

Dania
Świniopas
Żył kiedyś młody książę. Jego królestwo było małe, lecz zadbane, zielone i bardzo przytulne. Książę kochał muzykę, kwiaty i proste rzeczy, w których kryło się coś prawdziwego.
- Kraj
- Dania
- Wiek
- 6–10 lat
- Czas czytania
- 7 min

Posłuchaj baśni
Świniopas
Żył kiedyś młody książę. Jego królestwo było małe, lecz zadbane, zielone i bardzo przytulne. Książę kochał muzykę, kwiaty i proste rzeczy, w których kryło się coś prawdziwego.
Pewnego dnia usłyszał o księżniczce z sąsiedniego, wielkiego państwa i postanowił poprosić o jej rękę.
Nie chciał jednak przychodzić do pałacu bez podarunku.
Przy grobie jego ojca rósł niezwykły krzew róży. Kwitł tylko raz na kilka lat, za to kwiat pachniał tak pięknie, że jego woń koiła nawet smutne myśli.
Książę miał także słowika. Kiedy ptak śpiewał, zdawało się, że w jego małym gardziołku ukryły się wszystkie wiosenne poranki, wszystkie strumienie i wszystkie ciche wieczory.
Książę włożył różę do srebrnej szkatułki, słowika do drugiej i posłał oba dary księżniczce.
W pałacu zrobiło się wielkie poruszenie.
— Jaka piękna róża! — zachwycały się damy dworu.
Księżniczka ostrożnie dotknęła płatków.
— Jest prawdziwa? — zdziwiła się.
— Oczywiście — odpowiedziano.
Skrzywiła się.
— W takim razie zabierzcie ją. Myślałam, że to jakiś bardzo drogi mechaniczny kwiat.
Otworzono drugą szkatułkę i słowik zaśpiewał.
Król, ojciec księżniczki, otarł nawet łzę.
— Co za piękna pieśń! — powiedział.
Księżniczka zapytała jednak:
— A on jest prawdziwy?
— Tak.
— Niech więc odleci.
Nie chciała nawet spotkać się z księciem, który przysłał jej takie podarunki.
Książę się zasmucił, lecz wkrótce smutek ustąpił ciekawości.
„Może po prostu nie umie dostrzegać tego, co prawdziwe? — pomyślał. — Muszę zrozumieć, co naprawdę lubi”.
Przebrał się w proste ubranie, pobrudził twarz sadzą, nasunął czapkę i zapukał do pałacowej bramy.
— Czy znalazłaby się dla mnie praca? — zapytał.
Król szukał właśnie kogoś do opieki nad świniami.
Tak książę został pałacowym świniopasem.
Dostał małą izdebkę przy gospodarskim podwórzu. Majsterkował w niej, tworząc wszystko, co przyszło mu do głowy.
Już pierwszego wieczoru zrobił niezwykły garnek. Kiedy gotowała się w nim woda, małe dzwoneczki wokół pokrywki wygrywały wesołą melodię. A trzymając rękę nad parą, można było zgadnąć, co gotuje się w kuchniach różnych domów w mieście.
Następnego dnia przechodziła tamtędy księżniczka i usłyszała muzykę.
— Co tak gra? — natychmiast się zainteresowała.
Dama dworu poszła do świniopasa.
— Ile kosztuje twój garnek?
Książę pomyślał i odpowiedział:
— Dziesięć pocałunków w policzek od księżniczki.
Dama aż westchnęła ze zdumienia.
Gdy księżniczka usłyszała cenę, najpierw się oburzyła.
— Ja? Całować świniopasa? Nigdy!
Dzwoneczki jednak znów zabrzęczały i ciekawość zwyciężyła.
— Dobrze — powiedziała. — Jeśli to naprawdę dziesięć krótkich pocałunków w policzek i nic więcej.
Sama zgodziła się na tę umowę. Damy stanęły wokół nich, a wkrótce czarodziejski garnek znalazł się w jej rękach.
Przez cały wieczór bawiła się, odgadując, gdzie smażą naleśniki, gdzie gotują zupę, a gdzie słodką kaszę.
Kilka dni później świniopas zrobił nowy cud — grzechotkę, która potrafiła zagrać każdy taniec, jaki słyszał świat.
Księżniczka ledwie powstrzymywała zachwyt.
— Chcę ją mieć!
Posłano damę, by spytała o cenę.
— Sto pocałunków w policzek od księżniczki — odpowiedział świniopas.
— Sto?! — wykrzyknęła księżniczka. — To zupełnie niedorzeczne!
Odeszła.
Muzyka jednak płynęła za nią: jedna melodia, druga, trzecia. Księżniczka się zatrzymała.
— No… jeśli bardzo szybko — mruknęła.
Damy dworu wymieniły spojrzenia.
— Wasza Wysokość, może nie warto?
— Sama decyduję — odpowiedziała.
Znowu stanęły wokół, a jedna z nich zaczęła liczyć.
— Siedemdziesiąt dziewięć… osiemdziesiąt… osiemdziesiąt jeden…
W tej chwili król wyjrzał z balkonu.
— Co to za zbiegowisko przy chlewie?
Zszedł na podwórze, podszedł bliżej i wszystko zobaczył.
— Dosyć! — powiedział tak głośno, że dworzanie się rozstąpili.
Nikogo nie ukarał, lecz był bardzo rozczarowany.
— Odrzuciłaś prawdziwą różę. Żywego słowika również. Za zabawne przedmioty jesteś jednak gotowa robić coś, czego początkowo sama nie chciałaś. Pora chyba zastanowić się, co ma dla ciebie prawdziwą wartość.
Księżniczka poczerwieniała.
Król nakazał świniopasowi opuścić pałac, a córce spędzić kilka dni bez balów i rozrywek, żeby mogła spokojnie wszystko przemyśleć.
Za pałacową bramą świniopas zaszedł za drzewo, starł sadzę z twarzy, zdjął proste ubranie i znów stał się księciem.
Księżniczka, która wyszła za nim, zastygła ze zdumienia.
— Więc to byłeś ty?
— Tak — odpowiedział książę.
— Dlaczego to zrobiłeś?
Przez chwilę milczał.
— Chciałem zrozumieć, czy potrafisz dostrzec wartość w czymś, co nie błyszczy i nie służy zabawie. Widzę jednak, że patrzymy na świat zupełnie inaczej.
Księżniczka spuściła oczy.
— Zachowałam się niemądrze.
— Być może — powiedział książę. — To nie znaczy, że nie możesz się zmienić.
Nie szydził z niej i nie karcił. Po prostu się ukłonił i wrócił do swojego małego królestwa.
Księżniczka długo patrzyła za nim.
Potem wróciła do pałacu i poprosiła o przyniesienie tej samej róży, którą kazała zabrać. Kwiat już zwiędł, ale nadal można było wyczuć delikatny zapach.
Zamyśliła się.
Po raz pierwszy zaciekawiło ją nie to, ile coś kosztuje i jak jest rzadkie, lecz czy kryją się w tym życie, piękno i szczerość.
Od tego dnia częściej słuchała ptaków, spacerowała po ogrodzie i rzadziej domagała się nowych zabawek.
Wesołą melodię czarodziejskiego garnka długo jeszcze nucił cały pałac.
Teraz jednak przypominała księżniczce coś innego niż zabawny zakup: to, co prawdziwe, nie zawsze jest najdroższe, ale właśnie to najtrudniej zastąpić.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
