

Filipiny
Szczęście Suana
Dawno temu na Filipinach mieszkała pewna kobieta, która miała jedynego syna o imieniu Suan.
- Kraj
- Filipiny
- Wiek
- 6–10 lat
- Czas czytania
- 9 min

Posłuchaj baśni
Szczęście Suana
Dawno temu na Filipinach mieszkała pewna kobieta, która miała jedynego syna o imieniu Suan. Suan był bardzo bystrym chłopcem. Dostrzegał szczegóły umykające innym, szybko łączył fakty, a do tego ogromnie lubił żarty. Czasami jednak jego żarty szły odrobinę za daleko. Każdego ranka matka wysyłała go do szkoły. Droga prowadziła obok wielkiego drzewa rosnącego przy targu. Pewnego dnia Suan pomyślał: — A gdybym tak dzisiaj trochę odpoczął? Zamiast iść do szkoły, wspiął się na drzewo i ukrył wśród liści. Widać stamtąd było cały targ. Suan obserwował matkę chodzącą między straganami. Najpierw kupiła ryż. Potem rybę. Następnie kilka dojrzałych owoców, sól i małą paczuszkę przypraw. Gdy ruszyła do domu, Suan zeskoczył z drzewa, pobiegł krótszą ścieżką i dotarł przed nią. Kiedy tylko przekroczyła próg, oznajmił uroczyście: — Mamo, wiem, co dziś kupiłaś. I wymienił wszystko po kolei. Matka się zdziwiła. — Skąd wiesz? Suan tylko tajemniczo zmrużył oczy. — Chyba potrafię odgadywać różne rzeczy. Następnym razem zrobił to samo. A potem jeszcze raz. Wkrótce matka była już przekonana, że jej syn posiada niezwykły dar. Suan za każdym razem zamierzał wyznać prawdę, lecz myślał: „Powiem jutro”. A to jutro wciąż odkładał. Pewnego dnia w domu miejscowego datu, czyli władcy, zaginął kosztowny pierścień należący do jego córki. Szukano wszędzie. Przejrzano pokoje, ogród, podwórze i spiżarnie. Pierścień jakby rozpłynął się w powietrzu. Datu ogłosił: — Kto pomoże odzyskać pierścień, otrzyma hojną nagrodę. Matka Suana usłyszała nowinę i od razu pomyślała o synu. — Przecież mój chłopiec tak niezwykle odgaduje tajemnice! Nie poradziwszy się Suana, poszła do domu datu. — Mój syn odnajdzie pierścień — powiedziała z przekonaniem. Kiedy Suan o tym usłyszał, zrobiło mu się zimno. — Mamo! Przecież nie jestem czarodziejem! — Ale zawsze wiesz, co przynoszę z targu. Suan westchnął. Nadszedł czas ponieść odpowiedzialność za własny żart. W pałacu datu zapytał: — No i jak, Suanie? Odnajdziesz pierścień? Chłopiec zastanowił się i odpowiedział: — Proszę dać mi jeden wieczór. I pozwolić porozmawiać ze wszystkimi, którzy tamtego dnia byli w domu. Władca się zgodził. Wieczorem przed Suanem stanęli służący i strażnicy. Chłopiec uważnie przyglądał się każdemu z nich. W rzeczywistości nie wiedział, kto ma pierścień. Powiedział więc tylko: — Pierścień nie zniknął sam. Jest gdzieś zupełnie blisko. A ten, kto wie, gdzie się znajduje, właśnie o tym pomyślał. Powoli przesunął wzrokiem po zgromadzonych. Jeden ze strażników nagle pobladł i odwrócił oczy. Suan zauważył to, lecz niczego nie powiedział na głos. W nocy ów człowiek sam do niego przyszedł. — To ja wziąłem pierścień — przyznał cicho. — Zrobiłem głupstwo i teraz się boję. — Najlepiej zrobisz, jeśli go oddasz — odpowiedział Suan. — Nie obiecuję, że unikniesz konsekwencji. Ale szczere wyznanie jest lepsze od kolejnego kłamstwa. Mężczyzna oddał pierścień. Suan postanowił zwrócić go tak, żeby nie urządzać widowiska i nie poniżać winowajcy przed całym dworem. Po podwórzu chodził wielki indyk, który lubił chować się w cieniu przy koszach. Suan włożył pierścień do małego woreczka z tkaniny i przywiązał go do wstążki na koszu stojącym obok ptaka. Rano powiedział datu: — Proszę poszukać przy miejscu, gdzie nocował indyk. Służący znaleźli woreczek, a w nim zaginiony pierścień. Datu był zachwycony. — Suanie, jesteś prawdziwym wróżbitą! Suan już otwierał usta, żeby zaprzeczyć, ale władca nie dał mu dojść do słowa. — Wybierz nagrodę. — Nie potrzebuję niczego szczególnego — odpowiedział Suan. — Lepiej niech człowiek, który wziął pierścień, odpracuje jego wartość i więcej tak nie postępuje. Datu zdziwił się, ale przystał na to. Jego córka, właścicielka pierścienia, również podziękowała Suanowi. — Podoba mi się, że myślałeś nie tylko o klejnocie, lecz także o tym, jak naprawić błąd bez niepotrzebnego okrucieństwa — powiedziała. Zaczęli rozmawiać, a z czasem się zaprzyjaźnili. Tymczasem sława „wielkiego odgadywacza” rozniosła się już daleko. Wkrótce do pałacu przybył inny datu. — Podobno twój Suan wie wszystko — powiedział do gospodarza. — Sprawdźmy. Położył na stole dużą pomarańczę. — Jeśli Suan poda dokładną liczbę pestek w środku, podaruję waszemu miastu siedem łodzi z zapasami. Jeśli nie, po prostu uznamy, że pogłoski były przesadzone. Suan spojrzał na pomarańczę. — Teraz już po mojej sławie — mruknął. W nocy długo nie mógł zasnąć, więc wyszedł na spacer w pobliże przystani. Stały tam łodzie gościa. Z jednej dobiegły głosy. — Datu na pewno wygra — zaśmiał się ktoś. — Kto może wiedzieć, że w pomarańczy jest dziewięć pestek, zanim się ją rozkroi? Suan przystanął. „Dziewięć” — zapamiętał. Rano wszyscy zgromadzili się w sali. — No więc? — zapytał gość. Suan przez chwilę milczał. — Dziewięć. Rozkrojono pomarańczę. Pestek rzeczywiście było dziewięć. Wszyscy zaczęli klaskać, a gość uczciwie przekazał miastu obiecane zapasy. Suan poczuł się nieswojo. Tym razem zwyciężył nie dzięki niezwykłemu darowi, tylko dlatego, że przypadkiem usłyszał odpowiedź. Drugi datu nie zamierzał jednak się poddawać. Po kilku dniach wrócił z małą złotą kulką. — Dobrze, Suanie. Powiedz, co jest w środku. Tym razem Suan niczego nie podsłuchał. Obszedł przystań. Posiedział w ogrodzie. Obejrzał kulkę ze wszystkich stron. Żadnej wskazówki. Nadszedł ranek. W sali panowała zupełna cisza. — A więc? — spytał gość. Suan rozłożył ręce. — Przecież to nonsens! — powiedział z rozdrażnieniem. — Nie mogę wiedzieć, co znajduje się w zamkniętej kulce! Nagle jeden z ludzi gościa wykrzyknął: — Właśnie! Zgadza się! Wszyscy spojrzeli w jego stronę. — Co się zgadza? — zdziwił się Suan. Mężczyzna się zaczerwienił. — W środku są monetki, które nazywamy u nas nonsensownymi pieniędzmi… Taki drobniak, niemal nic niewarty. Pan sam tak zażartował, kiedy chował je do środka. Na chwilę zapadła cisza. Potem wszyscy się roześmiali. Nawet Suan. — To już naprawdę był czysty przypadek! Drugi datu również wybuchnął śmiechem. — Poddaję się. Skoro nawet twoje „nie wiem” przypadkiem okazuje się dobrą odpowiedzią, niebezpiecznie jest z tobą rywalizować. Odtąd ludzie jeszcze długo nazywali Suana najszczęśliwszym odgadywaczem w kraju. Sam Suan postanowił jednak wreszcie położyć kres dawnemu żartowi. Pewnego dnia zebrał matkę, datu, jego córkę i kilkoro przyjaciół. — Muszę wam coś powiedzieć — zaczął. — Nie widzę przyszłości i nie czytam w myślach. Na targu siedziałem po prostu na drzewie i widziałem, co mama kupowała. Pierścień odnalazłem dzięki uważności i przyznaniu się winnego. O dziewięciu pestkach usłyszałem przypadkiem. A złota kulka… to był zupełny zbieg okoliczności. Matka aż klasnęła w dłonie. — Więc przez cały ten czas wcale nie byłeś wróżbitą? — Nie. Datu zamyślił się, po czym uśmiechnął. — Może to nawet lepiej. Spostrzegawczość, bystrość i umiejętność przyznania się w porę do prawdy są przydatniejsze od wymyślonej magii. Jego córka się roześmiała. — A poza tym masz niebywałe szczęście. — Temu akurat nie zaprzeczę — odparł Suan. Z czasem on i córka datu sami postanowili się pobrać. Nie była to nagroda za pierścień ani skutek sławy Suana. Po prostu dobrze się poznali i chcieli być razem. Suan zaś wcale nie przestał żartować. Nauczył się tylko w porę mówić, gdzie kończy się żart, a zaczyna prawda. Bo szczęśliwy traf może czasem wybawić z tarapatów. Znacznie pewniej jednak polegać na jasnym umyśle, uważnych oczach i uczciwym słowie.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
