

Norwegia
Trzy księżniczki Białego Kraju
księżniczki, podróż, czarodziejskie krainy, próby
- Kraj
- Norwegia
- Wiek
- 7–11 lat

Posłuchaj baśni
Trzy księżniczki Białego Kraju
Żył kiedyś rybak. Co rano wypływał w morze, ale pewnego dnia sieć raz po raz wracała pusta.
Już zbierał się do domu, gdy z wody wynurzyła się dziwna głowa i przemówiła:
„Napełnię twoją sieć rybami, jeśli obiecasz oddać mi to, o czym w domu jeszcze nie wiesz”.
Rybak nie zrozumiał zagadki. Pomyślał, że chodzi o jakąś starą łódź albo zapomniany przedmiot, i nieostrożnie się zgodził.
Kiedy wrócił do domu, dowiedział się, że jemu i żonie wkrótce urodzi się dziecko.
Rybak przestraszył się swojej obietnicy. Usłyszał o niej król i powiedział:
„Dziecko nie powinno odpowiadać za nierozważne słowo dorosłego. Niech chłopiec dorasta pod moją opieką”.
Tak syn rybaka wychował się na królewskim dworze. Wyrósł na dobrego, odważnego młodzieńca i nigdy nie zapominał o rodzicach.
Pewnego dnia poprosił, by mógł wypłynąć z ojcem w morze. Już w łodzi przypomniał sobie, że zostawił na brzegu chusteczkę. Wrócił po nią, a kiedy znów wszedł do łodzi, ta nagle sama odbiła od brzegu.
Wiatr porwał żagiel. Łódź mknęła coraz dalej, aż rodzinny brzeg zniknął.
Dopiero pod wieczór młodzieniec zobaczył nieznany biały brzeg.
Siedział tam starzec z długą srebrną brodą.
„Dokąd trafiłem?” — zapytał młodzieniec.
„Jesteś w pobliżu Białego Kraju” — odpowiedział starzec. „Trzy księżniczki od wielu lat żyją tam pod wpływem czarów trolli. Jeśli masz odwagę, możesz im pomóc”.
„Co trzeba zrobić?”
„Idź do zamku. Pierwszej nocy spotkasz starszego trolla, drugiej jeszcze silniejszego, trzeciej najpotężniejszego. Nie próbuj pokonać ich siłą. W pokoju księżniczki znajdziesz małą buteleczkę uzdrawiającej rosy i miecz, który niszczy czary. Gdy troll zacznie cię straszyć, dotknij mieczem jego czarodziejskiej różdżki. Jeśli różdżka pęknie, zniknie też władza trolla”.
Młodzieniec podziękował i ruszył do zamku.
W pierwszej sali zobaczył księżniczkę, którą czary więziły tak, że nad ziemią widać było tylko jej głowę.
„Kim jesteś?” — zdziwiła się.
„Kimś, kto spróbuje otworzyć te drzwi na zawsze” — odpowiedział młodzieniec.
O północy rozległ się grzmot. Do sali wszedł troll o trzech głowach. Tupnął tak, że zadźwięczały okna.
„Kto odważył się tu przyjść?” — ryknął.
Młodzieniec nie uciekł. Troll rzucał wokół iskry, gasił światło i kołysał ścianami, ale młodzieniec zaczekał na właściwą chwilę i dotknął mieczem czarnej różdżki.
Różdżka pękła.
Troll zamienił się w kłąb dymu i wyleciał przez komin.
Od razu księżniczka wysunęła się z ziemi do pasa.
„Jedna część czarów zniknęła” — powiedziała. „Lecz przed nami jeszcze dwie noce”.
Rano dała młodzieńcowi kilka kropli uzdrawiającej rosy. Zmęczenie ustąpiło.
Następnej nocy przyszedł troll o sześciu głowach. Rozpętał prawdziwą burzę na zamkowych korytarzach. Drzwi trzaskały, kamienie huczały, z ciemnych zakamarków dobiegały obce głosy.
Lecz młodzieniec już wiedział: strach lubi, kiedy wierzy mu się bardziej niż własnemu sercu.
Zaczekał, aż troll podniesie różdżkę, i znów dotknął jej czarodziejskim mieczem.
Druga różdżka rozsypała się w błyszczący pył.
Troll zniknął, a księżniczka mogła stanąć na podłodze obiema nogami.
Trzeciej nocy zamek zadrżał jeszcze przed zachodem słońca. Najstarszy troll miał dziewięć głów i ogromną różdżkę pokrytą czerwonymi znakami.
„Przegoniłeś dwóch moich braci, ale mnie nie pokonasz!” — krzyknął.
Walka wymagała nie siły, lecz wytrwałości. Troll tworzył widmowe przepaście, ogniste ściany i ryczące cienie. Młodzieniec kilka razy gubił miecz w dymie, ale za każdym razem znajdował go na nowo.
Wreszcie troll zamachnął się różdżką.
Młodzieniec dotknął jej mieczem.
Rozległ się trzask, jakby wiosną pękał lód. Czerwone znaki zgasły. Dziewięć głów trolla zamieniło się w dziewięć chmurek, a on sam rozwiał się na wietrze.
Zamek wypełnił się słońcem.
Z sąsiednich sal wyszły jeszcze dwie księżniczki. Wszystkie trzy były wolne.
Najmłodsza, ta, którą młodzieniec widział przez wszystkie trzy noce, wzięła go za rękę.
„Mogłeś uciec, ale zostałeś. Teraz sam zdecyduj, dokąd chcesz iść”.
Młodzieniec został w Białym Kraju. Z czasem on i najmłodsza księżniczka pokochali się i pobrali. Żyli szczęśliwie, lecz młodzieniec często wspominał ojca i matkę.
Pewnego wieczoru żona powiedziała:
„Widzę, że tęsknisz za domem. Odwiedź ich”.
Dała mu czarodziejski pierścień.
„Spełni dwa życzenia. Ale bądź ostrożny. Kiedy wrócisz do domu, posłuchaj ojca. Matka będzie cię kochała tak mocno, że może poradzić coś nierozważnego”.
Za sprawą jednego życzenia młodzieniec wrócił do rodzinnego kraju.
Rodzice płakali z radości. Ojciec prosił syna, żeby nie chwalił się czarami i nie dowodził nikomu, że jego żona jest najpiękniejsza na świecie.
A matka powiedziała:
„Król przez tyle lat cię chronił. Idź do pałacu, niech wszyscy zobaczą, na kogo wyrosłeś”.
Młodzieniec poszedł.
Na uczcie król z dumą pokazał swoją królową i zażartował:
„Trudno sobie wyobrazić kogoś piękniejszego”.
Młodzieniec zapomniał o radzie ojca i zawołał:
„Moja żona jest piękniejsza! Gdyby tak teraz tu stała!”
Pierścień rozbłysnął.
W sali pojawiła się księżniczka Białego Kraju.
Zrozumiała, że drugie życzenie zostało zmarnowane przez próżność, i posmutniała.
„Prosiłam, żebyś chronił naszą wspólną drogę, a nie zmieniał mnie w dowód w sprzeczce” — powiedziała cicho.
I czary pierścienia przeniosły ją z powrotem do domu.
Na palcu młodzieńca pozostała tylko gładka obrączka z jej imieniem.
Nie zaczął się usprawiedliwiać.
„Sam zepsułem to, co miałem chronić. A więc sam znajdę drogę powrotną”.
Tak zaczęła się jego druga wielka podróż.
Najpierw dotarł do władcy leśnych zwierząt. Ten zwołał niedźwiedzie, jelenie, lisy i wilki, ale nikt nie znał drogi do Białego Kraju.
Potem młodzieniec odnalazł władcę ptaków. Orły, sowy, łabędzie i kruki obleciały niebo, lecz i one nie widziały tego zamku.
Wreszcie przyszedł do władcy ryb.
Zebrały się wszystkie ryby oprócz starego szczupaka. Na niego czekano najdłużej.
Gdy w końcu przypłynął, powiedział:
„Znam Biały Kraj. Jest daleko. Wiem też, że jutro chcą tam urządzić nowe wesele królowej, choć jej serce wcale tego nie pragnie”.
Młodzieniec pospieszył dalej.
Na drodze spotkał trzech braci, którzy spierali się o czarodziejski kapelusz, płaszcz i buty. Kapelusz czynił niewidzialnym, płaszcz chronił przed zimnem i burzą, a buty przenosiły tam, dokąd się zapragnęło.
„Pomóż nam rozstrzygnąć, komu co przypadnie” — poprosili bracia.
Młodzieniec zaproponował:
„Pożyczcie mi te rzeczy do jutra. Wypróbuję je w prawdziwej podróży, a potem oddam i powiem, do czego każdy przedmiot nadaje się najlepiej”.
Bracia się zgodzili.
W czarodziejskich butach młodzieniec znalazł się przy Białym Kraju. Lecz przed nim rozpętała się tak wielka zamieć, że nawet płaszcz nie potrafił jej powstrzymać.
Wtedy z północy przyleciał Północny Wiatr.
„Dokąd się spieszysz?”
Młodzieniec opowiedział swoją historię.
„To trzymaj się mocno” — roześmiał się Wiatr. „Sam cię przeprowadzę”.
Dotarli do zamku właśnie o poranku. Przy bramie stał obcy książę, którego dworzanie namawiali, by został nowym mężem królowej.
Młodzieniec nie zaczął z nim walczyć.
„Najpierw zapytajcie ją samą” — powiedział.
Północny Wiatr jednym podmuchem otworzył wszystkie okna zamku i głos młodzieńca dotarł do wielkiej sali.
Królowa wybiegła na ganek.
„Znalazłeś drogę” — powiedziała.
„I zrozumiałem swój błąd. Nie przyszedłem żądać, żebyś do mnie wróciła. Przyszedłem prosić o wybaczenie”.
Spojrzała na pierścień ze swoim imieniem, który nosił przez wszystkie te lata.
„Gniewałam się nie dlatego, że popełniłeś błąd. Bałam się, że nie zrozumiesz, dlaczego mnie to zabolało. Teraz widzę, że zrozumiałeś”.
Obcy książę się ukłonił.
„Skoro królowa dokonała wyboru, nie mam tu niczego do udowodnienia”.
Przygotowania do wesela odwołano, a w zamku urządzono święto powrotu.
Następnego dnia młodzieniec zwrócił braciom czarodziejskie przedmioty. Kapelusz przypadł temu, który lubił po cichu obserwować zwierzęta, płaszcz temu, który często wędrował w góry, a buty temu, który miał najdalszą drogę do pracy. Po raz pierwszy bracia się nie spierali.
A młodzieniec wrócił do Białego Kraju już nie jako bohater, który wszystko robi dobrze, lecz jako człowiek, który umie przyznawać się do błędów i je naprawiać.
I podobno właśnie to okazało się najtrudniejszą i najcenniejszą ze wszystkich prób.
