Okładka: Wróbel i dwoje dzieci

Armenia

Wróbel i dwoje dzieci

Dawno temu w Armenii mieszkali brat i siostra, Wart i mała Wartuhi.

Kraj
Armenia
Wiek
5–9 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Wróbel i dwoje dzieci

Dawno temu w Armenii mieszkali brat i siostra, Wart i mała Wartuhi.

Wart miał sześć lat, a Wartuhi pięć. Ich rodzonej mamy nie było już przy nich i mieszkali z ojcem Wartanem, macochą oraz jej małym synkiem.

Ojciec kochał wszystkie dzieci i chciał, żeby w domu panował spokój. Macocha jednak coraz częściej patrzyła na Warta i Wartuhi nieprzyjaźnie. Wydawało jej się, że ojciec poświęca im zbyt wiele uwagi.

Potem nadeszły trudne lata.

Wiosną Wartan obsiał pole, lecz jesienią plony były bardzo skromne. W następnym roku stało się to samo. W spichlerzu prawie nie zostało zapasów.

— Muszę wyjechać na zarobek — powiedział Wartan. — Inaczej zimą zabraknie nam jedzenia.

Objął dzieci, poprosił, by trzymały się razem, i wyruszył w daleką drogę.

Bez ojca w domu zrobiło się smutniej.

Macocha dawała Wartowi i Wartuhi najprostsze jedzenie, często robiła im wyrzuty, a pewnego dnia postanowiła zaprowadzić je daleko od domu i zostawić przy rzece.

Dzieci nic o tym nie wiedziały.

Tamtego ranka Wart dostał małą miseczkę gotowanej pszenicy. Usiadł przy progu obok siostry.

Nagle na ziemi przed nimi usiadł wróbel.

— Ćwir! Ćwir!

Ptaszek przechylił główkę i spojrzał na miskę.

— Ty też jesteś głodny? — zapytała Wartuhi.

Wart odsypał kilka ziaren na dłoń.

— Mamy niewiele, ale się podzielimy.

Wróbel szybko wydziobał ziarenka, odleciał na płot, a potem wrócił.

— Ćwir! Ćwir!

Wartuhi się roześmiała.

— Chyba chce nam coś powiedzieć.

Rzeczywiście wróbel podleciał tak blisko, że usiadł na brzegu miski. Zaniepokojony zaćwierkał, po czym kilka razy poleciał w stronę ogrodu i wrócił.

Dzieci przyjrzały mu się uważniej.

— Wydaje mi się, że nas woła — powiedział Wart.

Kiedy macocha zawołała:

— Zbierajcie się. Pójdziemy nad rzekę.

Wróbel zaczął trzepotać jeszcze niespokojniej.

Usiadł wprost przed Wartem, głośno zaćwierkał i poleciał ku furtce w przeciwną stronę.

Wart wziął siostrę za rękę.

— Chodźmy za nim.

Cichutko wyszli przez ogród i pobiegli ścieżką, nad którą leciał wróbel.

Ptaszek się nie oddalał. To przysiadał na kamieniu, to czekał na niskiej gałęzi.

Tak dzieci dotarły do wzgórz.

Słońce już zachodziło, gdy zobaczyły stary, rozłożysty platan z dużą dziuplą przy korzeniach.

— Tu możemy odpocząć — powiedział Wart.

Rozłożył dla siostry swoją kurteczkę.

— A jeśli nie znajdziemy taty? — zapytała cicho Wartuhi.

Wart też się bał. Powiedział jednak:

— Znajdziemy. A na razie jesteśmy razem.

Wróbel usiadł przy wejściu do dziupli, schował dzióbek pod skrzydło i został przy nich do rana.

Gdy się rozwidniło, znów zawołał dzieci.

— Ćwir! Za mną!

Przynajmniej tak im się wydawało.

Ścieżka zaprowadziła ich na małą polanę. Pod drzewem stała miseczka gotowanej pszenicy, a dookoła skakały wróble.

Niedaleko mieszkała dobra staruszka. Codziennie zostawiała ptakom trochę ziarna na pamiątkę bliskich, których nie było już przy niej.

Na widok dwojga wyczerpanych dzieci od razu zrozumiała, że nie znalazły się tutaj z własnej woli.

— Jedzcie, maleństwa — powiedziała. — Wróble przyprowadziły was tam, gdzie otrzymacie pomoc.

Wart i Wartuhi usiedli pod drzewem. Jedli pszenicę razem z ptaszkami i po raz pierwszy od dawna poczuli się bezpiecznie.

Przez kilka dni pozostawali przy dobrej kobiecie. Pomagali jej zbierać chrust, przynosili wodę i co rano czekali na swojego wróbla.

Pewnego dnia przejeżdżał tamtędy książę ze swoimi ludźmi.

Zauważył dzieci przy drzewie.

— Czyimi dziećmi jesteście? — zapytał.

Wart opowiedział wszystko, co pamiętał: jak ojciec wyjechał zarabiać, jak w domu zrobiło się niebezpiecznie i jak wróbel wyprowadził ich przez ogród.

Książę wysłuchał uważnie.

— Dzieci nie powinny same szukać drogi przez cały kraj — powiedział. — Pojedziecie ze mną. Dam wam schronienie i wyślę ludzi, żeby odnaleźli waszego ojca.

W wielkim domu księcia dzieciom było ciepło i nie brakowało jedzenia. Znalazły się dla nich czyste ubrania, książki i zabawki.

Wieczorami jednak Wartuhi nadal tęskniła.

— Dobrze tu — mówiła bratu — ale chcę do taty.

— I do naszego wróbla — dodawał Wart.

Rano powiedzieli o tym księciu.

Uśmiechnął się.

— W takim razie będziemy szukać, aż znajdziemy.

Minęło kilka tygodni.

Pewnego dnia na dziedzińcu rozległy się szybkie kroki.

— Wart! Wartuhi!

Dzieci wybiegły na spotkanie.

Stał przed nimi Wartan.

Wrócił do domu, nie zastał dzieci i odtąd szukał ich wszędzie. Kiedy posłańcy księcia powiedzieli mu, gdzie są, natychmiast wyruszył.

Wartuhi rzuciła się ojcu w ramiona.

Wart stał obok i próbował nie płakać, ale łzy i tak popłynęły mu po policzkach.

— Myślałem, że już was nie zobaczę — szepnął Wartan.

— Uratował nas wróbel — powiedziała Wartuhi.

Ojciec długo dziękował księciu i dobrej staruszce.

Potem zadbał o to, żeby nikt więcej nie mógł krzywdzić dzieci. Macocha opuściła ich dom, a Wartan rozpoczął nowe życie razem z Wartem i Wartuhi.

Lecz historia jeszcze się nie skończyła.

Pewnego ranka Wartuhi usłyszała znajome:

— Ćwir! Ćwir!

Na parapecie siedział ten sam wróbel.

— Spójrz! — zawołała.

Ptaszek podleciał do dzieci, jakby sprawdzał, czy wszystko u nich dobrze. Potem usiadł pod dachem i zaczął znosić tam suche źdźbła trawy.

Wkrótce pod okapem pojawiło się gniazdko.

Potem następne.

I jeszcze jedno.

Powiadają, że od tamtej pory wróble szczególnie chętnie osiedlają się przy ludzkich domach.

Może po prostu pamiętają dawną przyjaźń.

A może nadal wypatrują, czy w pobliżu nie ma dziecka, które potrzebuje kilku ciepłych ziarenek, wiernego przewodnika i małego głosu, mówiącego we właściwej chwili:

— Ćwir! Nie bój się. Chodź za mną.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨