Okładka: Strzyżyk i niedźwiedź

Niemcy

Strzyżyk i niedźwiedź

Pewnego ciepłego letniego dnia Niedźwiedź i Wilk spacerowali po lesie. Słońce przenikało przez liście, pachniało sosnami i poziomkami, a gdzieś wysoko ktoś śpiewał tak dźwięcznie, że Niedźwiedź aż się zatrzymał.

Kraj
Niemcy
Wiek
5–9 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Strzyżyk i niedźwiedź

Pewnego ciepłego letniego dnia Niedźwiedź i Wilk spacerowali po lesie. Słońce przenikało przez liście, pachniało sosnami i poziomkami, a gdzieś wysoko ktoś śpiewał tak dźwięcznie, że Niedźwiedź aż się zatrzymał.

— Wilku, kto tak pięknie śpiewa?

— Strzyżyk — odpowiedział Wilk. — Ptaszek mały, ale głos królewski.

— Królewski? — zdziwił się Niedźwiedź. — W takim razie chcę zobaczyć jego pałac!

Wilk się uśmiechnął.

— Nie śpiesz się. Ptasi król ma pałac odpowiedni dla ptaka. Zaczekaj, aż przyleci z królową do dzieci.

Wkrótce strzyżyk i jego towarzyszka podlecieli do małego gniazdka ukrytego w gęstych gałęziach i zaczęli karmić pisklęta.

Niedźwiedź wyciągnął szyję.

— A więc tam!

Wilk go powstrzymał.

— Nie przeszkadzaj rodzicom. Obejrzymy innym razem.

Poszli dalej, lecz Niedźwiedź przez cały dzień myślał o „królewskim pałacu”. W końcu ciekawość zwyciężyła. Wrócił pod drzewo właśnie wtedy, gdy dorosłe ptaki odleciały po jedzenie.

Stanął na tylnych łapach i zajrzał do gniazda.

Siedziało tam pięcioro małych piskląt: potarganych, głodnych i bardzo poważnych.

— To ma być królewski pałac? — roześmiał się Niedźwiedź. — Przecież to maleńki stosik gałązek! I wy nazywacie się królewskimi dziećmi?

Pisklęta zapiszczały z oburzeniem:

— Jesteśmy porządnymi dziećmi porządnych rodziców! Nie wolno nas wyśmiewać!

— No dobrze, dobrze — mruknął Niedźwiedź i odszedł.

Kiedy strzyżyk z towarzyszką wrócili, pisklęta nie chciały jeść.

— Co się stało? — zaniepokoił się ojciec.

— Niedźwiedź powiedział, że nasz dom nic nie jest wart i wcale nie jesteśmy królewskimi dziećmi!

Strzyżyk się nachmurzył.

— Dom nie staje się gorszy tylko dlatego, że jest mały. A z cudzej rodziny nie wypada się śmiać.

— Niech Niedźwiedź przeprosi! — zaćwierkały pisklęta.

Strzyżyk poleciał do gawry.

— Niedźwiedziu! Jutro na Wielkiej Polanie przekonamy się, kto w lesie naprawdę umie działać wspólnie. Żadnej bójki. Urządzimy zawody. Jeśli wygra twoja drużyna, moje dzieci uznają, że miałeś prawo się śmiać. Jeśli wygramy my, przyjdziesz i przeprosisz.

Niedźwiedź lubił zawody.

— Zgoda!

Zawołał wszystkich czworonogich: Jelenia, Dzika, Zająca, Borsuka, Sarnę i oczywiście sprytną Lisicę.

Strzyżyk zebrał latających: ptaki, pszczoły, motyle, chrząszcze, a nawet małego Komara.

— Zadanie jest proste — oznajmił następnego ranka. — Obie drużyny mają dotrzeć do starego dębu na drugim końcu polany. Nie wolno się popychać, straszyć przeciwników ani im przeszkadzać. Wygra drużyna, która dotrze tam razem i nie pogubi się po drodze.

Niedźwiedź wyznaczył Lisicę na przewodniczkę swojej drużyny.

— Będę dawać znaki ogonem — powiedziała. — Ogon w górze: biegniemy naprzód. Ogon w dole: zatrzymujemy się i zbieramy razem.

Mały Komar siedzący w pobliżu pod listkiem usłyszał wszystko i poleciał do strzyżyka.

— Znam ich sygnał!

Strzyżyk się zastanowił.

— Nie będziemy oszukiwać ani nikomu szkodzić. Możemy jednak zobaczyć, czy dobrze rozumieją własną przewodniczkę.

Gdy zawody się rozpoczęły, czworonożni popędzili naprzód. Ziemia zadudniła pod łapami i kopytami. Ptasia drużyna ruszyła nad polaną lekką chmurką skrzydeł.

Przy wielkim krzaku Lisica zauważyła jednak piękną czerwoną jagodę. Na chwilę opuściła ogon, żeby ostrożnie ominąć gałąź.

— Ogon w dole! — krzyknął Zając. — Zatrzymujemy się!

Wszyscy gwałtownie stanęli.

Lisica podniosła ogon.

— Naprzód!

Znów pobiegli.

Po kilku krokach musiała przecisnąć się pod zwalonym pniem i ogon ponownie opadł.

— Stój!

Powtórzyło się to jeszcze raz i jeszcze. Ktoś czekał, ktoś się śpieszył, ktoś nie widział ogona zza cudzych grzbietów. Wkrótce drużyna rozciągnęła się po całej polanie.

Tymczasem strzyżyk jeszcze przed startem powiedział przyjaciołom:

— Trzymamy się razem. Najszybsi nie odlatują daleko, tylko wracają do tych, którzy zostają w tyle.

Wielkie ptaki leciały więc wolniej, motyle trzymały się środka, a chrząszcze pokonywały krótkie odcinki i nie gubiły się.

Do dębu dotarli wszyscy razem.

— Zwycięstwo! — zadźwięczała polana.

Niedźwiedź podrapał się za uchem.

— Wychodzi na to, że siła to nie wszystko.

— Właśnie — powiedział Wilk. — I wielki dom nie czyni nikogo ważniejszym od kogoś, kto mieszka w małym gniazdku.

Niedźwiedź westchnął i ruszył do drzewa strzyżyka.

Pisklęta wyjrzały z gniazda.

— No i co? — zapytało najmniejsze.

Niedźwiedź usiadł pod drzewem.

— Przyszedłem przeprosić. Wasz dom jest mały, bo wy jesteście mali. Ale jest ciepły, mocny i pełen troski. Niepotrzebnie się z was śmiałem.

Pisklęta spojrzały na siebie.

— Przyjmujemy przeprosiny!

Wreszcie zgodziły się zjeść obiad. Strzyżyk przyniósł im owady, Niedźwiedź znalazł pod krzakiem słodkie maliny, a Wilk opowiedział tak zabawną historię, że nawet Lisica zapomniała złościć się na własny ogon.

Odtąd Niedźwiedź, przechodząc obok małego gniazda, nigdy już go nie lekceważył.

Tylko grzecznie kiwał głową i mówił:

— Dzień dobry, królewski pałacu.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨