Okładka: Walka Nocy i Dnia

Nowa Zelandia

Walka Nocy i Dnia

Dawno, dawno temu Dzień i Noc nie tylko przychodziły jedno po drugim. Prowadziły nad światem rozmowę, która nigdy się nie kończyła.

Kraj
Nowa Zelandia
Wiek
7–10 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Walka Nocy i Dnia

Dawno, dawno temu Dzień i Noc nie tylko przychodziły jedno po drugim. Prowadziły nad światem rozmowę, która nigdy się nie kończyła.

Co wieczór Noc mówiła:

— Teraz moja kolej.

A co rano Dzień odpowiadał:

— Wróciłem.

I tak było od samego początku.

Maui ukazywał się w kilku słonecznych postaciach.

Maui-roto nazywano Nocnym Słońcem. Należał do dolnego, ukrytego świata, w którym nie widać jeszcze porannego światła.

Maui-waho nazywano Dziennym Słońcem. Wędrował po niebie tam, gdzie wszystko stawało się widoczne: góry, woda, drzewa, ścieżki i ludzkie twarze.

Powiadają, że gdy Ziemia była jeszcze młoda, Maui-roto pomagał jej nabierać kształtu, a Maui-waho codziennie dotykał jej swoim ciepłem.

Wieczorem światło czerwieniało. Rozlewało się nad ziemią niczym cienka tkanina utkana z miedzi i złota.

Szczególnie długo wieczorna poświata zatrzymywała się nad Tongariro.

Góra wznosiła się wysoko, a ostatnie promienie jakby trzymały się jej zboczy, nie chcąc odejść.

Tongariro była górą otoczoną wielką świętością, tapu.

Lecz nawet najjaśniejsze wieczorne światło nie może pozostać na zawsze.

Gdy czerwony skraj nieba ciemniał, przybywała Hine-nui-te-po, władczyni Nocy.

Jej świat był ogromny jak dom bez końca. Nazywano go pataka, skarbcem, w którym Noc przechowywała ciszę, sen i ciemność.

Hine-nui-te-po wiedziała, że świat potrzebuje odpoczynku.

— Nie można bez końca patrzeć tylko na to, co jasne — mówiła Noc. — Nasiona spoczywają w ciemnej ziemi. Człowiek zamyka oczy, żeby zasnąć. Gwiazdy widać wtedy, kiedy niebo ciemnieje.

Ale Dzień również miał swoją rację.

— Bez światła nie widać drogi — odpowiadał. — Ciepło budzi rośliny, ptaki wzbijają się w powietrze, ludzie wychodzą do pracy.

Tak się spierali, lecz żadne nie mogło zwyciężyć na zawsze.

Co rano zza krańca świata pojawiał się Maui-potiki, młoda postać porannego Słońca.

Początkowo znajdował się bardzo nisko, niemal dotykał ziemi.

Niebo dopiero szarzało.

Potem na horyzoncie pojawiała się cieniutka smuga światła.

Maui-potiki unosił się wyżej.

Jeszcze wyżej.

I jeszcze.

Niczym podróżny w niebiańskiej łodzi wędrował przez poranek ku południu.

Cienie stawały się krótsze. Woda lśniła. Kamienie ogrzewały się w słońcu.

Przez chwilę wydawało się, że Dzień zwyciężył.

Ale po południu słoneczna łódź zaczynała opadać.

Światło łagodniało. Długie cienie kładły się na ziemi. Ptaki szukały miejsca na nocleg.

Maui, który o poranku był młodym Słońcem, teraz stawał się wieczornym blaskiem.

Na zachodzie czekała na niego Noc.

Hine-nui-te-po rozpościerała ciemny płaszcz i powoli przykrywała ostatnie promienie.

Najpierw znikało złoto.

Potem horyzont czerwieniał.

Później zostawała już tylko wąska smuga światła.

Aż wreszcie Noc mówiła:

— Odpocznij. Teraz moja kolej.

Wieczorne Słońce znikało za krańcem ziemi.

Noc wypełniała doliny. Na niebie ukazywały się gwiazdy.

Noc wiedziała jednak o jednej ważnej rzeczy: jej władza również nie trwa wiecznie.

Gdzieś daleko szykował się już nowy poranek.

Mahuika strzegła świętego ognia. Maui brał od niej jedynie iskierkę światła, wystarczającą, by wskazać drogę nowemu dniowi.

Z początku iskierka była maleńka.

Dotykała skraju nieba.

Ciemność nie była już czarna, lecz niebieska.

Potem błękit przechodził w szarość.

Szara smuga różowiała.

I Hine-nui-te-po widziała, że nadszedł poranek.

— Znowu ty — mówiła Noc.

— Znowu ja — odpowiadał Maui-potiki.

— Pamiętaj więc, że wieczorem wrócę.

— A ty pamiętaj, że po każdej nocy znów nastanie świt.

Noc ustępowała nie dlatego, że przegrała na zawsze. Po prostu oddawała świat Dniowi.

Dzień także nie władał niebem bez końca. Wiedział, że wieczorem musi zrobić miejsce Nocy.

Tak ich dawna walka stawała się wielkim rytmem świata.

Światło przychodziło.

Światło odchodziło.

Ciemność przychodziła.

Ciemność odchodziła.

A Tongariro stała pod niebem i widziała wszystko: różowe świty, jasne południa, czerwone wieczory i gwiaździste noce.

Może właśnie dlatego następowanie dnia po nocy nigdy nie wygląda zupełnie tak samo. Czasami poranek jest cichy i srebrzysty. Czasami rozbłyska różem. Czasami wieczór długo zatrzymuje światło na szczytach, a kiedy indziej chmury szybko sprowadzają mrok.

Lecz porządek pozostaje.

Po Nocy przychodzi Dzień.

Po Dniu powraca Noc.

I każde ma swoje miejsce w wielkiej opowieści nieba.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨