

Laos
Wierna żona
Dawno temu w Laosie żył wpływowy władca, którego ludzie nazywali czau. Miał jedynego syna, młodego, wykształconego i bardzo pewnego, że dobrze zna świat.
- Kraj
- Laos
- Wiek
- 8–11 lat

Posłuchaj baśni
Wierna żona
Dawno temu w Laosie żył wpływowy władca, którego ludzie nazywali czau. Miał jedynego syna, młodego, wykształconego i bardzo pewnego, że dobrze zna świat.
Pewnego dnia młodzieniec przyszedł do mędrca i zapytał:
— Powiedz, jakiej żony powinienem szukać?
Mędrzec spojrzał na niego i zamiast odpowiedzieć, spytał:
— Kogo spotkałeś dzisiaj po drodze?
— Nikogo szczególnego — wzruszył ramionami młodzieniec.
— Przypomnij sobie dokładniej.
— Przy ogrodzie pracowała dziewczyna. Ścinała trawę dla zwierząt. Ale to nie ma znaczenia.
Mędrzec pokręcił głową.
— Właśnie ona może stać się osobą, z którą będziesz szczęśliwy.
Młodzieniec się rozgniewał.
— Niemożliwe! Jestem synem władcy, a ona zwykłą służącą.
— Nie mówiłem o jej pozycji — spokojnie odpowiedział mędrzec. — Mówiłem o człowieku.
Młodzieniec nie umiał jeszcze słuchać takich słów. Wydało mu się, że ktoś z niego drwi. Opuścił dom ojca i wyruszył daleko, do innych krain.
Minął pewien czas.
Władca rzeczywiście pewnego dnia zwrócił uwagę na tamtą dziewczynę. Pracowała starannie, zachowywała godność, nigdy nie brała niczego cudzego i pomagała innym nawet wtedy, gdy sama była zmęczona.
— Jak się nazywasz? — zapytał czau.
Dziewczyna podała swoje imię.
— Czy chciałabyś uczyć się razem z dziewczętami w moim domu? — zaproponował. — Widzę w tobie rozum i dobre serce.
Tak zamieszkała w domu władcy. Nauczono ją czytać, prowadzić gospodarskie zapiski, przyjmować gości, rozpoznawać zioła i doglądać wielkiego gospodarstwa. Najważniejsze jednak się w niej nie zmieniło: nadal była uważna na ludzi.
Po kilku latach syn władcy wrócił do domu.
Na dziedzińcu zobaczył młodą kobietę pomagającą rozdzielać ryż między rodziny po nieurodzaju. Mówiła spokojnie, nikogo nie poniżała i tak rozumnie rozstrzygnęła spór między dwoma starszymi mężczyznami, że młodzieniec mimowolnie się zatrzymał.
— Kim ona jest? — zapytał.
— To ta sama dziewczyna, której kiedyś nie uważałeś za wartą uwagi — odpowiedział ojciec.
Młodzieniec poczuł zakłopotanie.
Zaczęli rozmawiać. Z początku krótko, potem coraz częściej. Dostrzegł, że jest bystra, cierpliwa i odważna. Ona zauważyła zaś, że lata wędrówki trochę go zmieniły: nie był już tak zarozumiały, choć dawna duma czasem jeszcze się odzywała.
W końcu pokochali się i pobrali.
Lecz pewnego dnia ktoś na dworze nieżyczliwie przypomniał młodzieńcowi:
— Przecież wiesz, kim ona kiedyś była?
Dawne uprzedzenie, pozornie zapomniane, znów się w nim poruszyło.
Zamiast porozmawiać z żoną, postanowił wyjechać.
— Muszę odbyć daleką podróż — powiedział.
Żona długo na niego patrzyła.
— Wrócisz?
Nie odpowiedział wprost.
— Nie wiem, jak długo potrwa droga.
Nie próbowała go zatrzymywać.
— W takim razie jedź. Pamiętaj jednak, że od prawdy daleko nie uciekniesz, nawet jeśli przepłyniesz siedem rzek.
Ojciec zrozumiał, że syn znów pozwolił, by kierowała nim duma. Nie chciał siłą zmuszać go do pozostania, lecz postanowił dać mu nauczkę.
Przed odpłynięciem słudzy sprawdzali ładunek łodzi. Wśród rzeczy nagle znaleźli małą złotą figurkę z pałacowego skarbca.
— Ona nie jest moja! — zawołał młodzieniec.
— Ale leży w twojej łodzi — powiedział ojciec. — Zgodnie z naszymi zasadami musisz zostać, dopóki nie wyjaśnimy, jak do tego doszło.
Młodzieniec się spierał, lecz musiał wrócić. Ojciec nie wtrącił go do więzienia. Zamiast tego powiedział:
— Pożyj przez pewien czas nie jak syn władcy, lecz jak zwyczajny pracownik. Może lepiej zrozumiesz ludzi, których przywykłeś oceniać według pozycji.
Wysłano go do pomocy opiekunom słoni w odległej prowincji. Praca była ciężka: trzeba było nosić wodę, przygotowywać paszę, czyścić zagrody i chodzić ze zwierzętami daleko w las.
Mijały tygodnie.
Żona czekała. Potem poprosiła o pozwolenie na wyruszenie w poszukiwaniu męża.
— Jedź — powiedział czau. — Dam ci łódź i ludzi, którym ufam.
Wśród towarzyszy znalazło się dwóch niezwykle uważnych sług. Jednego żartobliwie nazywano Bystre Oko, bo dostrzegał najmniejszy ruch. Drugiego — Czujne Ucho, ponieważ słyszał rozmowę nawet poprzez szum deszczu.
Płynęli w dół rzeki przez wiele dni. Brzegi to zbliżały się do siebie, tworząc wąski zielony korytarz, to rozstępowały, odsłaniając pola ryżowe i odległe góry.
Wreszcie podróżni dotarli do prowincji, w której pracował młodzieniec.
Miejscowy władca dowiedział się o przybyciu zamożnej i szanowanej kobiety. Bardzo zapragnął zagarnąć jej majątek. Postanowił skorzystać ze starego podstępu.
Nocą wysłał sługę, żeby podrzucił do łodzi złotą figurkę.
Lecz Czujne Ucho usłyszał szepty na brzegu.
— Ktoś idzie do łodzi — szepnął.
Bystre Oko wyjrzał w ciemność.
— Widzę. Niesie coś zawiniętego w tkaninę.
Zaczekali, aż nieznajomy odejdzie, znaleźli złotą figurkę i ukryli ją w piasku daleko od łodzi.
Rano przybył posłaniec miejscowego władcy.
— Naszemu panu zginął złoty przedmiot. Podobno może być w waszej łodzi.
— Nie wzięłam niczego cudzego — odpowiedziała kobieta.
— A jeśli znajdziemy?
— Wtedy uznam swoją winę i oddam cały majątek, który przywiozłam. Ale jeśli nie znajdziecie, wasz pan publicznie przyzna, że oskarżył mnie bez dowodów, i pomoże odnaleźć mojego męża.
Posłaniec się zgodził.
Przeszukano łódź od dziobu po rufę. Przewrócono kosze, rozwinięto tkaniny, zajrzano pod deski.
Złotej figurki nie było.
Miejscowy władca musiał dotrzymać obietnicy. Przeprosił i kazał wszystkim starszym wiosek zawiadomić go, jeśli widzieli młodego przybysza pracującego przy słoniach.
Aby zgromadzić ludzi z okolicy i szybciej usłyszeć nowiny, kobieta urządziła wielki wspólny posiłek. Przyszli rzemieślnicy, rolnicy, przewoźnicy, leśnicy i opiekunowie zwierząt.
Uczta już się zaczęła, gdy na drodze pojawił się mężczyzna w zakurzonym ubraniu. Na ramieniu niósł ciężki słoniowy cios, znaleziony w lesie po naturalnej śmierci starego zwierzęcia.
Kobieta zobaczyła go z daleka.
— To on — powiedziała cicho.
Młodzieniec podszedł bliżej i znieruchomiał.
— Przyjechałaś tu po mnie?
— Tak.
— Po tym, jak uciekłem od ciebie przez głupią dumę?
— Tak.
— Dlaczego?
Nie odpowiedziała od razu.
— Bo pamiętałam nie tylko twój najgorszy czyn. Pamiętałam człowieka, którym możesz być. Ale powinieneś wrócić ze mną nie z litości ani z poczucia długu. Zdecyduj sam.
Młodzieniec spuścił oczy.
Przez miesiące ciężkiej pracy wiele zrozumiał. Wśród opiekunów słoni byli ludzie mądrzejsi od wielu dworzan. Wśród zwykłych pracowników znalazł takich, którym powierzyłby życie. Żaden tytuł nie czynił człowieka ani dobrym, ani złym.
— Chcę wrócić z tobą — powiedział. — Ale najpierw muszę przeprosić.
— Słucham.
— Nie wstydziłem się ciebie. Bałem się tego, co powiedzą inni. Przez ten strach sprawiłem ci ból. Wybacz mi.
— Wybaczam — odpowiedziała. — Ale zapamiętaj tę naukę.
Wrócili do domu razem.
Stary czau wysłuchał syna i także przyznał się do winy.
— Ja również postąpiłem źle, podrzucając złotą figurkę, nawet jeśli chciałem cię zatrzymać — powiedział. — Oszustwo nie staje się dobre tylko dlatego, że tłumaczymy je dobrym zamiarem.
Odtąd w ich domu obowiązywała nowa zasada: ani pochodzenie, ani bogactwo, ani stanowisko nie mogą być miarą ludzkiej godności.
Bystre Oko i Czujne Ucho stali się mile widzianymi gośćmi pałacu. Kiedy ktoś zaczynał się przechwalać, że niczego nie da się przed nim ukryć, tylko wymieniali spojrzenia i się uśmiechali.
Jeden dobrze widział to, co działo się dookoła.
Drugi dobrze słyszał.
A wierna żona nauczyła wszystkich najtrudniejszej rzeczy: widzieć człowieka nie przez jego strój i słuchać nie plotek o nim, lecz jego własnego serca.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
