

Niemcy
Wilk i siedem koźlątek
Na skraju lasu, gdzie pachniało tymiankiem, młodą trawą i sosnową korą, stała mała biała chatka. Mieszkała w niej mama koza ze swoimi siedmiorgiem koźlątek.
- Kraj
- Niemcy
- Wiek
- 4–8 lat

Posłuchaj baśni
Wilk i siedem koźlątek
Na skraju lasu, gdzie pachniało tymiankiem, młodą trawą i sosnową korą, stała mała biała chatka. Mieszkała w niej mama koza ze swoimi siedmiorgiem koźlątek.
Każde było inne. Najstarsza Kropeczka lubiła przestrzegać zasad. Dzwoneczek mówił szybciej, niż myślał. Białouszek dostrzegał najdrobniejsze szczegóły. Skoczek nie umiał usiedzieć spokojnie nawet przez minutę. Chmurka kochała śpiewać. Kudłatek potrafił otworzyć niemal każdą zasuwkę. Najmłodszy zaś, Maluszek, był cichy i bardzo uważny.
Pewnego ranka mama postawiła kosz na stole i powiedziała:
— Dzieci, idę na leśną polanę po zioła, jabłka i orzechy. Wrócę przed wieczorem. Zostańcie w domu i nikomu nie otwierajcie.
— Nawet sąsiadce Sójce? — zapytał Dzwoneczek.
— Sójka zawoła was przez okno. Nie poprosi o otwarcie drzwi — odpowiedziała mama. — Najbardziej strzeżcie się wilka. Jest przebiegły i może udawać kogoś innego.
Kropeczka poważnie skinęła głową.
— Jak go rozpoznamy?
— Ma niski, chrapliwy głos i ciemne łapy — wyjaśniła mama. — Pamiętajcie jednak: oszust może zmienić głos albo ukryć łapy. Jeden znak nie wystarczy. Jeśli choć trochę wątpicie, drzwi pozostają zamknięte.
Maluszek cicho dodał:
— A ty zawsze przed wyjściem mówisz: „Siedem dzwoneczków, jeden dom”.
Mama się uśmiechnęła.
— Właśnie tak. Niech dzisiaj to będzie nasze rodzinne hasło.
Pocałowała każde koźlątko w czoło, wzięła kosz i ruszyła ścieżką do lasu.
Koźlątka trochę się pobawiły, poukładały klocki i zamiotły podłogę. Właśnie zamierzały zjeść obiad, gdy ktoś zapukał.
Puk, puk, puk.
— Otwórzcie, kochane! To mama. Przyniosłam wam smakołyki! — rozległ się za drzwiami gruby głos.
Cała siódemka znieruchomiała.
Białouszek przyłożył ucho do drzwi.
— To nie mama. Ona mówi miękko, a ten głos brzmi jak toczące się kamienie.
Kropeczka odpowiedziała głośno:
— Nie otworzymy. Nasza mama tak nie mówi.
Za drzwiami zapadła cisza. Potem ktoś gniewnie zaszeleścił liśćmi i odszedł.
To rzeczywiście był wilk.
— Mądrale — mruknął. — Skoro nie podoba im się mój głos, zrobię go łagodniejszym.
Usiadł nad strumieniem i długo ćwiczył. Początkowo brzmiało to dość strasznie:
— Dzieeeci…
Potem trochę lepiej:
— Kochane dzieci…
Napił się ciepłej wody ze źródła, przestał warczeć i wreszcie nauczył się mówić prawie łagodnie.
Wkrótce znów rozległo się pukanie.
Puk, puk, puk.
— Otwórzcie, kochane! To mama. Przyniosłam wam jabłuszka — odezwał się teraz przyjemny głos.
Dzwoneczek już biegł do zasuwki, ale Kropeczka go zatrzymała.
— Najpierw sprawdzimy.
— Pokaż łapę w okienku — poprosił Białouszek.
Wilk ją uniósł.
Koźlątka zobaczyły ciemną sierść i zawołały razem:
— Nie otworzymy! Nasza mama ma jasne kopytka!
Wilk cofnął łapę i znów odszedł.
Po drodze mijał stary młyn. Przy drzwiach stał worek mąki z rozdartym bokiem. Biały proszek sypał się na ziemię.
Wilk rozejrzał się, wszedł w rozsypaną mąkę i ostrożnie oprószył wszystkie cztery łapy.
— Teraz mnie nie poznają — szepnął.
Zapukał po raz trzeci.
Puk, puk, puk.
— Otwórzcie, moje kochane. Mama wróciła.
Głos był miękki. W okienku pojawiła się biała łapa.
Koźlątka spojrzały po sobie.
— Wygląda jak mama — szepnęła Chmurka.
— Może otworzymy? — zapytał Skoczek.
Wtedy Maluszek, który cały czas siedział przy starym zegarze, cicho powiedział:
— Hasło.
Kropeczka przypomniała sobie słowa mamy.
— Powiedz nasze rodzinne hasło.
Za drzwiami zrobiło się zupełnie cicho.
Wilk żadnego hasła nie znał.
— Hasło? — powtórzył. — Po co wam hasło? Jestem waszą mamą!
Teraz wszyscy wiedzieli, kto stoi na dworze.
— Idź sobie! — zawołały koźlątka.
Wilk był jednak uparty. Odsunął się od drzwi i zaczął myśleć. Właśnie wtedy silny podmuch wiatru otworzył małe górne okienko, którego koźlątka zapomniały zamknąć po porannym wietrzeniu.
Wilk je zauważył.
Przysunął do ściany starą beczkę, wdrapał się na nią, podciągnął i przecisnął do środka.
— Aha! — zawołał. — Teraz mi nie uciekniecie!
Koźlątka pisnęły i rozpierzchły się po domu.
Kropeczka ukryła się pod stołem. Dzwoneczek za łóżkiem. Białouszek wskoczył do szafy. Skoczek schował się za wielką skrzynią. Chmurka przycupnęła pod ławą. Kudłatek wszedł do kosza na włóczkę. A najmniejszy Maluszek wsunął się do wysokiej drewnianej obudowy starego zegara.
Wilk długo szukał.
— Gdzie jesteście? — mruczał, zaglądając pod meble.
Jedno po drugim odnalazł sześcioro koźlątek. Postanowił zabrać je do swojej leśnej kryjówki, żeby potem zażądać od mamy całego kosza przysmaków w zamian za ich powrót.
Wsadził całą szóstkę do wielkiego płóciennego worka i związał go tak, by do środka dochodziło powietrze. Zarzucił go na grzbiet i ruszył do lasu.
Maluszka w zegarze nie znalazł.
Kiedy w chatce ucichło, najmłodszy wyszedł z kryjówki. Bardzo chciał pobiec za rodzeństwem, ale przypomniał sobie radę mamy: gdy robi się strasznie, najpierw trzeba pomyśleć, a potem działać.
Zamknął drzwi, usiadł przy oknie i czekał.
Wkrótce na ścieżce pojawiła się mama.
Od razu zauważyła przewrócone krzesło, otwarte górne okienko i mączne ślady na podłodze.
— Dzieci? — zawołała.
Przy zegarze odezwał się cieniutki głos:
— Mamo, jestem tutaj!
Maluszek wybiegł i o wszystkim opowiedział.
Mama mocno go przytuliła.
— Dobrze, że nie pobiegłeś sam. Teraz znajdziemy pozostałych.
Białe odciski wilczych łap prowadziły z chatki prosto do lasu.
Mama i Maluszek ruszyli tropem. Niedługo potem usłyszeli głośne chrapanie.
Pod wielkim dębem spał wilk. Obok leżał worek, z którego dobiegało ciche:
— Mamo? To ty?
— Ja — szepnęła koza.
Kudłatek niemal rozplątał już węzeł od środka. Mama mu pomogła i po chwili cała szóstka była wolna.
Co to była za radość! Koźlątka przytulały mamę, Maluszka i siebie nawzajem. Mama przyłożyła jednak kopytko do ust.
— Cicho. Najpierw odejdźmy dalej.
Kudłatek nagle się uśmiechnął.
— Możemy zostawić wilkowi małą nauczkę?
Obok leżała sterta suchych liści i sosnowych szyszek. Koźlątka napełniły nimi pusty worek i zawiązały go takim samym węzłem. Potem wszyscy cicho wrócili do domu.
Po pewnym czasie wilk się obudził.
— Ależ te koźlątka są ciężkie — mruknął, podnosząc worek.
W środku zaszeleściło i zastukało: szur, szur, stuk, stuk, szur, szur.
Zadowolony poniósł zdobycz do legowiska. W połowie drogi stary worek zaczepił jednak o gałąź i puścił na szwie. Na ścieżkę posypały się szyszki oraz liście.
Wilk wytrzeszczył oczy.
— Gdzie koźlątka?
Popędził z powrotem do białej chatki.
Tam wszystko wyglądało już inaczej. Górne okienko zamknięto. Drzwi były zaryglowane. Cała siódemka stała przy mamie.
Wilk zapukał.
Puk, puk, puk.
— Otwórzcie!
— Kto tam? — zapytała mama.
— Eee… listonosz!
— Podaj rodzinne hasło — powiedziała Kropeczka.
Wilk milczał.
Wtedy mama otworzyła małe okienko na piętrze i spokojnie oznajmiła:
— Trzy razy próbowałeś nas oszukać. Więcej tu nie przychodź.
Siedmioro koźlątek stanęło obok i zgodnie zatupało kopytkami:
Tup, tup, tup, tup, tup, tup, tup!
Chmurka zadzwoniła miedzianym dzwonkiem. Dzwoneczek uderzył łyżką w garnek. Skoczek zagrzechotał pokrywkami. Kudłatek zaczął stukać drewnianymi klockami.
Podniósł się taki koncert, że wilk zatkał uszy.
— Dobrze, dobrze! Zrozumiałem! — krzyknął i uciekł do lasu.
Odtąd omijał białą chatkę szerokim łukiem.
Mama z koźlątkami naprawiła okno i ustaliła nową zasadę: otwierają dopiero wtedy, kiedy rozpoznają głos, zobaczą znajomą osobę i usłyszą właściwe hasło.
Wieczorem, gdy wszyscy siedzieli przy stole i jedli jabłka z orzechami, Maluszek zapytał:
— Mamo, jakie hasło będzie jutro?
Mama się zastanowiła.
— Niech będzie: „Razem jesteśmy uważniejsi”.
— Dobre hasło — zgodziła się Kropeczka.
— A można jeszcze jedno? — zapytał Dzwoneczek.
— Jakie?
Nabrał pełne policzki jabłka i uroczyście oznajmił:
— Najpierw pomyśl, potem otwieraj!
Wszyscy się roześmiali.
Odtąd w małej białej chatce na skraju lasu pamiętano, że oszustwo potrafi zmienić głos, a nawet kolor łap. Uwaga, spokój i wzajemna pomoc pozwalają jednak dostrzec prawdę.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
