

Dania
Stary dom
Przy pewnej miejskiej ulicy stał bardzo stary dom.
- Kraj
- Dania
- Wiek
- 6–10 lat

Posłuchaj baśni
Stary dom
Przy pewnej miejskiej ulicy stał bardzo stary dom.
Nie po prostu stary, lecz tak wiekowy, że na grubej drewnianej belce nad drzwiami wyryto datę sprzed niemal trzystu lat.
Obok cyfr dawny rzemieślnik wyrzeźbił tulipany, liście chmielu i zabawne twarze. Ktoś nad oknami uśmiechał się drewnianym uśmiechem, ktoś marszczył brwi, a jeden rzeźbiony człowieczek wyglądał tak, jakby zaraz miał kichnąć.
Dokoła dawno wyrosły nowe domy.
Miały równe, białe ściany, wielkie okna i lśniące drzwi.
Gdyby domy umiały mówić, pewnie narzekałyby:
— Jak długo jeszcze ta stara budowla będzie stała pośrodku naszej pięknej ulicy?
A stary dom zapewne odpowiedziałby:
— Stałem tutaj, kiedy waszych pradziadków nie było jeszcze nawet na planie miasta. Nie śpieszcie się więc tak bardzo.
Naprzeciwko mieszkał mały chłopiec.
Spośród wszystkich domów przy ulicy najbardziej lubił właśnie ten stary.
W dzień przyglądał się pęknięciom w ścianach i wyobrażał sobie, że to mapy dalekich krain. Wieczorem patrzył na spiczasty dach w świetle księżyca i myślał o ludziach, którzy dawniej wchodzili po szerokich schodach, gdy przy ulicy nie stał jeszcze ani jego dom, ani znajome sklepy.
W starym domu mieszkał starszy pan.
Rano przychodził do niego pomocnik: sprzątał, przynosił zakupy i załatwiał drobne sprawy. Resztę dnia gospodarz spędzał samotnie.
Czasami podchodził do okna.
Chłopiec machał do niego ręką.
Starszy pan odpowiadał tym samym.
Tak się poznali, chociaż nie zamienili jeszcze ani słowa.
Pewnego dnia chłopiec usłyszał rozmowę rodziców.
— Pan z domu naprzeciwko ma wszystko, czego potrzebuje — powiedziała mama. — Ale chyba jest bardzo samotny.
Chłopiec się zamyślił.
Miał dwóch ołowianych żołnierzyków.
Zawsze stali obok siebie na półce, jednakowi, wyprostowani i poważni.
W następną niedzielę chłopiec zawinął jednego żołnierzyka w papier i zaczekał na pomocnika starszego pana.
— Proszę przekazać to gospodarzowi.
— Co tam jest?
— Towarzystwo.
Pomocnik odchylił rożek papieru i się uśmiechnął.
— Dobre towarzystwo.
Jeszcze tego samego dnia z domu naprzeciwko przyszło zaproszenie.
Starszy pan chciał osobiście podziękować chłopcu.
Rodzice pozwolili mu pójść w odwiedziny.
Przeszedł przez ulicę i stanął przed wysokimi drzwiami.
Wydało mu się, że rzeźbieni trębacze nad wejściem nabrali powietrza w policzki i zagrali:
— Tra, ta, ta! Gość przybył! Tra, ta, ta!
Drzwi się otworzyły.
W środku było zupełnie inaczej niż w nowych domach.
Na ścianach wisiały portrety rycerzy w zbrojach i dam w dawnych sukniach. Drewniane schody raz pięły się w górę, a potem niespodziewanie opadały o kilka stopni. Za nimi znajdował się balkon, na którym ze szczelin wyrastała trawa.
Stare doniczki stały, gdzie chciały, a różowe goździki rozrosły się tak bujnie, jakby dawno postanowiły same zarządzać ogrodem.
— Słońce mnie pocałowało — szeptał jeden goździk. — W niedzielę rozwinę kwiat. Zobaczycie!
W pokoju stały wysokie fotele z rzeźbionymi oparciami.
— Siadaj, siadaj — zdawał się skrzypieć jeden.
— Tylko ostrożnie, mam stare kolana — odpowiadał drugi.
Chłopiec się roześmiał.
Przy oknie siedział gospodarz.
— Dziękuję za żołnierzyka, mój mały przyjacielu — powiedział. — A jeszcze bardziej dziękuję, że sam przyszedłeś.
Ołowiany żołnierzyk stał już na komodzie i rozglądał się po pokoju z miną dowódcy całego starego domu.
Na ścianie wisiał portret młodej kobiety.
Miała na sobie dawną suknię i patrzyła tak łagodnie, że chłopiec od razu zapytał:
— Kto to?
Starszy pan przez chwilę milczał.
— Ktoś, kogo znałem bardzo dawno temu. Od wielu lat już jej nie ma. Ale czasem wystarczy spojrzeć na portret, by przypomnieć sobie głos, śmiech, pewien letni dzień albo drobiazg, którego nikt inny już nie pamięta.
Pod portretem, w ramce, leżał zasuszony bukiet.
Kwiaty dawno straciły kolor, ale gospodarz wciąż ich strzegł.
Chłopiec ostrożnie zapytał:
— Mama mówi, że jest pan bardzo samotny.
Starszy pan się uśmiechnął.
— Bywa tu cicho. To prawda. Ale odwiedzają mnie dawne myśli.
— Myśli przychodzą w gości?
— I to jak! Czasem bez pukania. Siadają obok, rozwijają przede mną cały dzień z przeszłości i znów widzę to, co dawno minęło.
Wyjął wielką książkę z obrazkami.
Były w niej dawne miejskie święta, chorągwie rzemieślników, pochody, dziwne kapelusze, muzykanci i jeźdźcy.
— O, to pamiętam — mówił gospodarz. — Wszyscy czekali wtedy na paradę, a spadł taki deszcz, że dobosz schował bęben pod płaszczem, sam zaś przemókł do suchej nitki.
Chłopiec się śmiał.
Później jedli jabłka, orzechy i konfitury.
Stary dom wcale już nie wydawał mu się smutny.
Ołowiany żołnierzyk miał jednak inne zdanie.
Kiedy gospodarz wyszedł do sąsiedniego pokoju, żołnierzyk odezwał się cicho:
— Tu jest za spokojnie.
Chłopiec się zdumiał.
— Umiesz mówić?
— Oczywiście. Tylko nie zawsze warto to pokazywać. Tęsknię za twoim domem. Tam dzieci biegają, drzwi trzaskają, ktoś śpiewa, ktoś gubi skarpetkę. A tutaj zegar tyka tak głośno, jakby jako jedyny pracował na całym świecie.
— Ale przecież jesteś prezentem. Dotrzymujesz starszemu panu towarzystwa.
— A kto dotrzyma towarzystwa mnie?
Chłopiec się zastanowił.
— Może wspomnienia?
— Mam ich za mało.
Właśnie wtedy wrócił gospodarz i żołnierzyk znów przybrał swoją poważną, ołowianą minę.
Chłopiec zaczął przychodzić częściej.
Przechodził przez ulicę, stare drzwi się otwierały, trębacze nad nimi grali w jego wyobraźni swoje „tra, ta, ta” i zaczynała się nowa opowieść.
Pewnego razu starszy pan otworzył wiekowe pianino.
Dźwięk był trochę zachrypnięty.
— Nie jest już młode — wyjaśnił gospodarz.
— Nic nie szkodzi — powiedział chłopiec. — Ja też niezbyt dobrze śpiewam.
Starszy pan zagrał prostą melodię.
Potem spojrzał na portret młodej kobiety.
— Znała tę piosenkę.
I zaczął śpiewać bardzo cicho.
Ołowiany żołnierzyk słuchał, słuchał, aż w końcu szepnął:
— Nie. Jednak chcę wrócić.
Przy następnej wizycie spróbował zeskoczyć z komody.
— Stój! — szepnął chłopiec.
Ale było za późno.
Żołnierzyk upadł na podłogę, brzęknął i wpadł w wąską szparę między starymi deskami.
Chłopiec zajrzał w dół.
— Jesteś tam?
— Tutaj! — odpowiedział ledwie słyszalny głos.
Razem z gospodarzem długo go szukali. Świecili lampą, zaglądali pod meble, stukali w deski.
Szczelina była jednak wąska, a podłoga bardzo stara.
— Kiedyś go znajdziemy — powiedział starszy pan.
— Na pewno — zgodził się chłopiec.
Nadeszła zima.
Śnieg wypełniał rzeźbione kwiaty nad drzwiami. Na szybach pojawiły się mroźne wzory.
Chłopiec wycierał w swoim oknie małe kółko i patrzył na drugą stronę ulicy.
Pewnego dnia okno starego domu pozostało ciemne.
Następnego również.
Rodzice wyjaśnili chłopcu, że starszy pan zmarł.
Chłopiec długo stał przy oknie.
Było mu smutno.
Przypominał sobie jabłka i orzechy, zachrypnięte pianino, książkę z pochodami, zasuszone kwiaty i słowa o myślach, które przychodzą w gości.
„Teraz te myśli będą odwiedzały mnie” — pomyślał.
Wkrótce wyniesiono rzeczy ze starego domu. Część zabrali krewni, część kupili inni ludzie. Portret młodej kobiety także gdzieś odjechał.
Wiosną postanowiono rozebrać budynek. Był już tak stary, że naprawianie go stało się niebezpieczne.
Chłopiec patrzył, jak znikają znajome ściany.
Wydawało mu się, że wraz z nimi znika cały świat.
Na miejscu starego domu zbudowano jednak nowy.
Przed nim pozostawiono niewielki ogród.
Minęło wiele lat.
Chłopiec dorósł.
Stał się mężczyzną, ożenił się i pewnego dnia zamieszkał z żoną właśnie w nowym domu naprzeciwko domu swojego dzieciństwa.
Sadzili kwiaty w małym ogrodzie.
Żona nacisnęła palcami miękką ziemię i nagle zawołała:
— Tu jest coś ostrego.
Ostrożnie rozgarnęła grudki.
Ukazała się maleńka ołowiana ręka.
Potem hełm.
A potem cała znajoma postać żołnierzyka.
— Popatrz, kogo znalazłam!
Mężczyzna wziął zabawkę i znieruchomiał.
— Niemożliwe.
— Znasz go?
— Kiedy byłem mały, miałem dwóch takich żołnierzyków. Jednego podarowałem starszemu panu, który dawniej tu mieszkał.
I zaczął opowiadać.
O domu z rzeźbionymi twarzami.
O trębaczach nad drzwiami.
O goździkach na balkonie.
O starych fotelach.
O portrecie młodej kobiety i zasuszonych kwiatach.
O gospodarzu, którego odwiedzały wspomnienia.
O żołnierzyku, który tęsknił za hałaśliwym domem, zeskoczył z komody i zniknął między deskami.
Żona wytarła zabawkę chusteczką.
— Więc to naprawdę może być on.
— Minęło tyle lat.
— Tym lepiej. Wreszcie się odnalazł.
Postawili żołnierzyka na półce w salonie.
Wcale nie było tam cicho.
Ktoś przychodził w odwiedziny. W kuchni brzęczały naczynia. W ogrodzie śpiewały ptaki. Czasami rozlegała się muzyka.
Jeśli ołowiany żołnierzyk naprawdę potrafił mówić, pewnego wieczoru zapewne szepnął:
— No, teraz zupełnie co innego.
Najbardziej jednak lubił chyba słuchać opowieści o starym domu.
Za każdym razem, gdy gospodarz opowiadał ją komuś nowemu, dom na krótką chwilę jakby powracał.
Znów pojawiały się wysokie schody.
Goździki poruszały liśćmi na balkonie.
Pianino cicho chrypiało dawną melodię.
A przy oknie siedział starszy pan i mówił:
— Odwiedzają mnie dawne myśli.
Teraz chłopiec, który od dawna był dorosły, rozumiał te słowa.
Pamięć nie potrafi zatrzymać czasu.
Nie przywraca dawnych domów ani ludzi dokładnie takimi, jacy byli.
Może jednak zachować ciepło spotkania, głos, piosenkę, zabawną historię i mały podarunek.
Dlatego nikt, kogo wspominamy z miłością, nie znika z naszej opowieści bez śladu.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
