Okładka: Tajemnicza księga

Filipiny

Tajemnicza księga

Dawno temu żyli stary Pedro i jego syn Juan. Mieli małą chatkę i bardzo niewiele ryżu. Pedro nie mógł już pracować tak ciężko jak dawniej, a Juan, trzeba przyznać, za pracą nie przepadał.

Kraj
Filipiny
Wiek
7–11 lat
Czas czytania
10 min
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Tajemnicza księga

Dawno temu żyli stary Pedro i jego syn Juan. Mieli małą chatkę i bardzo niewiele ryżu. Pedro nie mógł już pracować tak ciężko jak dawniej, a Juan, trzeba przyznać, za pracą nie przepadał. Lubił marzyć, patrzeć na chmury, słuchać opowieści wędrowców i wyobrażać sobie, że pewnego dnia los sam przyniesie mu szczęście prosto pod drzwi. Któregoś ranka Pedro wysypał jednak na dłoń ostatnie ziarenka ryżu. — Synu — powiedział — dobrze jest marzyć. Ale od marzeń obiad w garnku się nie pojawi. Juan się zawstydził. Kochał ojca i zrozumiał, że dłużej czekać nie można. — Znajdę pracę — obiecał. W sąsiednim mieście mieszkał zamożny człowiek o imieniu don Lusano. Potrzebował pomocnika do gospodarstwa. Juan zaczął sprzątać pokoje, nosić wodę, doglądać ogrodu i załatwiać sprawunki. Początkowo było mu ciężko. Z każdym dniem stawał się jednak sprawniejszy. Don Lusano widział to i ufał mu coraz bardziej. — Są w tym domu rzeczy, których nie wolno dotykać bez pozwolenia — powiedział pewnego razu gospodarz. — Wierzę, że będziesz o tym pamiętał. — Będę — odparł Juan. Minęło trochę czasu. Pewnego ranka don Lusano wyjechał w interesach, a Juan został, żeby posprzątać jego pokój. W ciemnym kącie, za drewnianą kolumną, coś zalśniło. Chłopiec schylił się i zobaczył małą, pięknie wypolerowaną szkatułkę. „Tylko popatrzę” — pomyślał. Podniósł wieczko. W środku znajdowała się druga szkatułka. Otworzył i tę. Leżała w niej trzecia. Potem czwarta, piąta, szósta… W siódmej szkatułce spoczywała mała księga o dziwnym, trójkątnym kształcie. Jej okładka lśniła złotem, a brzegi mieniły się szlachetnymi kamieniami. Juan znieruchomiał. Doskonale pamiętał słowa gospodarza. Nie dotykać bez pozwolenia. Ciekawość już jednak szeptała: „Otwórz tylko. Jeden raz. Nikt się nie dowie”. I Juan otworzył księgę. W tej samej chwili strony same zaszeleściły. Powietrze zawirowało wokół niczym niewidzialny wir, a księga uniosła chłopca w górę. — Oj! Stój! Dokąd?! — krzyknął. Lecz księga wyniosła go już z domu i poniosła nad drogą. Właśnie wtedy wrócił don Lusano. Zobaczył otwarte szkatułki i od razu pojął, co się stało. Don Lusano nie był bowiem zwykłym bogaczem. Znał pradawną sztukę czarodziejską, a księga stanowiła najcenniejszy przedmiot w jego domu. — Juanie! — zawołał i ruszył w pościg. Księga leciała szybko, lecz don Lusano znał jej tajemnice znacznie lepiej. Odległość między nimi malała. Juan gorączkowo przewracał strony. Na jednej przeczytał nagle: „Kto dotknął księgi i zrozumiał jej słowo, może na krótki czas stać się tym, czyj obraz nosi w myślach”. — Koniem! — wykrzyknął Juan. W tej samej chwili drogą pędził już mały, zwinny koń. Za jego plecami rozległ się jednak tętent kopyt. Don Lusano zmienił się w wielkiego muła i go doganiał. — Więc… ptakiem! Juan wzbił się w powietrze jako mały, lśniący ptaszek. Za nim pojawił się wielki jastrząb. Chłopiec zanurkował w dół, dostrzegł studnię i pomyślał: — Rybką! Plusk! W wodzie mignęła mała rybka o siedmiu barwach. Don Lusano przemienił się w wielką rybę i zanurkował za nim. Juan znalazł jednak w kamiennej ścianie wąską szczelinę i ukrył się tam, gdzie duży prześladowca nie zdołał się przecisnąć. Don Lusano długo krążył w pobliżu. Wreszcie zrozumiał, że tego dnia nie dosięgnie Juana, i odpłynął. Studnia stała w ogrodzie królewskiego pałacu. Często przychodziły do niej trzy księżniczki. Pewnego razu dostrzegły w wodzie niezwykłą rybkę, której łuski lśniły siedmioma kolorami. Najstarsza siostra próbowała ją zwabić. Rybka nawet się nie zbliżyła. Średnia wyciągnęła koszyk. Rybka podpłynęła, lecz natychmiast się wymknęła. Dopiero gdy najmłodsza księżniczka pochyliła się nad wodą, rybka sama wpłynęła w jej dłonie. — Jaka jesteś piękna — szepnęła dziewczyna. — Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy. Przeniosła rybkę do wielkiej złotej misy z czystą wodą w swoim pokoju i zaczęła się nią opiekować. Mijały tygodnie. Księżniczka zauważyła, że rybka rozumie słowa. Gdy dziewczyna się smuciła, podpływała bliżej. Kiedy księżniczka się śmiała, rybka zaczynała krążyć w wodzie. Pewnego wieczoru, gdy nikogo innego nie było w pokoju, rybka przemieniła się w Juana. Księżniczka cofnęła się ze zdumienia. — Nie bój się — powiedział szybko. — Nie zamierzałem dostać się do pałacu. Uciekałem przed czarodziejem. Opowiedział wszystko: o ojcu, pracy, zakazanej szkatułce, własnej ciekawości i tajemniczej księdze. — A więc sam zapoczątkowałeś nieszczęście, kiedy zawiodłeś czyjeś zaufanie — powiedziała księżniczka. Juan spuścił głowę. — Tak. Teraz rozumiem to lepiej niż kiedykolwiek. Księżniczka pozwoliła mu pozostać pod postacią rybki, dopóki nie minie niebezpieczeństwo. Odtąd często rozmawiali wieczorami, kiedy zamykano drzwi. Don Lusano nie zapomniał jednak o księdze. Dowiedział się, gdzie ukrywa się Juan, i obmyślił podstęp. Niebawem po królestwie rozeszła się wieść, że najmłodsza księżniczka niedomaga. Rzeczywiście pobladła i była niespokojna, bo lękała się, że don Lusano odnajdzie jej małego przyjaciela. Czarodziej zjawił się w pałacu. — Wiem, jak przywrócić księżniczce spokój — powiedział królowi. — Nie proszę ani o złoto, ani o ziemię. Oddajcie mi tylko siedmiobarwną rybkę z jej pokoju. Król się zdziwił. — Tylko rybkę? — Tylko ją. Król już miał się zgodzić, lecz księżniczka zrozumiała, po co przybył czarodziej. Kiedy don Lusano wyciągnął ręce ku złotej misie, powiedziała: — Proszę nie dotykać wody. Sama panu podam rybkę. Przechyliła misę. Rybka zsunęła się ku krawędzi i nagle wyskoczyła. Błysk! Na palcu księżniczki zamiast rybki pojawił się złoty pierścionek. Don Lusano rzucił się ku niej. Pierścionek spadł jednak na podłogę i rozsypał się w garść drobnych ziaren fasoli mung. — Aha! — zawołał don Lusano. Przemienił się w kruka i zaczął szybko wydziobywać ziarenka. Jedno zatoczyło się pod brzeg sukni księżniczki. Właśnie w nim ukrywał się Juan. „Teraz!” — pomyślał. W miejscu ziarenka pojawił się wielki kot. Skoczył wprost przed kruka, głośno miauknął i zamachnął się łapą. Kruk przestraszył się tak bardzo, że wzbił się pod sam sufit, zatrzepotał po pokoju i wyleciał przez otwarte okno. Gdy tylko znalazł się poza pałacem, czarodziejska księga, która przez cały ten czas łączyła go niewidzialną nicią z Juanem, rozbłysła złotym światłem. Strony same się zamknęły. Don Lusano pojął, że walka dobiegła końca. Stracił władzę nad Juanem i więcej już nie wrócił. Tymczasem kot znów stał się Juanem. Król patrzył to na młodzieńca, to na córkę i niczego nie rozumiał. — Czy ktoś mi wyjaśni, dlaczego mój pokój przed chwilą był pełen rybek, pierścionków, fasoli, kruków i kotów? Księżniczka roześmiała się i opowiedziała ojcu całą historię. Juan nie próbował się usprawiedliwiać. — Złamałem słowo i wziąłem coś, czego nie miałem prawa brać — powiedział. — Dlatego znalazłem się w niebezpieczeństwie. Chcę oddać księgę i poprosić o wybaczenie. Król z uznaniem skinął głową. — Dobrze, że nauczyłeś się nie tylko czarów, lecz także odpowiedzialności. Tajemniczą księgę zamknięto w pilnie strzeżonym schowku, dopóki nie znaleziono dla niej bezpiecznego miejsca. Juan zaś wrócił do ojca i nie czekał już, aż szczęście samo zapuka do drzwi. Nauczył się pracować, pomagać Pedrowi i cenić zaufanie. On i księżniczka nie zapomnieli o sobie. Z upływem lat ich przyjaźń stawała się coraz mocniejsza. A kiedy dorośli, jak opowiada dawna baśń, pobrali się. Juan przez całe życie pamiętał zaś jedną prostą rzecz: największe tajemnice otwierają się przed tym, kto potrafi zasłużyć na zaufanie, a nie przed tym, kto bez pozwolenia podnosi każde wieczko.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨