

Kanada
Wielkie Serce i trzy próby
trzy próby, odwaga, dobroć, wytrwałość
- Kraj
- Kanada
- Wiek
- 6–10 lat

Posłuchaj baśni
Wielkie Serce i trzy próby
Na samym brzegu morza, gdzie fale dzień i noc toczyły gładkie kamyki, mieszkał chłopiec, którego wszyscy nazywali Wielkim Sercem.
Nie otrzymał tego imienia dlatego, że był największy czy najsilniejszy. Po prostu od małego potrafił zauważać tych, którzy potrzebowali pomocy. Gdy komuś rozsypało się drewno, zbierał je. Gdy dziecko zgubiło drogę, odprowadzał je do domu. Gdy stary rybak nie mógł wyciągnąć łodzi na brzeg, chłopiec bez słowa chwytał drugi koniec liny.
Z biegiem lat Wielkie Serce wyrósł na wysokiego i silnego młodzieńca. Pewnego ranka powiedział rodzicom:
— Chcę zobaczyć świat i dowiedzieć się, do czego naprawdę jestem zdolny.
Matka objęła go i odpowiedziała:
— Siłę widać nie wtedy, gdy podnosisz coś ciężkiego. Prawdziwą siłę widać wtedy, gdy nie zapominasz o innych.
Wielkie Serce zapamiętał te słowa i ruszył w drogę.
Kilka dni później zobaczył młodzieńca, który szedł ścieżką z ciężkimi kamieniami przywiązanymi do nóg.
— Po co ci te kamienie? — zdziwił się Wielkie Serce.
Młodzieniec się uśmiechnął.
— Żeby nie biec zbyt szybko. Bez nich pędzę tak, że wiatr nie może za mną nadążyć.
— To chodźmy razem — zaproponował Wielkie Serce. — Szybkie nogi mogą się przydać w podróży.
Tak dołączył do niego Chyży Biegacz.
Wkrótce przyjaciele podeszli do jeziora i zobaczyli mężczyznę, który pił wodę wielkimi łykami, a mimo to wciąż powtarzał:
— Ach, ależ dzisiaj pragnienie!
— Czy naprawdę nadal chce ci się pić? — spytał Wielkie Serce.
— Zawsze — roześmiał się tamten. — Czasem nawet całe jezioro to dla mnie za mało.
— Chodź z nami.
Tak było ich już trzech.
Dalej spotkali celnego łucznika. Potrafił dostrzec daleką gałązkę po drugiej stronie doliny i posłać strzałę dokładnie tam, gdzie zamierzał. Nazwano go Dalekostrzelnym.
A za następnym wzgórzem siedział mężczyzna, który przykładał ucho do ziemi.
— Czego słuchasz? — zaciekawił się Wielkie Serce.
— Jak w trawie porusza się żuk, a za rzeką rozkwita kwiat — odpowiedział tamten.
Był to Bystry Słuch.
Teraz wędrowali w pięciu.
Pewnego wieczoru dotarli do dużej osady. Wszyscy mówili tam o młodej gospodyni przestronnego domu. Była mądra, samodzielna i nie spieszyła się z wyborem męża. Razem ze starszyzną ogłosiła, że ten, kto zechce prosić o jej rękę, musi najpierw przejść trzy próby. Wielu śmiałków już próbowało, lecz gdy im się nie udawało, po prostu wracali do domu.
— Spróbuję — powiedział Wielkie Serce.
— Jesteśmy z tobą — odpowiedzieli jednym głosem przyjaciele.
Rano ogłoszono pierwszą próbę.
Przed oknem domu leżał olbrzymi głaz. Zasłaniał słońce i nawet w południe pokój pozostawał ponury.
— Przesuń ten kamień tak, żeby słońce znów zajrzało w okno — powiedzieli starsi.
Wielkie Serce obszedł głaz, znalazł najlepsze miejsce, oparł się ramieniem i pchnął. Kamień nawet nie drgnął.
Nie rozzłościł się. Odszedł, pomyślał, podłożył pod brzeg mocny drąg i spróbował jeszcze raz. Kamień się poruszył.
— Jeszcze trochę! — zachęcali przyjaciele.
Wielkie Serce zebrał siły i powoli przetoczył głaz na bok. Promień słońca od razu położył się na podłodze złotym prostokątem.
— Pierwsza próba zaliczona — powiedzieli starsi.
Następnego dnia Wielkie Serce zobaczył długi stół. Stały na nim dzbany wody, kosze chleba, miski zupy, owoce i orzechy.
— Druga próba: goście mają poradzić sobie z poczęstunkiem przygotowanym przez całą osadę.
Wielkie Serce spojrzał na stół i cicho gwizdnął.
— Musielibyśmy siedzieć tu tydzień.
— Z jedzeniem wam pomogę — powiedział Chyży Biegacz.
— A wodę zostawcie mnie! — zawołał wesoło mężczyzna, którego dręczyło wieczne pragnienie.
Przyjaciele jedli bez pośpiechu, dzielili się między sobą i nie marnowali ani okruszka. A kiedy przyszła kolej na wielkie dzbany, ich spragniony towarzysz opróżnił je jeden po drugim i jeszcze zapytał:
— A nie znalazłby się mały kubeczek wody na drogę?
Wszyscy się roześmiali.
— Druga próba zaliczona!
Trzeciego dnia należało urządzić wyścig do dalekiego wzgórza i z powrotem. Osadę miał reprezentować najlepszy miejscowy biegacz, a Wielkie Serce mógł wybrać jednego ze swoich przyjaciół.
— To moje zadanie — powiedział Chyży Biegacz i zdjął z nóg ciężkie kamienie.
Gdy tylko rozległ się sygnał, zniknął ze startu tak szybko, jakby porwał go podmuch wiatru.
Miejscowy biegacz wiedział, że nie zdoła dogonić przeciwnika. Dlatego w drodze powrotnej, widząc Chyżego Biegacza daleko przed sobą, zawołał:
— I tak zwyciężysz! Odpocznij choć chwilę pod drzewem.
Chyży Biegacz rzeczywiście był pewien, że ma ogromny zapas czasu. Usiadł w cieniu, oparł się o pień i niepostrzeżenie zasnął.
W osadzie wszyscy czekali.
Nagle Bystry Słuch podniósł głowę.
— Nasz przyjaciel śpi. Aż tutaj słyszę jego chrapanie.
— Gdzie dokładnie? — zapytał Dalekostrzelny.
Bystry Słuch wskazał kierunek.
Dalekostrzelny napiął cięciwę i wypuścił strzałę wysoko w górę. Nie dotknęła Chyżego Biegacza, lecz trafiła w suchą gałąź nad nim. Gałąź z trzaskiem spadła obok.
— Co?… Wyścig! — zerwał się tamten.
Pognał tak, że pył pod jego stopami zawirował małą chmurą. Po kilku chwilach wyprzedził rywala i pierwszy przekroczył linię mety.
Osada wybuchła radosnymi okrzykami.
Kiedy wszyscy trochę się uspokoili, młoda gospodyni domu wystąpiła naprzód.
— Wielkie Serce — powiedziała — przeszedłeś trzy próby. Ale widziałam, że dwie z nich pokonałeś dzięki przyjaciołom. Czy nazwiesz ich zasługi swoimi?
Wielkie Serce pokręcił głową.
— Nie. Kamień przesunąłem ja, ale drugą i trzecią próbę przeszliśmy razem. Bez moich towarzyszy nie stałbym tutaj jako zwycięzca.
Młoda kobieta się uśmiechnęła.
— Zatem dowiedziałam się o tobie więcej niż z jakiegokolwiek współzawodnictwa. Jesteś silny, ale umiesz dzielić się sławą. Chcę też powiedzieć, że nie jestem nagrodą, którą można wygrać w wyścigu. Jeśli kiedyś zostaniemy rodziną, to tylko dlatego, że oboje tego zechcemy.
— Inaczej być nie może — odpowiedział Wielkie Serce.
Tego wieczoru długo rozmawiali. On opowiedział o morzu, rodzicach i swojej podróży. Ona — o domu, mieszkańcach osady i o tym, czego sama pragnie w przyszłości.
A następnego dnia urządzono wielkie święto na cześć całej piątki, zamiast jednego zwycięzcy. Każdy dostał prezent, a wszyscy najbardziej cieszyli się tym, że próby pokazały: jeden człowiek może być bardzo silny, ale razem przyjaciele potrafią znacznie więcej.
Później Wielkie Serce wrócił nad morze, żeby objąć rodziców i opowiedzieć o wyprawie. Potem ponownie przyjechał do młodej gospodyni. Poznali się jeszcze lepiej i postanowili być razem.
A kiedy ktoś pytał Wielkie Serce, która z trzech prób była najtrudniejsza, odpowiadał:
— Nie kamień, nie poczęstunek i nie wyścig. Najważniejsze jest pamiętać, że twoje zwycięstwa rzadko należą tylko do ciebie.
Bo wielkie serce to nie takie, w którym mieści się najwięcej sławy. To takie, w którym zawsze jest miejsce dla innych.
