coś niezrozumiałego, staruszka mówiła: — Najpierw szukamy spokojnie. A staruszek dodawał: — Potem się martwimy. Jeśli jeszcze będzie czym. Myszka zaś od tamtej pory siedziała z dala od gorących garnków. Za to przy koszu z ręcznikami czuła się znakomicie. A gdy ktoś we wsi zaczynał panikować z powodu drobiazgu, ludzie uśmiechali się i mówili: — Nie spiesz się. Może to tylko Myszka w ręcznikach?

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨