

Sri Lanka
Szakal i gamarala
Dawno temu w wiosce na Sri Lance mieszkał gamarala. Tak w dawnych syngaleskich opowieściach nazywano wiejskiego gospodarza.
- Kraj
- Sri Lanka
- Wiek
- 5–9 lat
- Czas czytania
- 6 min

Posłuchaj baśni
Szakal i gamarala
Dawno temu w wiosce na Sri Lance mieszkał gamarala. Tak w dawnych syngaleskich opowieściach nazywano wiejskiego gospodarza.
Pewnego roku przed orką znalazł się w kłopocie: nie miał własnych wołów, a pole czekało. Ugotował więc ryż na mleku, włożył do pudełka i ruszył do sąsiadów prosić o pożyczenie pary zwierząt.
Szedł drogą z pudełkiem na głowie, kiedy z krzaków wyszły dwa szakale.
— Dokąd idziesz, gamaralo? — zapytały.
— Szukam wołów do orki.
Szakale pociągnęły nosami.
— A co tak pachnie?
— Ryż na mleku.
— Daj go nam, a sami zaorzemy twoje pole! — zaproponowały.
Gamarala się zatrzymał.
Spojrzał na jednego szakala, potem na drugiego. Oba stały z poważnymi minami i zadartymi ogonami, jakby przez całe życie zajmowały się wyłącznie orką.
— Dobrze — zgodził się. — Skoro obiecujecie.
Szakale w mgnieniu oka zjadły ryż do ostatniego ziarenka.
Gamarala zaprowadził je na pole, założył uprząż i powiedział:
— Teraz do pracy.
Szakale wytężyły łapy.
Raz!
Pług ani drgnął.
Dwa!
Ledwie zaskrzypiał.
Trzy!
Jeden szakal usiadł w kurzu, drugi zaplątał się w pasy.
— To mi oracze! — zawołał gamarala.
Rozplątał uprząż i odpędził spryciarzy.
— Więcej nie dostaniecie mojego ryżu!
Następnego ranka znów ugotował ryż na mleku i poszedł szukać wołów.
Nie uszedł daleko, gdy spotkał kolejne dwa szakale.
— Dokąd idziesz?
— Po woły.
— A co niesiesz?
— Ryż na mleku.
— Daj go nam, a zaorzemy pole!
Gamarala pokręcił głową.
— Wczoraj już uwierzyłem dwóm takim fachowcom.
— Tamte były słabe! — zapewniały szakale. — A my jesteśmy silne. Popatrz na nasze łapy!
Mówiły tak przekonująco, że gospodarz znowu się zgodził.
Ryż zniknął jeszcze szybciej niż poprzedniego dnia.
A pług?
Oczywiście pozostał na miejscu.
— Dosyć! — powiedział gamarala. Tym razem nawet się nie spierał. Zdjął uprząż i przegonił szakale.
Uciekły w krzaki, a jeden pomyślał:
„Orka jest ciężka, a ryż na mleku pyszny. Gdyby tak zdobyć ryż i już niczego nie obiecywać!”.
W pobliżu mieszkał dziki kot, którego szakal uważał za wielkiego znawcę podstępów.
— Naucz mnie, jak dostać się do domu gamarali i spróbować ryżu na mleku — poprosił.
Kot zastanowił się.
— Schowaj się przy wiązkach drewna. Kiedy gospodyni pójdzie po wodę, dam ci znak. Pamiętaj jednak: w domu siedź cichutko. Inaczej sam się zdradzisz.
— Ja? Miałbym hałasować? — oburzył się szakal. — Mogę milczeć przez całą noc!
Ukrył się przy drewnie.
Wkrótce gospodyni wzięła dzban i poszła po wodę. Kot machnął ogonem.
— Teraz!
Szakal wślizgnął się do chaty i wspiął na wysoką drewnianą półkę pod dachem. Kot podał mu trochę ryżu w połówce kokosowej skorupy.
— Jedz i milcz — przypomniał.
Szakal był szczęśliwy.
Ryż był ciepły, słodkawy i pachniał mlekiem.
Minął wieczór. Na dworze zapadła ciemność.
Nagle z dalekiego pola dobiegło:
— Auuu! Auuu!
Nawoływały się inne szakale.
Szakal na półce nastawił uszy.
— Słyszysz? Krewni mnie wołają. Muszę odpowiedzieć.
Kot omal nie podskoczył ze strachu.
— Nawet o tym nie myśl! Gamarala cię usłyszy.
— Dobrze, dobrze — szepnął szakal.
Zasłonił pysk łapami.
Minęła kolejna chwila.
Z pola znów rozległo się:
— Auuuu!
Szakal aż drgnął.
— Teraz już naprawdę muszę odpowiedzieć!
— Nie musisz! — syknął kot. — Sam chciałeś nauczyć się podstępu. Teraz najmądrzej będzie milczeć.
Szakal zacisnął pysk.
Wytrzymał jedną chwilę.
Drugą.
Trzecią.
A potem nie zdołał już dłużej:
— AUUUUU!
W domu zrobiło się cicho.
Bardzo cicho.
Kot zamknął oczy.
— Ostrzegałem…
Z sąsiedniej izby dobiegł głos gamarali:
— Kto mi tu śpiewa pod dachem?
Zapłonęła lampa.
Gospodarz podniósł głowę i zobaczył na półce szakala z kokosową miseczką w łapach.
— Aha! Więc to ty przychodzisz po mój ryż bez orania!
Wziął długą miotłę i lekko stuknął w brzeg półki.
— Wynoś się, nocny śpiewaku!
Szakal zeskoczył, przemknął przez drzwi i popędził tak szybko, że tylko ogon mignął w mroku.
Kot wyskoczył za nim i dopiero poza podwórkiem zapytał:
— Nauczyłeś się czegoś?
Dyszący szakal przytaknął.
— Nauczyłem.
— Czego?
Szakal obejrzał się na dom.
— Jeśli już ktoś obmyśla podstęp, powinien przynajmniej umieć milczeć.
— Niezły początek — mruknął kot. — Jeszcze lepiej nie sięgać po cudzy poczęstunek.
Podobno od tej pory, słysząc nocne nawoływania krewnych, szakal najpierw sprawdzał, gdzie siedzi i czy nie trzyma w łapach cudzej kokosowej miseczki.
Gamarala w końcu znalazł sąsiada, który pożyczył mu prawdziwe woły.
Kiedy pole zostało zaorane, ugotował wielki garnek ryżu na mleku.
Tym razem poczęstował tych, którzy naprawdę mu pomogli.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
