

Wielka Brytania
Trzy głowy przy studni
dobroć, studnia, czarodziejskie próby, nagroda
- Kraj
- Wielka Brytania
- Wiek
- 6–10 lat

Posłuchaj baśni
Trzy głowy przy studni
Dawno, dawno temu, jeszcze długo przed rycerzami Okrągłego Stołu, w pewnym angielskim królestwie żył król. Miał córkę Alice — spokojną, uważną i bardzo dobrą dla ludzi.
Kiedy Alice była jeszcze mała, jej matka umarła. Minęło kilka lat i król ożenił się ponownie. Nowa królowa przyjechała do pałacu wraz ze swoją córką May.
May nie była zła z natury. Po prostu przywykła, że wszystko, co najlepsze, powinno przypadać jej pierwszej. A jej matka często szeptała:
— Uważaj, żeby Alice cię nie przyćmiła. Musisz być pierwsza we wszystkim.
Od takich słów May stawała się coraz bardziej zazdrosna, a w pałacu zaczęły wybuchać kłótnie.
Pewnego ranka Alice przyszła do ojca.
— Tato — powiedziała — chcę na jakiś czas wyjechać z pałacu. Muszę pobyć sama, zobaczyć świat i zrozumieć, czego naprawdę chcę.
Król się zasmucił, ale zgodził.
Na drogę dostała prosty płaszcz, torbę z chlebem i serem oraz butelkę wody.
Alice szła przez pola, gaje i zielone doliny. Pod wieczór zobaczyła starego wędrowca siedzącego przy wejściu do jaskini.
— Dobry wieczór — powiedział. — Daleko idziesz?
— Szukam własnej drogi — odpowiedziała Alice.
Starzec się uśmiechnął.
— A co masz w torbie?
— Chleb i ser. Zje pan ze mną?
— Z przyjemnością.
Alice przełamała chleb na pół, podzieliła się serem i nalała starcowi wody.
Kiedy zjedli kolację, podał jej cienki leszczynowy patyczek.
— Przed tobą będzie gęsty tarninowy żywopłot. Nie łam gałęzi i nie przepychaj się siłą. Dotknij go trzy razy patyczkiem i uprzejmie poproś, żeby cię przepuścił.
— A dalej?
— Dalej znajdziesz starą studnię. Usiądź obok i nie bój się tego, co zobaczysz. Jeśli ktoś poprosi cię o pomoc, zdecyduj sercem.
Alice podziękowała i ruszyła dalej.
Wkrótce rzeczywiście zobaczyła zwartą ścianę kolczastej tarniny. Dziewczyna dotknęła żywopłotu patyczkiem raz, drugi, trzeci i powiedziała:
— Proszę, przepuść mnie.
Gałęzie zaszeleściły i powoli się rozsunęły, tworząc wąską ścieżkę.
Za żywopłotem stała kamienna studnia porośnięta mchem. Alice przysiadła na brzegu.
Nagle z wody uniosła się złota głowa z długimi mokrymi włosami i cichutko zaśpiewała:
— Uczesz mnie troskliwie,
Na mchu ułóż pięknie,
Niech mnie słońce osuszy,
A ziemia się uśmiechnie.
Alice się zdziwiła, ale nie przestraszyła.
— Dobrze — powiedziała.
Na kamieniu leżał srebrny grzebień. Dziewczyna ostrożnie rozplątała złote włosy i położyła głowę na miękkim mchu.
Wtedy ze studni uniosła się druga głowa.
— A mnie?
— Ciebie też, oczywiście.
Potem pojawiła się trzecia.
Alice zadbała o wszystkie trzy, a potem usiadła nieco dalej i zaczęła jeść kolację.
Głowy cichutko zaczęły szeptać.
— Jak jej się odwdzięczymy? — zapytała pierwsza.
— Podaruję jej umiejętność mówienia tak, żeby ludzie chcieli słuchać siebie nawzajem — powiedziała druga.
— A ja podaruję jej spokojne serce, które nie zagubi się w trudnej chwili — powiedziała trzecia.
Pierwsza pomyślała i dodała:
— A ode mnie niech otrzyma szczęście w drodze, ale tylko wtedy, kiedy nie będzie zapominała o innych.
Alice usłyszała te słowa i się uśmiechnęła.
— Dziękuję. Ale i bez podarunków cieszę się, że pomogłam.
Głowy zniknęły w wodzie.
Następnego dnia Alice dotarła do wielkiego miasta. Na placu właśnie odbywało się święto plonów. Przy ratuszu młody król rozmawiał z ludźmi, słuchając skarg i próśb.
Kiedy przyszła kolej Alice, opowiedziała o swojej podróży i o tym, jak w jej rodzinnym pałacu ludzie przestali słuchać siebie nawzajem.
Młody król wysłuchał jej uważnie.
— Mówisz tak, że chce się zastanowić zamiast spierać — powiedział. — Zostań na święto. Potrzebujemy ludzi, którzy umieją godzić innych.
Alice została. Najpierw na kilka dni, potem na kilka tygodni. Pomagała rozstrzygać spory na targu, wspierała dzieci w szkole przy pałacu i szybko stała się ulubioną doradczynią młodego króla.
Z czasem zaprzyjaźnili się, a jeszcze później zrozumieli, że chcą budować życie razem. I kiedy postanowili się pobrać, Alice powiedziała:
— Najpierw chcę wrócić do domu i pogodzić się z ojcem.
Tak też zrobili.
W pałacu urządzono wielkie święto. May zobaczyła, jak ciepło wszyscy witają Alice, i znów obudziła się w niej zazdrość.
— Skoro ona znalazła szczęście w drodze, ja też znajdę — oznajmiła May.
Matka dała jej najlepszy płaszcz, kosz słodyczy i srebrną butelkę z napojem.
May poszła tą samą drogą.
Przy jaskini siedział ten sam starzec.
— Dobry wieczór — powiedział. — Czy podzielisz się kawałkiem chleba?
— Nie mam chleba, tylko migdały i słodkie ciasteczka — odpowiedziała May. — I wszystko jest dla mnie.
— A łykiem wody?
— Poszukaj własnej.
Starzec tylko westchnął.
Dotarłszy do tarninowego żywopłotu, May zobaczyła wąską szczelinę i spróbowała przecisnąć się siłą. Gałęzie zaczepiły o jej płaszcz, kosz się przewrócił, a słodycze rozsypały w trawie.
— Głupi żywopłot! — zawołała.
Zmęczona i zła, May doszła do studni.
Uniosła się pierwsza złota głowa.
— Pomożesz mi rozczesać włosy?
— Jeszcze czego!
Druga poprosiła o to samo.
— Nie będę.
Trzecia nie zdążyła nawet się odezwać, gdy May gniewnie machnęła ręką.
— Dajcie mi spokój!
Głowy zniknęły w wodzie.
May ruszyła dalej, ale podróż nie układała się równie łatwo. Ludzie, do których zwracała się szorstko, odpowiadali jej równie krótko. Tam, gdzie żądała, nikt nie spieszył się z pomocą.
Wreszcie dotarła do małego miasteczka. Na placu siedział młody szewc Tom i naprawiał dziecięce buciki.
May była zmęczona i zagubiona.
— Zgubiłam drogę — burknęła.
Tom podniósł głowę.
— To usiądź. Najpierw odpocznij. Potem się zastanowimy.
Dał jej filiżankę ciepłej herbaty i o nic nie pytał, dopóki sama nie zaczęła mówić.
Po raz pierwszy od dawna May opowiedziała komuś prawdę: jak przez całe życie bała się być druga, jak zazdrościła Alice i jak nauczyła ją tego matka.
Tom wysłuchał.
— Można zacząć inaczej — powiedział. — Nie jutro. Dzisiaj.
May została w miasteczku na kilka dni. Pomagała Tomowi podawać nici, zanosiła gotowe buty klientom i stopniowo zauważyła coś dziwnego: kiedy mówiła „proszę” i „dziękuję”, świat wcale nie stawał się mniejszy. Przeciwnie, ludzie odpowiadali jej uśmiechem.
Po kilku tygodniach May wróciła do pałacu.
Alice spotkała ją przy bramie.
— I jak twoja podróż?
May przez chwilę milczała.
— Nie taka, jak sobie wyobrażałam. Ale chyba znalazłam coś ważniejszego niż szczęśliwy los.
— Co takiego?
— Sposób, żeby nie kłócić się z całym światem.
Alice roześmiała się i ją objęła.
A stara królowa, widząc, że córka się zmieniła, najpierw się oburzyła. Ale May już nie słuchała rad o tym, kogo należy pokonać albo przewyższyć. Sama decydowała, jakim człowiekiem chce być.
Mówią, że z czasem May otworzyła w mieście warsztat wraz z Tomem, gdzie bezpłatnie naprawiano buty dzieciom z ubogich rodzin.
A o trzech złotych głowach przy starej studni ludzie jeszcze długo szeptali.
Bo studnia nie karała ani nie nagradzała za urodę, bogactwo czy pochodzenie.
Po prostu bardzo dobrze pokazywała, co człowiek zabiera ze sobą w drogę.
