Okładka: Wróbel z odciętym języczkiem

Japonia

Wróbel z odciętym języczkiem

Dawno, dawno temu w Japonii, niedaleko zielonego bambusowego gaju, mieszkał starszy mężczyzna ze swoją żoną.

Kraj
Japonia
Wiek
5–9 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Wróbel z odciętym języczkiem

Dawno, dawno temu w Japonii, niedaleko zielonego bambusowego gaju, mieszkał starszy mężczyzna ze swoją żoną.

Staruszek był łagodny, pracowity i kochał wszystkie żywe stworzenia. Każdego ranka szedł na pole, po drodze witał się z ptakami, zostawiał ziarna przy ogrodzie i nigdy nie mijał obojętnie zwierzęcia potrzebującego pomocy.

Pewnego dnia znalazł małego wróbla. Ptaszek był wyczerpany i drżał z zimna.

— Biedactwo — powiedział staruszek. — Chodź ze mną. Odpoczniesz i ogrzejesz się, a kiedy odzyskasz siły, polecisz, dokąd zechcesz.

Zabrał wróbla do domu, nasypał mu ziarna i postawił miseczkę wody. Ptaszek szybko wyzdrowiał, ale wcale nie spieszył się z odlotem. Polubił dobrego gospodarza, siadał mu na ramieniu i ćwierkał wesoło, gdy ten wracał z pola.

Staruszek nazywał go swoim małym sąsiadem. Żonie jednak wróbel wcale się nie podobał.

— Tylko okruszki po nim zostają i ciągle się tu kręci — narzekała. — Po co przyzwyczaiłeś go do naszego domu?

— Jest taki malutki — uśmiechał się mąż. — Prawie nie zajmuje miejsca, a ile wnosi radości!

Żona tylko kręciła głową.

Pewnego dnia przygotowała krochmal do prania i zostawiła miskę na podłodze. Wróbel nie wiedział, że to nie jedzenie, więc dziobnął trochę gęstej białej mieszaniny.

Gdy kobieta wróciła i zobaczyła pustą miskę, bardzo się rozzłościła.

— Tego już za wiele! — wykrzyknęła.

Trzymała akurat małe nożyczki do nitek. W gniewie gwałtownie machnęła ręką. Wróbel odskoczył, lecz nożyczki boleśnie zraniły go w języczek. Ptaszek pisnął ze strachu i wyleciał przez otwarte okno.

Kobieta od razu pojęła, że zrobiła coś złego, lecz duma nie pozwoliła jej zawołać go z powrotem.

Wieczorem staruszek wrócił z pola.

— A gdzie nasz wróbel? — zapytał.

Żona niechętnie opowiedziała mu, co się stało. Staruszek bardzo się zasmucił.

— Przecież nie wiedział, co było w misce — powiedział cicho. — Wystarczyło odgonić go od krochmalu.

Następnego ranka wziął trochę ryżu na drogę i poszedł szukać małego przyjaciela. Wędrował ścieżką między wzgórzami, zaglądał pod drzewa, nasłuchiwał każdego ćwierkania i pytał napotkane ptaki:

— Czy widziałyście wróbla, który mieszkał w moim domu?

Wreszcie przy bambusowym gaju usłyszał znajomy głos:

— Ćwir! Ćwir!

Na cienkiej gałązce siedział jego wróbel.

— Tu jesteś! — ucieszył się staruszek. — Jak twój języczek?

Wróbel podleciał bliżej. Rankę miał już prawie zagojoną i znów mógł wesoło ćwierkać. Zatoczył kilka kółek nad głową staruszka, a potem poleciał w głąb bambusowego gaju, jakby zapraszał go za sobą.

— Chcesz mi coś pokazać? — domyślił się mężczyzna.

Za bambusem krył się niezwykły maleńki domek. Przy wejściu uwijały się wróble, a w środku było czysto i przytulnie.

Jego mały przyjaciel okazał się szanowaną gospodynią wróblej rodziny. Jej krewni i przyjaciele ogromnie ucieszyli się na widok człowieka, który kiedyś ją uratował. Zdawało się, że wszystko dookoła mówiło: „Witamy, drogi gościu!”.

Poczęstowano staruszka ryżowymi ciasteczkami, herbatą i słodkimi owocami. Młode wróble zatańczyły zabawny taniec: podskakiwały, rozkładały skrzydełka i kłaniały się z takim przejęciem, że mężczyzna śmiał się do łez.

Czas minął niepostrzeżenie.

— Muszę już wracać — powiedział. — Żona będzie się o mnie martwiła.

Na pożegnanie wróble wyniosły dwa plecione koszyki. Jeden był duży i ciężki, drugi mały i lekki. Gospodyni przysunęła je do gościa, proponując mu wybór.

— Jestem już stary — powiedział. — Ciężkiego kosza nie doniósłbym do domu. Wezmę mały. Zresztą wasza gościnność to już najwspanialszy podarunek.

Podziękował, pożegnał się i ruszył do domu. Kiedy wrócił, żona od razu zauważyła koszyk.

— Co przyniosłeś?

— Prezent od wróbla.

Podnieśli wieczko i zamarli ze zdumienia. W środku leżały piękne tkaniny, lśniące monety i drobne kosztowności.

— I to wszystko zmieściło się w małym koszyku? — zdziwiła się żona.

— Tak. Ale bardziej niż ze skarbów cieszę się z tego, że wróbel żyje i ma się dobrze.

Kobieta prawie go nie słuchała.

— A był jeszcze większy kosz?

— Był.

— I go nie wziąłeś?!

Tej nocy długo nie mogła zasnąć. Wciąż widziała oczami wyobraźni wielki kosz wypełniony złotem po same brzegi.

Rano oznajmiła:

— Ja też pójdę odwiedzić wróbla.

Staruszek przyjrzał jej się uważnie.

— Idź, jeśli chcesz go przeprosić.

Ale żona już spieszyła do bambusowego gaju. Znalazła mały domek i zapukała do drzwi.

Wróble przyjęły ją uprzejmie. Gospodyni nie wypominała dawnej krzywdy. Podano kobiecie herbatę i poczęstunek. Ona jednak przez cały czas rozglądała się na boki.

— Czy goście nadal dostają od was podarki? — zapytała wreszcie.

Wróble przyniosły te same dwa koszyki: mały i duży.

— Duży! — powiedziała od razu kobieta. — Jestem silna, poradzę sobie.

Kosz okazał się tak ciężki, że ledwo zdołała go podnieść.

— Nie otwieraj go po drodze — ostrzegł jeden z wróbli. — Poczekaj, aż wrócisz do domu.

Lecz ciekawość i chciwość szeptały jej do ucha: „A jeśli jest tam tyle złota, że zdążę część schować, zanim wrócę?”.

Nie odeszła daleko. Postawiła kosz na ziemi i uchyliła wieko. W tej samej chwili, pośród wesołego zgiełku, wyskoczyły z niego papierowe smoki, drewniane maski, sprężyste zabawkowe węże i dziesiątki małych dzwoneczków.

Dzyń-dzyń! Szu-szu! Stuk-stuk!

Kobieta tak się przestraszyła tej niespodzianki, że usiadła prosto na trawie. Po chwili przyjrzała się wszystkiemu i zrozumiała, że nic jej nie grozi. Były to tylko czarodziejskie figle, które zdawały się mówić: „Nie wszystko, co wielkie, jest cenniejsze. A prezentu nie należy się domagać”.

Zamknęła kosz i powoli wróciła do domu. Staruszek czekał na nią przy bramie.

— Jak się miewa wróbel?

Kobieta spuściła wzrok.

— Potraktował mnie lepiej, niż ja kiedyś potraktowałam jego — odpowiedziała. — A ja poszłam tam nie po to, by go przeprosić, tylko żeby dostać większy prezent.

Opowiedziała mężowi o koszu i o tym, jak bardzo się wystraszyła. Staruszek nie śmiał się z niej.

— A więc zrozumiałaś, po co była ta niespodzianka.

Kobieta skinęła głową. Następnego dnia wzięła garść najlepszego ziarna i razem z mężem poszła do bambusowego gaju.

— Wybacz mi — powiedziała do wróbla. — Mój gniew, moją szorstkość i to, że myślałam tylko o podarunkach.

Wróbel przechylił główkę, a potem usiadł jej na dłoni.

Od tej pory kobieta stała się cierpliwsza. Nie gniewała się już o każdą drobnostkę i często zostawiała ziarno dla ptaków przy domu. Mały wróbel od czasu do czasu przylatywał do nich z wizytą.

A jego dźwięczne ćwierkanie zawsze przypominało im, że dobroć potrafi wzbogacić nawet najmniejszy dom, podczas gdy chciwość zamienia największy kosz w ciężar trudny do uniesienia.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨